podróże

Pozytywne Positano

Trudno oprzeć się wrażeniu, że toponim Positano pochodzi od przymiotnika positivo. I choć z całą pewnością tak nie jest, to zdecydowanie jest to jedno z najbardziej optymistycznych i barwnych miejsc na świecie!

Rozciągające się na południe od Neapolu Wybrzeże Amalfitańskie uchodzi za jedno z najbardziej malowniczych i romantycznych miejsc w Europie; zważywszy na przeważającą tu liczbę turystów spoza Starego Kontynentu, to właściwie na całym świecie. Pierwszym oczarowanym był ponoć legendarny „twardziel” Herkules, który nazwał ten skrawek wybrzeża na cześć swojej ukochanej nimfy Amalfi. W owych mitycznych czasach widok musiał być tu ównie piękny, co surowy: potężne skały opadały niemal pionowo w taflę Morza Tyrreńskiego. Obecnie krajobraz rozweselają wybudowane na zboczach miasteczka, zwane nie bez powodu „trzynastoma perłami Amalfi”. Positano zdecydowanie błyszczy pośród nich najjaśniej. I choć jego nazwa nie pochodzi od włoskiego przymiotnika positivo, to jednak przekonamy się, że parze tej bardzo jest do siebie po drodze.

Z okien autobusu taki widok w równym stopniu zachwyca, co przeraża. Fot. Warlikeangel / Flickr CC BY 2.0
Z okien autobusu taki widok w równym stopniu zachwyca, co przeraża! Fot. Warlikeangel / Flickr CC BY 2.0

Stoicki spokój na krawędzi klifu

Do Positano docieramy z Sorrento drogą SS163, na której widoki zapierają dech w piersiach. Jest ona cienka jak nitka, kręta niczym wąż i zawieszona wysoko – zbyt wysoko! – nad poziomem morza. Beztrosko uśmiechnięty kierowca autobusu pędzi skrajem drogi na łeb na szyję, unosząc koła na zakrętach, jakby na końcu trasy czekała na niego nagroda: wielki talerz domowego spaghetti. Nawet wytrawnym śródziemnomorskim podróżnikom może zrobić się słabo. Jako że nie warto martwić się rzeczami, na które nie mamy wpływu, i lepiej cieszyć się tym, co jest nam dane, postarajmy się spojrzeć na sytuację pozytywnie. Jazda autobusem ma swoje dobre strony. Po pierwsze, z samochodu dawno byśmy już wysiedli, nigdy nie dotarłszy do upragnionego celu. Po drugie, centrum Positano wyłączone jest z ruchu kołowego, a parking w pobliżu miasteczka niezwykle trudno znaleźć. Po trzecie, autobus zostawia nas w najwyższym punkcie Positano, skąd rozpościera się niesamowity widok na cuda położone niżej.

Positano było kiedyś małą wioską rybacką. Fot. Dennis Jarvis / Flickr CC BY-SA 2.0
Positano było kiedyś małą wioską rybacką. Fot. Dennis Jarvis / Flickr CC BY-SA 2.0

Steinbeck, Jagger i bikini

Przez kilka stuleci dzisiejsze miasteczko było maleńką wioską rybacką. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku odkrył je dla świata amerykański pisarz John Steinbeck, który tak opisywał je w swojej relacji dla pisma „Harper’s Bazaar”: Positano wgryza się głęboko. To miejsce jak ze snu, które wydaje się nie być prawdziwe kiedy tam jesteś, a staje się tak prawdziwe, kiedy wyjeżdżasz. Dekadę po nobliście Positano upatrzyli sobie członkowie grupy Rolling Stones, Mick Jagger i Keith Richard, którzy ponoć w jednej z tutejszych knajp komponowali swoje utwory, w tym przebój Midnight Rambler. To właśnie wtedy w miasteczku zapanowała moda na tzw. Positano look – plażowe stroje z dodatkami w stylu hippie. W następnych dekadach przybywały tu kolejne sławy; w latach 90-tych miasteczko stało się zaś ulubioną scenografią Hollywood: to tu kręcono między innymi Tylko ty z Robertem Downeyem Juniorem, Utalentowanego pana Ripleya z Mattem Damonem oraz kultowy dla wielu film Pod słońcem Toskanii, którego bohaterka śmiga motorem po wąskich uliczkach miasteczka w pogoni za namiętną miłością.

 

Miejscowa ceramika zachwyca kolorami. Fot. momo/ Flickr CC BY 2.0
Miejscowa ceramika zachwyca kolorami. Fot. momo/ Flickr CC BY 2.0

Picasso i piraci

Schodzimy w dół wijącą się jak serpentyna ulicą Via Cristoforo Colombo. Po lewej stronie stopniowo wynurza się przed nami kaskada kolorowych, miniaturowych domków, uczepionych stromych skał i usianych gęsto jeden przy drugim, tak, aby wykorzystać każdy skrawek terenu. Positano to niewątpliwie triumf architektonicznego optymizmu nad przyziemną teorią grawitacji! Po prawej stronie, dla kontrastu, rozciąga się aż po horyzont spokojny lazur morza, który raz po raz przecinają jedynie zmierzające w różne strony statki wycieczkowe.

Słynny dach kościoła Santa Maria Assunta. Fot. Rosino / Flickr CC BY-SA 2.0
Słynny dach kościoła Santa Maria Assunta. Fot. Rosino / Flickr CC BY-SA 2.0

Pośród wielobarwnych dachów w dole wyróżnia się majolikowa kopuła romańskiego kościoła Santa Maria Assunta, z którym związana jest kolejna ciekawa legenda dotycząca źródłosłowu nazwy Positano. Podobno piraci, którzy ukradli w Bizancjum ikonę Czarnej Madonny, przepływali w okolicy Positano, rozpętał się nagle ogromny sztorm, a świstający wiatr zdawał się im szeptać do ucha: Posa! Posa! (wł. „Odłóż! Odłóż!”). Przerażeni złodzieje posłuchali głosów i zostawili w miasteczku bezcenną XIII-wieczną ikonę, którą w tutejszym kościele podziwiać można do dziś. W pobliżu świątyni warto uważnie patrzeć pod nogi, ponieważ w chodniki wkomponowano tu wzorzyste mozaiki, nawiązujące stylem do dzieł Picassa, częstego gościa Positano. Wszechobecne ceramiczne płytki, z produkcji których miasteczko słynie i które zdobią fasady miejscowych domów, cieszą feerią barw i sprawiają, że Positano wydaje się jeszcze bardziej radosne i pozytywne!

Cytryny to jeden ze znaków charakterystycznych Positano, fot. Michael Costa / Flickr CC by 2.00
Wspaniałe owoce to jeden ze znaków charakterystycznych Positano, fot. Michael Costa / Flickr CC by 2.00

Słodkie lenistwo i kwaśne cytryny

W sezonie Positano przywdziewa szaty eleganckiego kurortu w starym dobrym stylu: jest modnie i „na bogato”, ale nie tandetnie. Epikurejskie carpe diem przekuwa się tu chętnie na włoskie dolce far niente, czyli słodkie nieróbstwo, do praktykowania którego miasteczko jest wręcz stworzone. W ciągu dnia wylegujemy się na plaży, sącząc lokalną specjalność granita di limone, czyli orzeźwiający cytrynowy sorbet. Miejscowe owoce cytrusowe osiągają gigantyczne rozmiary, można je tu zrywać prosto z drzewa, a ich zniewalający zapach unosi się nad całą miejscowością. Po zmroku zaś, gdy miasteczko rozświetlają ciepłe, żółte światła, obserwować możemy tajemniczo migoczące jachty zacumowane w zatoczce, zastępując sorbet równie pysznym likierem cytrynowym limoncello.

Positano po zmierzchu. Fot. Eric Hossinger / Flickr CC BY 2.0
Positano po zmierzchu. Fot. Eric Hossinger / Flickr CC BY 2.0

Positano wyda nam się jeszcze bardziej pozytywne, gdy udamy się tam poza sezonem, kiedy ceny spadają, tłumy turystów znikają, a miasteczko z powrotem nabiera uroku swojskiej rybackiej wioski. Najlepszy czas, aby się nim delektować, to koniec lata, kiedy odbywa się tu coroczne „Święto ryby” (Festa del Pesce). Celebruje się je w ostatnią sobotę września. Mieszkańcy bawią się wówczas na oddalonej nieco od centrum miasta plaży Fornillo, pijąc wino i zajadając się darami morza: fritto misto z kalmarów, małych rybek i krewetek, sałatką z ośmiornicy czy bardziej treściwą lokalną specjalnością zwaną totani e patate – ziemniakami ze smażonymi kalmarami. W lokalnych restauracjach warto zresztą regularnie korzystać z epikurejskiej rady, wedle której klucz do szczęścia stanowią przyjemności. Szczególnie warte uwagi są gnocchi alla sorrentina (z pomidorami, mozzarellą i bazylią), ser scamorza zapiekany na liściach drzewa cytrynowego, zuppa di cozze (mule w sosie pomidorowym)…

Potężna dawka ruchu nad morzem i poczujesz się jak młody bóg! Fot. yomo 13 / Flickr CC BY 2.0
Potężna dawka ruchu nad morzem i poczujesz się jak młody bóg! Fot. yomo 13 / Flickr CC BY 2.0

Schody do nieba

Powrót z restauracji do miejsca, w którym nocujemy, może jednak łączyć się z niemiłą niespodzianką – wszędzie pełno tu schodów, wykutych niemal pionowo w skale. Znowu jednak warto przypomnieć sobie zalecenia antycznych filozofów, najlepiej przyjmując po stoicku, że nawet to, co wydawać się może niedoskonałe, składa się w istocie na idealnie zharmonizowaną całość, której my jesteśmy nieodłącznym elementem. Cieszymy się zatem, że Positano żyje bez spalin, w zgodzie z naturą, a i my sami korzystamy, zażywając dziennej porcji ruchu na świeżym powietrzu.

Schody, schody, schody... Fot. Dennis Jarvis / Flickr CC BY-SA 2.0
Schody, schody, schody… Fot. Dennis Jarvis / Flickr CC BY-SA 2.0

Wprawionych piechurów o mocnych nerwach czeka wspaniałe wyzwanie: „Ścieżka bogów”, czyli zawieszony wysoko nad taflą morza dziesięciokilometrowy szlak, wiodący od Positano do Nocelle. Określono go tak ze względu na stojące tu niegdyś rzymskie świątynie, ale dziś jego nazwa zdaje się odnosić do samopoczucia, które pomaga uzyskać jego przejście. Bez wątpienia znacznie zwiększa poziom endorfin: po pokonaniu 1700 (!) schodów, wędrujemy wzdłuż stromej górskiej ściany nad 500-metrową przepaścią, mijając maleńkie wioski i niekończące się winnice, podziwiając widok na całe wybrzeże, a słysząc tylko własny oddech, cykanie świerszczy i dzwoneczki kóz. Parafrazując Steinbecka: Positano jest tak bajkowo nierealnie pięknym miejscem, że gdy je już opuścimy i zatrą się wspomnienia, zapragniemy do niego powrócić i sprawdzić, czy aby nie był to sen.

 

Zdjęcie główne: momo / Flickr CC BY 2.0
Fotografie na licencjach:
CC BY 2.0
CC BY-SA 2.0
 

Bieżący temat

Optymizm

Radość życia, wewnętrzna wolność, uśmiech i pogoda ducha. Kwietniowe celebracje, pozytywne wibracje, a na nosie różowe okulary.


kalendarz wpisów