lente znaczy powoli podróże sprawdzone adresy styl życia

Ibiza w stylu lente

Warto odkryć Ibizę zupełnie inną niż ta, o której opowiadają foldery biur turystycznych. Moja Ibiza to sanktuarium błogości, kontemplacja natury, nauka wdzięczności. Wypoczynek i skupienie na brzegu porośniętym pachnącym sosnowym lasem.

Suche, słonawe powietrze wpada przez okna wynajętego samochodu. Po obu stronach drogi zarysy powyginanych kaktusów i palm. Nikogo za nami, nikogo przed nami. Tylko my przedzieramy się przez hiszpańską noc. Opuszczam szybę i wychylam głowę. Odurza mnie zapach jaśminu, ziół, sosnowych lasów i wyschniętej, spieczonej jak skórka świeżego chleba ziemi. I jeszcze to niebo – atramentowe, ciężkie, nabrzmiałe od gwiazd, jakby za chwilę miało runąć w dół. Ogarnia mnie dziwne uczucie: nigdy nie byłam na Ibizie, a czuję się, jakbym wracała w dobrze znane mi miejsce, jakbym wracała do domu. Już lada chwila wyspa ta przypomni mi, jak cieszyć się bliskością natury i odczuwać wdzięczność za każdy dzień.

Warto odkryć nieznane oblicze Ibizy. Fot. CC0 Public Domain
Warto odkryć nieznane oblicze Ibizy. Fot. CC0 Public Domain

Nocleg pod sosnami

Parkujemy pod hostelem; żwir strzela pod kołami. Mimo że już późno, wita nas Alex, przemiły właściciel Cosmos Grand Hostel (Carretera de Sa Caleta km 3.5 Ibiza, cosmosibiza.com) położonego kilka kilometrów od jednej z najbardziej uroczych plaż na wyspie – Sa Caleta. Jest ciepła, słodka noc. Ktoś odpoczywa na patio przy barze, czytając; para z drinkami w dłoniach relaksuje się na sofie przy kojących dźwiękach muzyki, barman nieśpiesznie miesza koktajl; od czasu do czasu zerka w stronę nieba, jakby na nim miał wypisany przepis na drinka. Dostajemy klucze do pokoju urządzonego w minimalistycznym stylu: białe ściany, surowe drzewo, etniczne akcenty. Na stoliku nocnym znajduję historię Pitiuzów (nazwa grupy wysp południowo-zachodniego krańca archipelagu Balearów, pochodzi od pitys – po grecku „sosna”) oraz pismo poświęcone lokalnej kuchni. Zaczynam się robić głodna i chcę, aby noc minęła jak najszybciej.

Plaża Sa Caleta, fot. Eliza Kilkanek
Plaża Sa Caleta, fot. Eliza Kilkanek

Kameralne plażowanie

Po śniadaniu, z dala od strategicznego centrum makro-imprez i zatłoczonych barów, wyruszamy na dalsze poszukiwanie wytchnienia. Ktoś poleca nam trudniej dostępną, bardziej kameralną plażę Cala Mastella. Zabieramy świeży chleb, pomidory, szynkę i awokado oraz białe wino i podążamy według naszkicowanej ołówkiem mapy.

Jedziemy wzdłuż wybrzeża. Ciężko skupić się na drodze. Kilkakrotnie przystajemy i podziwiamy kontrasty: skaliste urwiska, zatoczki transparentnej, turkusowej wody, biały piasek, czerwono-brunatną ziemię. Wokół egzotyczne rośliny: agawy, kaktusy, palmy, sady cytrusowe, migdałowce i gaje oliwne. Wszechogarniająca cisza, uczucie odizolowania, błogość. Podczas kolejnego postoju ukazuje nam się Es Vedrà – skalista, niezamieszkana wysepka, wokół której krąży mnóstwo tajemniczych legend. Mówi się na przykład, że zamieszkują ją syreny. Na pewno wiadomo, że emituje silne pole magnetyczne. Podziwiamy ją przez chwilę w popołudniowym słońcu. Trudno od niej odwrócić wzrok. Tuż przy mojej stopie przemyka jaszczurka.

Skalista wysepka Es Vedrà , fot. Eliza Kiljanek
Skalista wysepka Es Vedrà , fot. Eliza Kiljanek

Targowiska w stylu hippie

W latach sześćdziesiątych Ibiza stała się istotnym miejscem na mapie dla poszukujących wolności i inspiracji. Na wyspę z całej Europy przybywali hippisi, artyści i intelektualiści, szukający swobody i wszelkiego rodzaju duchowych doświadczeń. Nietrudno zrozumieć dlaczego – wyspa emanuje energią twórczą i lekkością bytu. Choć już nie na taką skalę jak kiedyś, hippisi nadal stanowią znaczną grupę mieszkańców i bywalców Ibizy. Prowadzą restauracje, sklepy i co tydzień organizują hippie markets na terenie całej wyspy. Jedne z najpopularniejszych to Punta Arabí w środy (w Es Caná)Las Dalias w soboty (w San Carlos). Można tam dostać wszelkiego rodzaju rękodzieło, biżuterię, tekstylia i odzież z różnych zakątków świata. Nam najbardziej przypadło do gustu targowisko organizowane na hipodromie w San Jordi – chaotyczne, a przez to najbardziej autentyczny.

Hippie Market na Ibizie, fot. Ronald Saunders / Flickr
Hippie Market na Ibizie, fot. Ronald Saunders / Flickr

Roślinna kolacja

Wreszcie odnajdujemy plażę; dosłownie kilkanaście osób w całkowity poszanowaniu ciszy i przestrzeni. Rozkładamy chusty, ręczniki. Odpoczywamy, rozmawiamy, ucinamy sobie drzemki, zażywamy kąpieli w przezroczystej, orzeźwiającej wodzie, czytamy, zbieramy myśli. Donikąd się nie śpieszymy, nigdzie nie musimy być, nic nie musimy robić.

W drodze powrotnej na kolację zatrzymujemy się w San Gertrudis de Fruitera. Wild Beets (Carrer Venda de Llatzer 9, Santa Gertrudis de Fruitera, wildbeets.com) specjalizuje się w kuchni raw, wegetariańskiej i wegańskiej, a więc na bazie roślin. Z piaskiem we włosach i boso, pałaszujemy hummus, oliwki, surowe migdały, baba ghanoush i domowej roboty chrupiące bezglutenowe chlebki oraz przepyszne spaghetti z cukinii i marchewki w sosie tajskim. Wszystko popijamy lokalnym, ciemnym piwem. Właśnie w Wild Beets znajduję kilka lokalnych czasopism poświęconych dobremu samopoczuciu i zdrowej żywności oferowanej na wyspie – dociera do mnie, że temat ten na Ibizie traktuje się coraz bardziej poważnie. Postanawiam dowiedzieć się więcej. Noc jest ciepła i łaskawa, idealna na ucztę i lekturę pod gwiazdami.

Zachód słońca gromadzi na Ibizie wielką publiczność. Fot. CC0 Public Domain
Zachód słońca gromadzi na Ibizie wielką publiczność. Fot. CC0 Public Domain

Pożegnanie słońca

Z hotelowego przewodnika dowiaduję się, że warto udać się na plażę Cala Benirràs i pozostać tam do zachodu słońca; w każdą niedzielę gromadzi się tam bohema wyspy oraz wszelkiej maści wolne duchy. Przy rytualnej grze na bębnach żegnają odchodzący dzień.

Zjawiamy się tam około południa. Wtulona pomiędzy sosnowe lasy ułożone na wzgórzach, Cala Benirràs to nie tylko zapierające dech naturalne piękno przyrody i od razu wyczuwalne pozytywne wibracje, to także niezwykły kompleks Elements (Cala Benirràs, elements-ibiza.com). Jak twierdzi jego twórca Kiko Malcarne, Elements powstało z miłości. Kiko przyjechał na wyspę wiele lat temu; sypiał na plaży, medytował, aż w końcu doznał wizji… i stworzył tę alternatywną przestrzeń. Elements obejmuje restaurację, pizzerię, bar ze świeżo wyciskanymi sokami, chiringuito (plażowy drink bar), ajurwedyjski gabinet masażu oraz butik z dodatkami na plażę w stylu boho. Jest to jednym słowem miejsce inspirujące do zdrowego stylu życia, relaksu i cieszenia się każdą chwilą. Zamawiam smoothie z mango, ananasa i awokado, przygotowanego na wodzie kokosowej z dodatkiem nasion chia oraz odrobiną spiruliny. Jest pyszny.

Wieczorem przy brzegu zbiera się charakterystyczny, kolorowy tłum. Zaraz później zaczyna się przedstawienie. Rytmicznie grające bębny odprowadzają rozpaloną, ognistą kulę za horyzont; towarzyszą im tańce, pląsy, śmiech i zabawa, do której dołączają wszyscy, nawet dzieci. Nikt nie pozostaje obojętny na pozytywną energię. Kiedy słońce znika za horyzontem, rozlegają się gromkie brawa – widzowie przedstawienia wznoszą toasty, obejmują się i całują. Tak żegnają kolejny, wyjątkowy, odchodzący dzień. Niezwykła atmosfera udziela się i nam – jesteśmy przecież świadkami jedynego w swoim rodzaju spektaklu. Na pograniczu dnia i nocy stajemy się jednym ze wszystkimi i wszystkim, przepełnia nas wdzięczność.

W drodze powrotnej do hostelu zdaję sobie sprawę, że odkrywam zupełnie inną Ibizę, niż tę, o której tyle słyszałam. Moja Ibiza jest sanktuarium błogości; kontemplacją natury, momentu, nie tylko urlopem i ucieczką od rzeczywistości. Po spalonej słońcem ziemi stąpamy boso, lekko; czerwony kurz zbiera się pomiędzy palcami. Odpoczywając w cieniu różowej bugenwilli pnącej się po białych wapiennych ścianach siedemnastowiecznej wiejskiej posiadłości, nabieramy chęci na powrót do powolnego i prostszego życia. Dryfując w turkusowej, transparentnej wodzie, koimy zmysły, dajemy odpocząć zmęczonym głowom. Na krawędzi dnia, wdychamy zapach świeżych ziół, wsłuchując się w pieśni cykad; powracamy do ziemi, powracamy do korzeni.

Cala Comte, fot. Eliza Kiljanek
Cala Comte, fot. Eliza Kiljanek

Inne sprawdzone adresy:

Na Ibizie znajduje się ponad sto centrów oferujących zajęcia jogi i Pilates, instytucji organizujących górskie wędrówki, spływy kajakowe, kursy mindfulness, kreatywnego pisania oraz wszelkie inne warsztaty, mające na celu ponownie nauczyć nas świadomego kontaktu z otaczającym światem. Powstaje też coraz więcej miejsc propagujących właściwe sposoby odżywiania; coraz więcej restauracji korzysta ze świeżych, organicznych produktów pochodzących z własnych farm.
Oto kilka polecanych przeze mnie:

Passion (Carrer de Pere Escanellas, San Jose de Sa Talaia, passion-ibiza.com) – spełnione marzenie i ciężka praca je założycielki Lany Love. Pozyskiwanie świeżych, organicznych i, w miarę możliwości, lokalnych produktów jest podstawą jej działalności. Menu Passion składa się głównie z dań kuchni wegetariańskiej, wegańskiej, makrobiotycznej i raw. Świeżo paloną kawę i pożywne posiłki można próbować już w pięciu różnych miejscach na wyspie. Sama właścicielka słynie ze swoich programów oczyszczających oraz przepysznych detox smoothies.

Amante Beach Club (Sol Den Serra, Near Cala Llonga Calle Afueras SN, 07849 Santa Eularia Des Riu/Eivissa, amanteibiza.com) to nie tylko elegancka restauracja w dzień i bar chill out nocą; to także jedno z najlepszych kin na świecie na otwartym powietrzu. Wyobraź sobie oglądanie dobrego filmu, szum fal, zapierające dech widoki i nocne, obsypane gwiazdami niebo – to właśnie to miejsce! Wczesnym rankiem na tarasie klubu, na małej plaży, tuż nad skrajem urwiska, odbywają się zajęcia z jogi, a zaraz po nich ma miejsce wyborne śniadanie składające się z produktów pochodzących z farmy organicznej należącej do restauracji. Czy można sobie wyobrazić bardziej idylliczny początek dnia?

Hotel La Granja, fot. Eliza Kiljanek
Hotel La Granja, fot. Eliza Kiljanek

La Granja (Carretera Forada a Sant Mateu KM 1, lagranjaibiza.com) to nie tylko alternatywa luksusowego noclegu w odremontowanej w stylu wabi-sabi starej farmie, ale także nowe miejsce na kulinarnej mapie slow food Ibizy. Według ich filozofii, żyzna gleba, jej nawożenie, rozdrabnianie oraz właściwe zarządzanie gospodarką wodną jest początkiem wszystkiego. Dla właścicieli i współpracujących z nimi farmerów dostarczających organiczne warzywa i owoce, oliwę z oliwek, zioła czy migdały, wspólne posiłki na świeżym powietrzu to interakcja społeczna, wymiana energii, która wpływa zbawiennie na samopoczucie. LaGranja jest też okazjonalnym domem Habitas (ourhabitas.com/ibiza/) – międzynarodowej grupy artystów, uzdrawiaczy, nomadów i joginów. To społeczność ludzi o podobnych poglądach, wspólnych pasjach, dla których tworzenie jest sposobem na wyrażaniem siebie. Raz w roku, przez kilka dni gromadzą się na terenie farmy, by spędzić razem czas, posłuchać muzyki, zjeść wspólnie posiłek.

La Granja zaprasza także na zajęcia z jogi. W upalne, późne popołudnie wspinamy się po kamienistej ścieżce przez las, by po chwili znaleźć się na ukrytej wśród szumiących sosen drewnianej platformie ze spektakularnymi widokami na cztery strony świata. Wewnętrzny spokój prowadzącego, otoczenie, zapach rozgrzanego słońcem sosnowego drewna i trzepot skrzydeł ptaków pomiędzy drzewami natychmiast działają zbawiennie na nasze nieprzerwanie wędrujące umysły.

Sunset Ashram, fot. Eliza Kiljanek
Sunset Ashram, fot. Eliza Kiljanek

Beach Club Sunset Ashram (Cala Conta, Sant Josep De Sa Talaia, www.sunsetashram.com) to jedno z najbardziej popularnych miejsc na podziwianie zachodzącego słońca przy kolacji, oferujące bogaty wybór przysmaków kuchni indyjskiej i śródziemnomorskiej. Warto zamawówić samosy z warzywami, sałatę z awokado (obok pomidorów to najważniejszy bohater miejscowych stołów), krewetkami, pomidorami i oliwkami; do tego małże w sosie z białego wina i czosnku.


Bieżący temat

Brzegi

Punkty graniczne, nowe początki, życie z widokiem na bezkresny horyzont. Zamorskie wyprawy, marynarski styl, tęsknota za nową perspektywą. I nasz lutowy temat miesiąca.


kalendarz wpisów