design styl życia

Alessi – sprzedawcy radości

Włoska firma Alessi udowodniła, że nawet solniczka, korkociąg czy miska mogą być dziełem sztuki.

A gdyby tak w tym roku ubrać choinkę po designersku? Wystarczy kilka bombek, by zielone drzewko nabrało niepowtarzalnego, „wesołego” charakteru. Zrobione są tradycyjnie z dmuchanego szkła, ale postaci z betlejemskiej stajenki traktują z przymrużeniem oka. Nie ma osoby, która nie uśmiechnęłaby się na ich widok! Stworzyła je jedna z najbardziej oryginalnych marek na świecie, rodzinna firma Alessi, której członkowie nazywani są sprzedawcami radości.

szyszkowy

Dom na jeziorem

Jak głosi legenda, z wód jeziora Orta w Lombardii co noc wynurza się potwór, rychtyk taki jak w Lochness. Turyści chętnie tu zaglądają, licząc, że go spotkają. Ciekawi są też słynnej Villi Crespi – XIX-wiecznego zameczku z mauretańskimi wieżyczkami, który wygląda jak z Baśni tysiąca i jednej nocy. Ale tylko niewielu wie, że tuż obok czai się jeszcze jedna niespodzianka: nad jeziorem Orta mieszka jedna z najbardziej wpływowych rodzin w świecie designu – Alessi. W uroczym miasteczku Omegna, gdzie góry są na wyciągnięcie ręki. Tuż na granicy ze Szwajcarią.

XVIII-wieczna piemoncka willa z przylegającą doń winnicą zaskakuje designem nie mniej niż produkowane przez Alessich akcesoria do kuchni. Bo zamiast nawiązać do architektury i pójść w bezpieczną klasykę, rodzinna siedziba została urządzona w duchu odważnego modernizmu. Wnętrza zaprojektował zaufany designer Alessich, Alessandro Mendini. Plan był prosty: dużo kamienia i drewna. Na podłodze dąb, ściany w „betonowym” kolorze. Surowe wykończenie łagodzą meble z humorem (w końcu Alessi słyną z projektów z przymrużeniem oka), oczywiście „made by friends”, czyli zrobione przez projektantów od lat związanych z firmą. Przy orzechowym stole projektu Mendiniego kolorowe krzesła Fukasawy, Jaspera Morrisona i braci Bouroullec. Przed kominkiem sofy: jasne Vico Magistriettiego i Philippe’a Starcka oraz brązowa, w kształcie rękawicy bejzbolowej, firmy Poltranova.

Najwięcej uwagi poświęcono bibliotece na antresoli (Mendini zaprojektował ją specjalnie dla ogromnego zbioru książek historycznych). I gabinetowi w zabytkowej wieży, do którego prowadzą kręcone metalowe schody we wściekle czerwonym kolorze. To tutaj zaciąga się ulubionymi cygarami Alberto Alessi, który przejął stery firmy w 1970 roku. Degustując kolejne roczniki wina, które produkuje w swojej winnicy, zapewnia: – Do szczęścia nie potrzebuję nic innego jak tylko słodkiej cierpkości w ustach, rodziny i przyjaciół u boku.

Tu można obejrzeć sesję zdjęciową wnętrz domu: Villa Fortis Alberta Alessiego.

Bez ograniczeń

Zawsze bliżej nam było do niemieckich sąsiadów niż do Rzymu – śmieje się Matteo Alessi, który w rodzinnej firmie zajmuje się marketingiem. – Giovanni Alessi, założyciel rodu i firmy, zanim otworzył fabrykę w Crusinallo pod Mediolanem, najpierw szukał szczęścia na Północy. Razem z najlepszym przyjacielem, Alfonso Bialettim (tak, tak, tym od kawiarek), wyjechali do Niemiec poznać tradycyjne rękodzieło i nauczyć się rzemiosła. Po powrocie do kraju sprowadzali stamtąd eleganckie wazy, misy i patery. Potem ich drogi się rozeszły. Każdy rozkręcił własny interes. Ale nasze rodziny przyjaźnią się do dziś. Syn Giovanniego, mój dziadek Carlo, ożenił się z dziewczyną pochodzącą z rodu Bialettich – opowiada.

To właśnie Carlo wyprowadził firmę na szerokie wody. Był autorem większości przedmiotów Alessich, które pojawiły się na rynku w latach 30. i 40. Do historii przeszedł zaprojektowany przez niego platerowany zestaw herbaciany Bombé – prezent ślubny dla żony – który do dziś jest najlepiej sprzedającym się serwisem marki. W 1935 roku podbił Włochy dzbankiem na mleko Ottagonale.

bombe
Słynny zestaw Bombé. Fot. Alessi.com

– Dziadek miał jedno marzenie: żeby sztuka trafiła pod strzechy – podkreśla Matteo. Zatrudnił więc artystów (Giò Pomodoro i Carmelo Cappello) i poprosił, by prozaicznym przedmiotom do kuchni nadali efektowny kształt. Jego pracę kontynuuje dziś Alberto Alessi, wuj Mattea. W krótkim czasie zaangażował on do współpracy słynnych projektantów – Ettore Sottsassa, Richarda Sappera, Achille Castiglioniego, Michaela Gravesa, Aldo Rossiego, Jaspera Morrisona, Philippe’a Starcka. Namawiał, by używali nie tylko metalu, ale też ceramiki, drewna czy plastiku. Żeby nie ograniczać inwencji swoich podopiecznych, nigdy nie zlecał badania rynku. I nie obawiał się ich ekscentrycznych pomysłów. Nawet jeśli powątpiewano, czy tak awangardowe rzeczy dobrze się sprzedadzą, Alberto nie przerywał pracy i zapewniał: „firma być może na tym straci, ale za to wniesie coś do historii wzornictwa”.

Anna G. – najbardziej rozpoznawalne korkociągi na świecie. Fot. Fabryka Form

Jego podejście do biznesu było prawdziwym przewrotem kopernikańskim. Wielu kręciło głowami, przepowiadając firmie bankructwo, a tymczasem osiągnęła sukces jakich mało – co przedmiot, to bestseller. Kawiarka La Canonica Aldo Rossiego czy młynek do pieprzu 9098 Michaela Gravesa na stałe weszły do kanonu designu. A Alessi nazwano Fabryką Włoskiego Designu – fabryką snów. Bo bawi, wzrusza, zaskakuje – pomysłami, kolorami, humorem. Otwieracze do butelek przypominają złośliwe diabełki (Diabolix projektu Biagio Cisottiego), kieliszki na jajka to uśmiechnięte ludziki (Mr. Chin Stefana Giovannonniego), korkociągi – ponętne kobiety w zwiewnych sukienkach (Anna G. Alessandra Mendiniego). – Phillipe Starck nazwał nas sprzedawcami radości. I to chyba najlepszy komplement, jaki mogliśmy usłyszeć – mówi Matteo.

diabolx
Otwieracze do butelek Diabolix. Fot. Fabryka Form

Z życia wzięte

Ponieważ przez firmę przewinął się niejeden oryginał i ekscentryk, z wieloma przedmiotami łączą się ciekawe anegdoty. Najbardziej znana jest ta o wyciskarce Starcka: projektant jadł w restauracji frutti di mare, spojrzał na kałamarnicę, którą miał właśnie skosztować i w tym momencie przyszedł mu do głowy pomysł. Kilkoma szybkimi ruchami naszkicował na serwetce słynny projekt. – Ale mnie bardziej podoba się historia czajnika 9091 Richarda Sappera z charakterystycznym gwizdkiem – opowiada młody Alessi. – Praca nad nim trwała trzy lata, bo projektant uparł się, by dźwięk tego gwizdka przypominał świst, jaki wydawały w jego dzieciństwie barki płynące Renem. Poszukiwania specjalisty, który potrafiłby zrobić taki gwizdek, trwały miesiącami. W końcu znaleźliśmy jednego staruszka w Szwarcwaldzie. Konstrukcja, jaką wymyślił, jest bardzo skomplikowana, bo to właściwie dwa mosiężne gwizdki w jednym, ale warto było – wspomina. – Lubię też opowieść Mario Trimarchi o tym, jak projektował tacę La stanza dello Scirocco. Mario zapamiętał z dzieciństwa sycylijskie chaty, w których przesiadywali starsi panowie i pasjami grali w karty. Często przez okna wpadał wiatr sirocco i zrzucał talie na podłogę. Rączki w tacy przypominają właśnie takie rozrzucone karty – tłumaczy Matteo.

scirocco
La stanza dello sirocco – kosz na owoce. Fot. Fabryka Form

Sam ma sentyment do kawiarki 9090 projektu Richarda Sappera z 1979 roku. – Bo jest tylko o rok młodsza ode mnie – śmieje się. My możemy ją podziwiać w nowojorskiej MoMA. Podobnie jak wyciskacz do cytrusów Philippe’a Starcka czy toster Stefano Giovannoniego. Albo w filmach: przedmioty Alessi zagrały m.in. w Krokodylu DundeePamiętniku Bridget Jones. A ostatnio także w I am Legend opowiadającym historię człowieka, który przeżył zagładę. Cóż bowiem miałoby przetrwać ludzkość, jak nie one?

Zdjęcie główne:  Didriks CC by 2.0