cyklicznie sapere aude kultura

Na czubkach palców. Włoskie baletnice epoki romantyzmu

Krew, pot i łzy. Skradzione dzieciństwo, lata spędzone na morderczych i żmudnych treningach. Z jednej strony rywalizacja, zazdrość, ból i poświęcenie dla sztuki, z drugiej – pasja życia, blichtr i miłość tłumów. Poznajcie fascynujące historie pierwszych primabalerin, niekwestionowanych gwiazd epoki włoskiego romantyzmu, które dzięki talentowi i niespotykanej sile charakteru stawiły czoła męskiej dominacji artystycznej, zapisując się trwale w historii światowego baletu.

Pierwsze tancerki baletowe, ubrane w ciężkie, długie suknie z krynolinami, tańczące w obuwiu na wysokim obcasie, nie miały możliwości wykonywania odważnych i zamaszystych ruchów. Rozgłos zdobywały dzięki urodzie i wdziękowi osobistemu. Jednym z nielicznych wyjątków była Barbara Campenini, szerzej znana jako La Barberina. Urodzona w 1721 roku w Parmie, w biednej wielodzietnej rodzinie, od dziecka wyróżniała się niepospolitą urodą, ale i tanecznymi zdolnościami. Pierwsze profesjonalne nauki pobierała w wieku 16 lat w Neapolu, u Antonia Rinaldiego, zwanego Fossano. Po długich i wymagających ćwiczeniach wystąpiła w Psyche – dosyć frywolnej jak na owe czasy sztuce, podczas której w tanecznym wirze zrzuciła z siebie zwiewne szale. Dosyć szybko zyskała rozgłos, szczególnie wśród męskiej części publiczności, która chętnie obdarzała ją kosztownymi prezentami. Plotki głoszą, że oczarowała nawet biskupa Parmy! Drogie klejnoty umożliwiły jej w 1739 roku wyjazd do Paryża, gdzie z sukcesem zadebiutowała na scenie Opery Paryskiej. Pozytywne recenzje otrzymały lekkie entrechat oraz szybkie piruety. O pięknej i utalentowanej włoskiej tancerce rozprawiała wkrótce cała Europa, a wieści o jej urodzie i talencie dotarły aż do króla pruskiego, Fryderyka II, który zapragnął uczynić ją główną tancerką nowo powstającej Opery Berlińskiej. Propozycja nie została – o dziwo – przyjęta, a król w akcie zemsty za nieoczekiwany afront rozkazał zaufanym sługom pojechać za tancerką do Wenecji, gdzie skryła się z kochankiem, lordem Stuartem Wortleyem-McKenziem. Włoszka została uprowadzona i uwięziona na kilka dni w Poczdamie, do 8 maja 1744 roku. Rok później mieszkała już w Berlinie, gdzie otrzymywała olbrzymią gażę w wysokości 7000 talarów, trzykrotnie przewyższającą pensję ministra, oraz miała prawo korzystać z 5-miesięcznego urlopu. Uzyskawszy takie uposażenie, musiała jednak spełnić jeden warunek: nie wychodzić za mąż.

Barbara Campanini na obrazie pędzla Antoine'a Pesne, 1745
Barbara Campanini na obrazie pędzla Antoine’a Pesne, 1745

Berlińskie życie upływało pod znakiem przepychu i wytwornego trybu życia. Barberina, zostając królewską faworytą, zyskała wyjątkowe przywileje, m.in. jako jedyna kobieta mogła przebywać w pałacu Sans-Souci, a dzięki berlińskim występom zyskała kolejne grono adoratorów. Wkrótce, w 1748 roku, zawarła potajemny związek małżeński z jednym z nich, baronem Carlem Ludwigiem von Cocceji, bratem polskiego generała Karola Fryderyka de Cocceji. Para została rychło wygnana z Berlina, z nakazem wyjazdu do Głogowa, gdzie baron objął urząd wiceprezydenta rejencji sądowej. W 1759 roku La Barberina rozstała się z mężem i odkupiła od wdowy po gen. Janie von Winterfeldcie oddalony o kilkanaście kilometrów majątek w Barszczewie, z folwarkami Kalinówka i Proszyce, zajmując się pracami administracyjnymi i społecznymi. W 1789 roku założyła konwent dla dziewcząt ze zubożałych rodzin szlacheckich Fräuleinstift, któremu przekazała cały majątek. Za zasługi w krzewieniu na Śląsku kultury i nauki, otrzymała od króla pruskiego tytuł hrabiny de Barschau. Dewiza orderu brzmiała Virtuti asylum („Schronienie dla cnoty”), co wywołało uszczypliwe komentarze współczesnych, mających w pamięci jej niedawne skandalizujące zachowanie. Ostatnie lata życia La Barberina spędziła jako przeorysza ufundowanego przez siebie klasztoru. Zmarła w 1799 roku w wieku 78 lat w barszczewskim parku pałacowym. Pochowano ją w krypcie kościoła parafialnego w Grodowcu, pod ufundowanym ołtarzem Czternastu Wspomożycieli.

 

W końcu XVIII wieku, niemal równolegle ze śmiercią La Barberiny, Włochy wprowadziły kolejne reformy w dziedzinie tańca teatralnego. Nastąpił okres formowania się zasad tańca klasycznego, zwanego też akademickim. Jego głównym założeniem było uzyskanie idealnej harmonii. Celem stało się czyste piękno formalne, zewnętrzne, wynikające głównie z póz ciała. Precyzja techniki akademickiej pozwoliła stworzyć nowy styl tańca – styl romantyczny, również oparty na dawnych tradycjach, jednakże owiany duchem nowej twórczości poetów, pisarzy, muzyków i malarzy. Nastąpiło połączenie dwóch światów: codziennego z fantastycznym, realizmu z abstrakcją. Reprezentantką nowej wizji tańca, którego forma miała być wyrazem najbardziej ukrytych uczuć ludzkich, była Maria Taglioni. Jej skromność, prostota i dziewczęcy wdzięk sprawiały, że stała się ucieleśnieniem ideałów romantycznych, emanując spokojem, melancholią i łagodnością.

 

Jak skrzypce Paganiniego. Maria Taglioni

 

Maria Taglioni urodziła się w 1804 roku w Sztokholmie jako córka włoskiego baletmistrza Filippo Taglioniego i szwedzkiej tancerki Sofie Karsten, oraz jako wnuczka polskiej śpiewaczki operowej, Zofii Marianny Teresy Stępkowskiej. W wieku 10 lat została oddana do szkoły baletowej przy Operze Paryskiej. Początki edukacji nie wyglądały obiecująco – Maria nie wykazywała żadnego talentu i prezentowała się dosyć przeciętnie wśród rzeszy zdolnych uczennic. Nauczyciele nie wróżyli jej sukcesu, nazywając „garbuskiem” (Taglioni miała lekko zaokrąglone plecy, które sprawiały, że pochylała się do przodu) oraz „brzydkim kaczątkiem”. Jedyną osobą, która zdawała się wierzyć w talent Marii, był jej ojciec. Postanowił on rozpocząć 6-miesięczny prywatny trening, pełen długiej, surowej i wyczerpującej nauki. Przyniósł on zdumiewające rezultaty. Ciężka praca pomagała ukryć fizyczne ograniczenia, zwiększając zakres ruchów i rozwijając siłę fizyczną. Maria, zamiast szafować brawurowymi sztuczkami i piruetami, zaczęła skupiać uwagę widzów na swej niespożytej energii. Tak przygotowana, fizycznie i psychicznie, zadebiutowała w 1822 roku w Wiedniu, wykonując divertissement ułożony przez ojca. Pomimo iż utwór nie był specjalnie pomysłowy, taniec dziewczyny wzbudził powszechny aplauz. Po dwóch latach Maria przeniosła się do Monachium, a następnie do Stuttgartu, gdzie w 1827 roku otrzymała angaż w Operze Paryskiej. Jej powodzenie było tak wielkie, że wzbudzało niekontrolowaną zazdrość starszych tancerek. Podczas jednego z występów posmarowały one scenę mydłem, czekając na potknięcie i kontuzję Marii. Na szczęście do wypadku nie doszło, a Maria po raz kolejny zatriumfowała. Z każdym kolejnym spektaklem tłumy szalały coraz bardziej. W 1832 roku Maria otrzymała główną rolę w Sylphide, opartej na bajce Nodiera Trilbiego. Paryż zatrząsł się w posadach. Gratulowali jej najwięksi współcześni twórcy z Victorem Hugo na czele, który ofiarował jej książkę z dedykacją: Nogom Pani, Pani skrzydłom. Szczególnie podkreślano jej naturalność, czystość oraz niemal dziecięcą naiwność.

Niestety, życie prywatne gwiazdy nie było równie szczęśliwe. W 1832 roku poślubiła hrabiego Gilberta de Voisins, z którym rozwiodła się trzy lata później z powodu jego hulaszczego trybu życia. W międzyczasie zaszła w ciążę, którą przez długi czas próbowała ukryć przed publicznością, a nawet przed lekarzami, mówiąc, że boli ją kolano. Na wiele następnych lat mal au genou („ból kolana”) staje się żartobliwym określeniem ciąży, używanym przez tancerki.

Maria Taglioni, 1831
Maria Taglioni, 1831

W roku 1837 Taglioni przyjęła angaż z rosyjskiego teatru i wyjechała do Petersburga. Sylfida nas opuszcza, Francja w żałobie!– to tylko jeden z tytułów, jakie pojawiły się we francuskiej prasie. Mieszkańcy Petersburga zacierali ręce i zaczynali oszczędzać na spektakle z udziałem Taglioni. Pierwszy z nich odbył się 6 października 1837 roku. Ona nie tańczy, ona śpiewa jak skrzypce Paganiniego, maluje jak Rafael! – komentowała prasa. Nikołaj Gogol porównywał tancerkę do powietrza, mówiąć, że nic lżejszego nie bywało nigdy na scenie. Do zachwyconych jej wyczynami zaliczali się cesarz Mikołaj I i królowa angielska Wiktoria. Popularność Taglioni była tak ogromna, że kilku fanatycznych wielbicieli ugotowało i zjadło jej zużyte baletki, co miało stanowić rodzaj hołdu dla jej talentu.

Maria występowała w Petersburgu z niesłabnącym powodzeniem do 1842 roku, wyjeżdżając jedynie na gościnne występy do Londynu, Paryża i Berlina. Po powrocie z Rosji występowała w Paryżu do 1844 roku. Ostatni raz pokazała się publiczności w Londynie, w roku 1847. Po zakończeniu kariery zamieszkała z matką i dziećmi w Blevio nad jeziorem Como we Włoszech, gdzie prowadziła ożywione życie towarzyskie. Niestety w 1853 roku, na skutek nieodpowiedzialnych spekulacji giełdowych, straciła niemal cały majątek, co zmusiło ją do powrotu do pracy, tym razem w roli nauczycielki. Niebawem czekała ją kolejna tragedia – ukochana uczennica Taglioni zginęła tragicznie podczas występu. Jej sukienka zajęła się od przez iskierki ognia wydobywającego się z nieszczelnej lampy gazowej. Zrozpaczona artystka zdecydowała się zakończyć karierę zawodową. Wyjechała do Londynu, a potem do Marsylii, gdzie zmarła w wieku 80 lat, 23 kwietnia 1884 roku, w majątku swego syna.

Taglioni stworzyła całą epokę w historii baletu, stanowiąc prototyp i wzór nowego typu artystki, wnoszącej na scenę poezję, liryzm, uduchowienie. Jako jedna z pierwszych tancerek przywdziewała białą tiulową suknię odsłaniającą kostki, nazywaną powszechnie tutu, która od premiery Sylphide stała się emblematem tancerek romantycznych. Nawet jej uczesanie, z przedziałkiem pośrodku i włosami upiętymi w niski kok, stało się konwencjonalnym, obowiązującym do dziś, uczesaniem wszystkich balerin klasycznych. Często przypisuje się jej zasługi w wynalezieniu ocieplających getrów. Podania głoszą, że  w czasie pewnego szczególnie zimnego treningu, obcięła rękawy od swetra, zakładając je na nogi.

 

Dziecięca bezkompromisowość. Carlotta Grisi

 

Następna legenda włoskiego baletu, Carlotta Grisi, urodziła się 28 czerwca 1819 roku w małej włoskiej wiosce Visinada na terenie obecnej Chorwacji. W wieku 7 lat zaczęła uczęszczać do La Scali na zajęcia taneczne pod kierunkiem Carla Blasisa. Jako dziesięciolatka tańczyła na czele dziecięcego corps de ballet w tym samym teatrze. Cztery lata później, wraz z siostrą Ernestą, śpiewaczką operową, odbyła tournée po Italii, odwiedzając Florencję, Rzym i Neapol. W tym ostatnim mieście poznała największego tancerza tamtej epoki, słynnego Julesa Perrota. Artysta zachwycił się Carlottą, pozostając pod wielkim wrażeniem zarówno jej  talentu, jak i uroku osobistego – Grisi wyróżniała się na tle innych tancerek jako bardzo zgrabna i szczupła blondynka o fiołkowych oczach, zgrabnym nosku, małych dziecięcych ustach i aksamitnej cerze. Perrot nie ociągał się z oświadczynami. W 1836 roku, po kilku latach systematycznej ciężkiej pracy, już jako państwo Perrot oboje otrzymali angaż w londyńskim Teatrze Królewskim. Występowali w Londynie, Wiedniu i w Paryżu. 12 lutego 1841 roku Carlotta pokazała się w stolicy Francji w operze Donizettiego La Favorite, gdzie zatańczyła z Lucienem Pepitą, równie młodym, zdolnym i pięknym tancerzem. Ich pas de doux wywołało od razu zainteresowanie publiczności i prasy, jednak prawdziwym triumfem stal się dopiero balet Giselle, zainaugurowany 28 czerwca 1841 roku. Widzowie i krytycy byli zgodni – oto narodziła się nowa gwiazda, piękniejsza i jaśniejsza od poprzednich. Carlotta z dnia na dzień stała się sławna, a Giselle do dzisiaj stanowi czołową pozycję wielkich scen baletowych. To właśnie temu spektaklowi zawdzięczamy wprowadzenie twardych baletek o usztywnionym czubku, zwanych pointami, umożliwiających bardziej komfortowy taniec na palcach.

Carlotta Grisi na portrecie ze zbiorów New York Public Library
Carlotta Grisi na portrecie ze zbiorów New York Public Library

W 1843 roku Carlotta wystąpiła w głównej roli w kolejnym spektaklu, La Peri, gdzie w jednym z pas de deux wykonywała skok z wysokości pięciu metrów, rzucając się na ręce swojego partnera. Co wieczór ryzykowała życiem. Dzięki tym dwóm niezapomnianym rolom artystka stała najlepiej opłacaną tancerką baletową, a jej zarobki wzrosły w 1844 roku z 5 000 do 20 000 franków. Ogromny sukces finansowy nie pozostawał bez wpływu na związek z Perrotem, którego Carlotta zdecydowała się opuścić w 1853 roku. Przez kilka tygodni występowała w Polsce, tańcząc balety Giselle, Esmeraldę,Katarzynę, córkę bandyty, Hrabinę i wieśniaczkę; partnerował jej najlepszy polski baletmistrz, Antoni Tarnowski. To w Warszawie, niespodziewanie, skończyła się kariera artystyczna madame Grisi, wówczas 34-letniej. Przyczyna miała charakter czysto prywatny – baletnica spodziewała się dziecka i postanowiła poświęcić się życiu rodzinnemu. Ojcem dziecka był jej przyjaciel i opiekun, książę Radziwiłł, opisany przez historyka Siergieja Szeremietiewa jako najczystszy typ polski, dobry przyjaciel, śpiewak-dyletant, baletoman i bon vivant. Artystka przeprowadziła się do Saint-Jean nieopodal Genewy, gdzie książę wybudował dla niej wspaniałą rezydencję nazwaną Villa Grisi. Umarła tam wiele lat później, na miesiąc przed swoimi 80 urodzinami, otoczona gromadą dzieci i wnuków.  Theophile Gautier, jeden z twórców Giselle, opisał taniec Carlotty Grisi jako dziecinną bezkompromisowość, radosną i zaraźliwą wesołość. I taką pamiętano ją do końca jej dni. Dzięki talentowi jej i jej koleżanek na scenie baletowej wszechwładnie zapanowała kobieta.  Ten stan rzeczy trwał przeszło 70 lat, do dnia kiedy głosu ponownie udzielono mężczyźnie – Wacławowi Niżyńskiemu.  To już jednak zupełnie inna opowieść…

 

BIBLIOGRAFIA:

  1. Janina Pudełek, Warszawski balet romantyczny (1802-1866)
  2. Janina Pudełek, Z historii baletu
  3. Irena Turska, Przewodnik baletowy

 

 


Bieżący temat

Taniec

Nad Mare Nostrum, nie zawsze z gwiazdami.


kalendarz wpisów