cyklicznie perfumy pachnące Śródziemnomorzem kultura podróże styl życia zapachy

Roma Imperiale i wyprawa do Tivoli

Niszowy, a, co za tym idzie, dość kosztowny zapach Roma Imperiale, tworzony przez luksusową markę rodem z prowincji Lukki, zabiera nas w podróż po przynajmniej dwóch śródziemnomorskich krainach: Toskanii i Lacjum. Gdzieś w tle przewijają się także bliskowschodnie porty i mniej egzotyczne krajobrazy Emilii-Romanii. Wszystko to za sprawą pewnej znamienitej rodziny. Zapach ten przywodzi ją na myśl każdemu, kto odwiedził ich najpiękniejszą włoską posiadłość…

Artykuł z serii: Perfumy pachnące Śródziemnomorzem

Zapachy, podobnie jak książki, opowiadają historie i odkrywają tajemnice. Czynią to językiem innym od powieści, a jednak równie przekonującym, trwale zapadającym w pamięć, grającym na emocjach, a zarazem przekazującym wiele konkretnych informacji. W niniejszej serii przedstawiam wybrane przeze mnie perfumy, które zamknięto we flakonach razem z opowiadanymi przez nie sekretami Śródziemnomorza.

śśródziemnomorskie perfumy

Profumi del Forte: Roma Imperiale

Niszowy, a, co za tym idzie, dość kosztowny zapach Roma Imperiale, tworzony przez luksusową markę rodem z prowincji Lukki, zabiera nas w podróż po przynajmniej dwóch śródziemnomorskich krainach: Toskanii i Lacjum. Gdzieś w tle przewijają się także bliskowschodnie porty i mniej egzotyczne krajobrazy Emilii-Romanii. Wszystko to za sprawą pewnej znamienitej rodziny. Zapach ten przywodzi ją na myśl każdemu, kto odwiedził ich najpiękniejszą włoską posiadłość…

Profumi del Forte Roma Imperiale

Spotkanie z kompozycją Roma Imperiale rozpoczynamy od wiosny w światowej stolicy marmuru – Pietrasancie. Pełno tu różowych i białych kwiatów (kwiatu pomarańczy, tuberozy, jaśminu); słońca przygrzewającego białym światłem i dojrzewających w nim cytrusów, takich jak mandarynka i bergamotka; chłodnego szumu wody w fontannach i zimnych grani kopalni marmurów. W miarę rozwoju zapachu na skórze przenosimy się jednak dalej na południe, do Rzymu. Wbrew nazwie, jest to jednak raczej nie Rzym cesarski, ale renesansowy i barokowy; Rzym eleganckich parków i sąsiadujących z nimi pysznych kościołów. Rzym romantycznych spacerów i procesji, podczas których sypią się płatki kwiatów i pali kadzidło. Do wiosennych, ogrodowych aromatów dołączają akcenty rodem z odległych krain: egzotyczna orchidea, wanilia, drzewo sandałowe, ambra i mech dębowy. Zapach jest bliskoskórny i lekki; zatacza ciągłe kręgi między Toskanią a Rzymem, między chłodem marmuru a ciepłem orientalnych przypraw. Ot, doskonały dla niezdecydowanych.

Tivoli
(galerię zdjęć z Villa D’Este znajdziesz tutaj: klik)

Gdybym miała porównać zapach Roma Imperiale do jednego zakątka Włoch, wybrałabym bez zastanowienia nie sam Rzym, a bliskie mu Tivoli: czarujące miasteczko usytuowane nieopodal Wiecznego Miasta. Sumuje się w nim wiele nut tej kompozycji, a dwa najważniejsze zabytki od wieków prowokują do debaty. Czy piękniej jest w starożytnej posiadłości cesarza Hadriana, czy raczej w willi rodziny D’Este, która do Rzymu przybyła z Ferrary i Modeny? I choć w Roma Imperiale obecne są akcenty rodem z antycznych prowincji Bliskiego Wschodu, to wygrywa tu jednak szesnastowieczny ogród wypełniony drzewami pomarańczowymi, kwitnącymi radośnie wśród nieustającego szumu fontann.

Odwiedzając Tivoli, nie czuje się prawie, że wyruszamy poza granice włoskiej stolicy; można jednak delektować się czystym powietrzem, łagodną sinusoidą zielonych pagórków, lokalnymi przysmakami i okruchami historii ciut innej niż ta, którą skrywają mury Wiecznego Miasta. W sercu miasteczka czeka na nas kompleks uważany od stuleci za la più bella villa italiana, czyli najpiękniejszy włoski ogród, w którym czaruje spektakularne połączenie architektury i sztuki z urokami przyrody.

Willa w Tivoli stanowiła dawniej siedzibę benedyktynów, o czym do dziś przypominają zwiedzającym zacienione krużganki. W szesnastym stuleciu przejął ją szwagier słynnej Lukrecji Borgii, kardynał Hipolit D’Este, który przekształcił skromny budynek w pyszną rezydencję otoczoną parkiem. Zasłynęła ona na cały świat przede wszystkim ze względu na wspaniałe giochi d’acqua – fontanny, baseny, kaskady i sztuczne wodospady, które zresztą uważane są za najbardziej typową cechę każdego ogrodu w stylu włoskim. W parku Hipolita znajduje się ponad 50 fontann, a sieć kanałów liczy sobie prawie 900 metrów. Zasilająca je woda pochodzi z pobliskiej rzeki Aniene. Co ciekawe, ciśnienie wytwarzane jest w sposób całkowicie naturalny, z wykorzystaniem różnicy poziomów w podziemnych korytarzach.

lente-perfume

 

Te imponujące rozwiązania hydrauliczne zaproponował wielki architekt doby manieryzmu, Pirro Logorio, zgodnie z przyświecającą mu maksymą: l’acqua è l’anima del mondo („woda jest duszą świata”). Najsłynniejszym wyrazem jego geniuszu jest fontanna organowa, znana z pocztówek i okładek przewodników i stanowiąca swoisty cud szesnastowiecznej inżynierii. Ciężar opadającej wody uruchamia instrument wydający dźwięki podobne do muzyki organowej – a wszystko to w otoczeniu szmaragdowozielonych żywopłotów i pięknie pachnących kwiatów, głównie róż i drzewek pomarańczowych, wśród których, jak widać na niejednej fotografii, krążą motyle i pszczoły.

Zapach Roma Imperiale wspaniale oddaje także zacięcie symboliczne, czy wręcz ezoteryczne, którym wykazał się szesnastowieczny architekt. Villa d’Este uważana jest bowiem za przykład tzw. parku filozoficznego. Poprzez jego realizację starano się pokazać, że człowiek, aspirując do szczęścia, jest zawsze podzielony między własne ambicje, akceptację swojego losu i poszukiwanie piękna. Koncepcji tej odpowiadać ma idealna geometria parku, którego alejki, często niespodziewanie urywane i dziwnie krążące, przypominać mają o ciągle obecnym w naszym życiu poczuciu niespełnienia. Podobnie jest z poszczególnymi akordami omawianych perfum – pojawiają się i znikają, zapraszają do spotkania, aby zaraz uciec, skrywając się wśród kolejnych nut. Szczególnie migotliwy wydaje się akord szyprowy, który raz po raz ukazuje się wśród bogatego kwiatowego bukietu.

Podobno kardynał D’Este, dając rozkaz przebudowania dawnego opactwa i otaczających go terenów zielonych, chciał za wszelką cenę przewyższyć starożytnego konkurenta, cesarza Hadriana, którego fascynowała kultura Wschodu. Czy mu się to udało? Trudno powiedzieć, bowiem rozległa Villa Adriana ma charakter zupełnie inny od intymnego, spowitego szumem wody ogrodu Hipolita. Jednak ta ostatnia rezydencja również została wpisana na listę światowego dziedzictwa Unesco.

I nic dziwnego – jest w niej coś zupełnie magicznego. Pachnące kwiaty, krople migoczące w gorącym włoskim słońcu, labirynt zieleni, a wszystko to otulone delikatną muzyką dokazującej wesoło wody. I zapachem, który pewna toskańska firma zamknęła w prostej, szklanej butelce.

 

Więcej o śródziemnomorskich zapachach przeczytać można w Lente#02.