kultura książki

Raj utracony

W odróżnieniu od utopii, literatura dystopijna koncentruje się na tym, co postrzegamy jako złe: na ubóstwie, głodzie, brudzie, brzydocie, chorobie, nieufności, a także opresji, tyranii i zbrodni. Co ciekawe, gatunek ten ma wśród swoich wybitnych reprezentantów bardzo wielu pisarzy hiszpańskich.

Pisarze zajmujący się fantastyką naukową mają szczególne powinowactwo z dystopią. Wiecie, czym jest utopia? Nazwa wywodzi się od greckiego słowa oznaczającego dobre miejsce. Jest to zatem miejsce, gdzie wszystko doskonale działa, wszyscy są szczęśliwi, a dobro i uprzejmość panują powszechnie. Opowiadania o utopiach są niezmiennie nudne. Gdzie jest niebezpieczeństwo? Gdzie wątpliwości?
Dystopia (złe miejsce) jest oczywiście czymś, gdzie wszystko jest koszmarne i nieprawdopodobnie złe.

Isaac Asimov, Isaac Asimov przedstawia najlepsze opowiadania science-fiction (1958) 

 

Korzenie dystopijnego nurtu w literaturze fantastycznej sięgają XVIII wieku, a jego „ojcostwo” przypisuje się Jonathanowi Swiftowi i jego Podróżom Guliwera, w których maluje obraz dwóch rodzajów społeczeństw: dobrego i złego, utopijnego i dystopijnego. Na przestrzeni wieków nurt ten dał nam takie dzieła jak Wehikuł czasu H.G. Wellsa, Proces Franza Kafki, Władca much Williama Goldinga czy bodaj jej najbardziej kultowy reprezentant – Rok 1984 George’a Orwella. To tylko niektóre z długiej listy powieści ukazujących życie w społeczeństwie w jakiś sposób złamanym, zatrutym, stłamszonym i odartym z wolności. W odróżnieniu od swej utopijnej siostry, literatura dystopijna koncentruje się na tym, co postrzegamy jako złe: na ubóstwie, głodzie, brudzie, brzydocie, chorobie, nieufności, a także opresji, tyranii i zbrodni (w służbie których nierzadko występują nauka, postęp i nowe technologie), oraz na tym, jaki jest ukształtowany przez to wszystko człowiek i społeczeństwo. Oczywiście, drogi, którymi taki człowiek może pójść, są dwie: może dać się złamać i zaakceptować rzeczywistość, w której żyje, zaś w najgorszym wypadku – dołączyć do tych, którzy ją taką kształtują, lub próbować wyrwać się z zaklętego kręgu i spróbować znaleźć – lub stworzyć – nową, lepszą rzeczywistość. Uciec z piekła do raju. Co ciekawe, dystopijne społeczeństwa często same rodzą się jako utopie, nierzadko po jakimś kataklizmie: wojnie, klęsce żywiołowej, wielkim wybuchu. Wskutek chciwości, pragnienia władzy bądź po prostu błędnej oceny tego, co dla społeczeństwa dobre, zostają jednak wypaczone, stając się karykaturą samych siebie: dystopią. Jak pisał w traktacie O szczęściu Władysław Tatarkiewicz, aby wszystkich ludzi uczynić doskonałymi, trzeba wielu z nich odebrać wolność, zastosować wobec nich przymus, a nie zdaje się, aby ludzie mogli być szczęśliwi pod przymusem.

 

Zstąpienie do piekieł, czyli narodziny i powroty dystopii

Popularność literatury dystopijnej, która swój złoty wiek przeżywała w drugiej połowie XX stulecia, przygasła pod koniec lat ’80. Ponowny wiatr w żagle złapała na początku XXI wieku, wraz z pojawieniem się nowego podgatunku, tzw. young adult dystopian novel, czyli powieści dystopijnej dla młodzieży. Jednak prawdziwy nowy boom – także w kinie i telewizji – gatunek ten przeżywa od czasu sfilmowania trylogii Suzanne Collins Igrzyska śmierci. Ta swoista nowa fala skupia się na przeciwstawieniu sobie dwóch światów: dystopii, w której żyje bohater, i utopii, o której marzy i o którą w pewnym momencie – czasem wbrew własnej woli – zaczyna walczyć. Walka ta może przybrać formę faktycznego starcia z opresorem, próby obalenia tyrana i stworzenia nowego, sprawiedliwego i lepszego systemu na gruzach poprzedniego systemu. Z tym rodzajem buntu mamy do czynienia we wspomnianej trylogii Collins. W innym wariancie sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości przybiera formę ucieczki i poszukiwania mitycznej arkadii, która ma istnieć gdzieś poza granicami tego potwornego świata skazanego na zagładę. Dotarcie do niej jest oczywiście niezmiernie trudne, droga najeżona niebezpieczeństwami, a osiągnięcie celu nie zawsze spełnia nadzieje i oczekiwania… Koronnym przykładem takiej historii jest seria Więzień labiryntu Jamesa Dashnera.

 

Hiszpańskie jutro

Oczywiście, najbardziej płodny, jeśli chodzi o literaturę dystopijną, jest anglosaski krąg kulturowy. Nie oznacza to jednak, że nie istnieje ona w innych krajach. Swoich wybitnych – choć może mniej znanych – reprezentantów ma na przykład w Hiszpanii. Co ciekawe, jeszcze do niedawna, termin „dystopia” nie figurował nawet w najważniejszej pozycji leksykograficznej tego kraju, czyli słowniku Hiszpańskiej Akademi Królewskiej (Real Academia Española). Włączenie go doń wywalczył dopiero trzy lata temu José María Merino, najbardziej chyba zasłużony autor i propagator tego gatunku na Półwyspie Iberyjskim. Spod jego pióra wyszedł m.in. zbiór opowiadań Las puertas de lo posible, które początkowo spotkały się w jego ojczyźnie z krytyką za… zbyt pesymistyczną wizję przyszłości. Merino jest też jednym z autorów, których opowiadania znalazły się w pierwszej hiszpańskiej antologii dystopijnej Mañana todavía. Doce distopías para el siglo XXI (hiszp. „Jeszcze jutro. Dwanaście dystopii na XXI wiek”), pod redakcją Ricarda Ruiza Garzona, wydanej w 2014 r. przez barcelońskie Fantascy.

W 12 obrazach odmalowanych w antologii znajdziemy motywy typowe dla gatunku: odkrywanie własnej tożsamości, niejednoznaczną rolę nauki, darwinizm społeczny, opresyjny system. Literatura dystopijna ze swej natury jest przesiąknięta ideologią – nie inaczej jest i w tym opracowaniu. Mamy tu więc Javiera Negrete, drwiącego z politycznie poprawnego progresywizmu; Susana Vallejo krytykuje segregację, nierówności społeczne i „gettyfikację”; zaś Juan Manuel Aguilera nie waha się wskazać słabości i sprzeczności targających współczesną Europą. Nie jest to może antologia doskonała (mnie osobiście zabrakło w niej choćby laureatki nagrody Minotaura z 2011 r. za powieść Ciudad sin estrellas, Montse de Paz, czy fenomenalnego, błyskotliwie bawiącego się konwencjami i motywami kolektywu Colectivo Juan de Madre), nie da się jednak ukryć, że wybrani do niej autorzy należą do panteonu hiszpańskiej fantastyki. Jednak największą jej siłę stanowi różnorodność: mamy autorów znanych i uznanych, jak choćby Merino, Aguilera czy Elia Barceló, a także utalentowanych młodych, jak Laura Gallego, Marc Pastor czy Emilio Bueso. Także w warstwie fabularnej znajdziemy tu zarówno rozwiązania z nurtu pesymistycznego, gdzie dystopia jest punktem wyjścia i konkluzją, jak i nurtu nadziei, wiary w istnienie lepszego jutra, lepszego świata.

Droga do Arkadii

Boom na literaturę dystopijną i wzrost jej popularności sprawił, że na nowo rozgorzała wśród fanów gatunku dyskusja o jego granicach. Czy powieść apokaliptyczna, jak bestsellerowa seria Apocalipsis Z Manela Loureiro, to jeszcze powieść dystopijna? A nurt historii alternatywnej (w literaturze hiszpańskojęzycznej nazywany ucronía), czyli upiorne alternatywne wersje przeszłych wydarzeń, jak w Danza de tinieblas Eduarda Vaquerizo? Co z osadzonymi w przyszłości powieściami kryminalnymi, jak Lágrimas en la lluvia Rosy Montero? Pisarka przyznaje otwarcie, że nie lubi etykietek, i podkreśla, że to, co najbardziej lubi w sci-fi, to że jest ona potężnym metaforycznym narzędziem portretowania rzeczywistości (A la sombra del futuro. La distopía conquista la literatura de género, Daniel Arjona, magazyn El Cultural, 27.06.2014 r.). Z tym stwierdzeniem zgadzają się inni autorzy fantastyki dystopijnej. Faktycznie bowiem jej celem nigdy nie była zabawa w przewidywanie przeszłości czy próba wyobrażenia sobie, jak wyglądałby świat za kilkadziesiąt bądź kilkaset lat – a raczej krytyczna diagnoza teraźniejszości. W związku z tym zarówno pisarze, jak i krytycy literatury dystopijnej są podzieleni jeśli chodzi o jej wymowę. Powieści Emilia Bueso, takie jak Esta noche arderá el cielo czy Cenital przesycone są pesymizmem; nie ma w nich miejsca na nadzieję czy odkupienie. Raj raz utracony jest utracony na zawsze. Nie ma powrotu do Arkadii. Podobny ton mają utwory Elii Barceló, autorki trylogii Anima Mundi, której opowiadanie 2084. Después de la Revolución walczy z El garete Bueso o palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o najbardziej okrutne, mroczne i pozbawione nadziei ze wszystkich w antologii Garzona. Inaczej jest u Laury Gallego, piszącej głównie dla dzieci i młodzieży, czy Montse de Paz. Dystopijna rzeczywistość nie jest u nich światem zamkniętym i ostatecznym. Gallego daje nadzieję na to, że wewnętrzna przemiana może doprowadzić do zmiany świata wokół. U de Paz z kolei mamy motyw zaprogramowanego, ściśle kontrolowanego świata opartego na najnowocześniejszej technologii, której człowiek jest niewolnikiem. Krążą jednak słuchy, że istnieje inny, lepszy, prawdziwszy świat, w którym wschody i zachody słońca nie są zaprogramowane, a owoce mają zapach i smak. Ci, którzy dają wiarę tym pogłoskom, ogłaszani są wariatami i izolowani od reszty społeczeństwa w zakładach zamkniętych. Jednak pragnienie ucieczki do wolności i odnalezienia mitycznego raju czasem okazuje się silniejsze… Jeśli czytelnik chce obrazu nieco melancholijnego, z domieszką absurdu, w którym nadzieją na lepsze jutro jest zaś po prostu miłość, warto sięgnąć po utwory Felixa J. Palmy – jego Trylogia wiktoriańska (Mapa czasu, Mapa niebaMapa chaosu) została przetłumaczona na język polski.

Literatura dystopijna niezmiennie waha się między dawaniem nadziei a odbieraniem jej. Jednak nawet te utwory, w których dystopia jest punktem wyjścia do poszukiwania lepszego świata, naznaczone są swoistą nutą pesymizmu; zawsze gdzieś czai się wątpliwość: czy każda utopia nie jest skazana na stanie się dystopią?…

 

POLECAM – mój osobisty TOP 5 hiszpańskiej literatury dystopijnej (kolejność przypadkowa):

 

  1. Montse de Paz, Ciudad sin estrellas: Perseo, młody człowiek żyjący w syntetycznym świecie nowoczesnych technologii, odkrywa w sobie pragnienie sprawdzenia, czy legendy o istnieniu innego świata, w którym wszystko nie jest ściśle zaprogramowane i kontrolowane, mają coś wspólnego z prawdą, a jego matka, zamknięta w zakładzie dla obłąkanych, nie jest jednak wariatką…
  2. Emilio Bueso, Cenital: kronika zapowiedzianej katastrofy. Nad Ziemią krąży widmo wyczerpania się paliwa, kataklizmu ekologicznego i kresu cywilizacji. Ostatnią deską ratunku jest podjęcie próby życia w małych, samowystarczalnych, ekologicznych wioskach. Ale kiedy wydaje się, że kryzys został przezwyciężony, pojawia się nowy…
  3. Félix J. Palma, Mapa czasu, Mapa niebaMapa chaosu (trylogia wiktoriańska): wielka miłość, podróże w czasie, słynni wiktoriańscy pisarze i ratowanie świata przed zagładą. Czego tu nie lubić?
  4. Laura Gallego, trylogia Memorias de Idhún: Powieść nie-tak-całkiem-dystopijna dla młodzieży, w której zasadniczą rolę odgrywa magia, a światy, po których poruszają się bohaterowie, pełne są niezwykłych stworzeń. Z obowiązkowych elementów literatury dystopijnej mamy tu zagrożone unicestwieniem światy i rasy, ruch oporu, młodych bohaterów, którzy przyłączają się do rebelii i muszą stawić czoła okrutnym władcom.
  5. antologia Mañana todavía. Doce distopias para el siglo XXI (pod redakcją Ricarda Ruiza Garzona): Nie doskonały, ale bardzo dobry i różnorodny zbiór opowiadań (a w porywach nawet krótkich powieści) dystopijnych. Czasem bardzo mrocznych i pesymistycznych, czasem mniej. Znakomita lektura zarówno dla tych, którzy dopiero pragną zapoznać się z hiszpańskimi pisarzami gatunku, jak i dla jego oddanych fanów, kolekcjonujących kolejne pozycje ulubionych autorów.

 

Zdjęcie główne: Morgan McBride / Unsplash

Bieżący temat

Arkadia

Kraina szczęścia i beztroski, idylliczna namiastka raju. Tęsknota za ładem natury, spokój, cisza i Morze Śródziemne w tle.


kalendarz wpisów