aktualności artykuły podróże sprawdzone adresy styl życia

Rzym po raz 2770. Sprawdzone adresy i nie tylko

W dniu 2770 urodzin Wiecznego Miasta Wam przedstawiam sporą porcję sprawdzonych adresów i przekonuję do Rzymu nieprzekonanych, jeśli takowi gdzieś jeszcze się uchowali. Rzymowi zaś z całego serca życzę wszystkiego najlepszego!

Kochany Rzymie, masz chyba wszystko, o czym można zamarzyć – piękno i odrobinę brzydoty, starożytność i nowoczesność, najpiękniejsze słoneczne światło i cień piniowych drzew. Daruję więc sobie dziś prezenty dla Ciebie, zamiast tego oferując garść mniej i bardziej przydatnych informacji miłym Czytelnikom „Lente”.

UWAGA: Zapisz się na kurs do rzymskiej szkoły języka włoskiego SCUDIT i skorzystaj z naszych atrakcyjnych rabatów!
W Wiecznym Mieście znaleźć można stare i nowe, piękno i brzydotę, jednym słowem – wszystko.
W Wiecznym Mieście znaleźć można stare i nowe, piękno i brzydotę, jednym słowem – wszystko.


Błyśnij elokwencją

Dlaczego warto odwiedzić Rzym? Nie trzeba specjalnie się głowić, by elokwentnie odpowiedzieć na to pytanie, dlaczego więc mielibyśmy trochę elokwencją nie błysnąć?! O Rzymie powiedziano już chyba wszystko, pisali o nim najwięksi, a żeby ich zacytować, wystarczy otworzyć pierwszą lepszą encyklopedię. Na spisywanie własnych peanów może wcale lepiej się nie porywać – muszę przyznać, że odkąd przeczytałam świetną książkę Joanny Ugniewskiej pt. Podróżować, pisać, mam wrażenie, że powinniśmy raczej zamknąć buzie (i klawiatury) na kłódkę. Mnożyć truizmów nie ma sensu. Jest natomiast kilka takich cytatów na temat Rzymu, które są mi bliskie i które lubię przywoływać. Lukian mówi, że jest jak okruchy raju, zaś Poggio Bracciolini – że to miasto najwspanialsze i najpiękniejsze ze wszystkich, jakie były i będą. Jeśli ktoś jest nieprzekonany – czekają tysiące innych aforyzmów. Można szukać ich chronologicznie, według nacji autora, alfabetycznie czy według pierwszej sylaby drugiego słowa od końca. Kryterium jest dowolne – zawsze znajdziemy ich mnóstwo. Większość z nich nieodmiennie robi świetne wrażenie, gdy rzuci się je od niechcenia nad kieliszkiem wina. Na takowe najbardziej lubię chodzić do L’Angolo Divino niedaleko Campo de’Fiori, a dokładnie – na Via dei Balestrari.

Okolica Panteonu to mekka dla lubiących lody.
Okolica Panteonu to mekka dla lubiących lody.

Czy byłeś grzeczny, złotko? 

Czasem spotykam się z pytaniem, czy istnieje taki typ podróżnika, który powinien unikać odwiedzenia Rzymu. Nie, bowiem zamknięte jest w tym mieście absolutnie wszystko. Rzym to, jak mawiają Włosi, città per antonomasia, czyli Miasto Miast. Co więcej, nawet ci, którzy za miejskim rytmem życia nie przepadają, też znajdą tu coś dla siebie: rozległe parki i zielone zakątki, w których można poczuć się jak na sielskiej wsi. Uciekając się raz jeszcze do cytatów – Jan Parandowski powiedział kiedyś, że każdy ma taki Rzym, na jaki zasługuje. Myślę jednak, że trzeba by się naprawdę mocno postarać, by nie znaleźć w Wiecznym Mieście żadnego elementu, który nie przyprawi nas o mocniejsze bicie serca! W Rzymie, odnosząc się ciągle do słów Parandowskiego, okazuje się, że każdy z nas zasługuje na całkiem wiele dobrego. Oczywiście najlepsze są lody. Moje ulubione? Te z okolic Panteonu. Jeśli mam ochotę powybrzydzać, idę do ze słynącej z setki smaków La Palmy (Via della Maddalena). Gdy mam ochotę na coś wyrafinowanego, decyduję się na bezowe – i dość kosztowne! –  przysmaki z  San Crispino (Piazza della Maddalena; jest też druga filia niedaleko Fontanny di Trevi, na Via della Panetteria). Dla orzeźwienia w naprawdę gorący dzień lubię zaserwować sobie cremolato di mandorla, czyli rodzaj migdałowej granity, w La Cremeria przy samej Piazza della Rotonda.

Trzy kolumny, przy których lubię pomyśleć o tym, jaką cenę płaci się czasem za marzenia.
Trzy kolumny, przy których lubię pomyśleć o tym, jaką cenę płaci się czasem za marzenia.

Na listę mnie nie namówisz

Koledzy-dziennikarze pytają mnie czasem: jakie trzy miejsca trzeba koniecznie odwiedzić w Rzymie? Przewodniki powiedzą zapewne – Koloseum, San Pietro, Fontanna di Trevi. Ktoś dorzuci Piazza Navona, ktoś inny – Kapitol. Mnie nikt na taką listę nie namówi, bo, znowu, zamiast słuchać się przewodników, wolę słuchać pisarzy i poetów! Herbert radził, by zwiedzać w sposób następujący: najpierw prosto, potem trzecia w lewo, znów prosto i trzecia w prawo. Ja czasem zamieniam trzecią na drugą, a prosto na skos. Proszę wyobrazić sobie, że byłam w Rzymie jakieś 50 razy, przez okrągły rok w tym mieście mieszkałam, a wracając, za każdym razem, przyjeżdżam ze spisem rzeczy do zobaczenia. Dlatego też i moja osobista lista najważniejszych czy najpiękniejszych miejsc ciągle się zmienia. Jeden tylko punkt jest na niej zawsze obecny – kolumny świątyni Wenus Rodzicielki, które widać z Via dei Fori Imperiali. To dla mnie bardzo symboliczne miejsce, związane ze zdarzeniami, które zmieniły bieg historii, i przypominające o tym, że za spełnianie marzeń trzeba czasem zapłacić najwyższą cenę. Odnoszę się oczywiście do losów Juliusza Cezara – jego romansu ze Wschodem uosabianym przez Kleopatrę oraz ideału połączenia Europy z Orientem w ramach jednej monarchii.

Do Cinecittà udaję się, gdy mam ochotę przenieść się w czasie.
Do Cinecittà udaję się, gdy mam ochotę przenieść się w czasie.


Miejsca nie-oczy-wiste (choć jest na czym oko zawiesić)

Pytających mnie o mniej oczywiste zakątki Rzymu zwykle wysyłam do Cinecittà, gdzie pospacerować można wśród filmowych dekoracji z serialu Rzym emitowanego przez HBO – są barwne, jak w starożytności, więc można poczuć się jak po podróży wehikułem czasu! Na romantyczną przechadzkę warto wybrać się do Giardino degli Aranci, czyli Ogrodu Pomarańczowego na Awentynie, gdzie najpierw nasycimy oczy panoramą miasta, a później, tuż obok, zajrzeć możemy w słynną dziurkę od klucza. Jeśli widok z ogrodowego tarasu rozbudzi nasz apetyt na piękne panoramy, rozważyć można podróż w pionie – wjazd windą na wysokie piętro Ołtarza Ojczyzny (tzw. Roma dal Cielo, Terrazza delle Quadrighe). Polecam też wizytę w galerii zapachu Galleria Olfattiva Laura Tonatto, gdzie poznać można aromaty inspirowane arcydziełami sztuki i literatury: od obrazów Caravaggia po utwory Mozarta, od filmów Viscontiego po powieści Prousta.

Najpiękniejsza perspektywa świata – rzymska, przez dziurkę od klucza.
Najpiękniejsza perspektywa świata – rzymska, przez dziurkę od klucza.

Bób w Borghese

Nadchodzi czas majówek, więc w mailach od Czytelników pojawiają się pytania – co w tym miesiącu zachwyca w Rzymie szczególnie? Moje skojarzenie jest jedno i to z pozoru mało romantyczne: w maju w Rzymie wszyscy zajadają się gotowanym i lekko solonym bobem! Banał? Proponuję nabyć torebeczkę od ulicznego sprzedawcy i pójść do Villi Borghese, albo jeszcze lepiej – do nieznanego turystom parku Villa Doria Pamphilj. Wiele więcej do szczęścia nie trzeba.

W Villa Borghese bób chrupać można, odpoczywając na małej łódeczce.
W Villa Borghese bób chrupać można, odpoczywając na małej łódeczce.

Szamano romano

Jak trafić w Rzymie do dobrej jadłodajni? To proste – wybierając te, w których nie prezentuje się potraw na fotografiach i w których nie siedzą tłumy turystów. Niestety w Rzymie zjeść pysznie wcale nie jest tak łatwo, za to bez problemu można się okropnie naciąć. Ta trudność nie wynika z braku lokali serwujących wyśmienitą kuchnię, ale raczej z przeświadczenia, że skoro jesteśmy we Włoszech, to dobrze zjemy wszędzie, a to niestety nieprawda.

Na tradycyjne rzymskie potrawy, takie jak la pajata czy coda alla vaccinara (zachęcam do wyszukania w internecie, co to takiego!), udałabym się na Testaccio, np. do knajpki Da Oio a Casa Mia przy Via Galvani. Makaron chętnie konsumuję w tej samej dzielnicy, np. w Trattoria Perilli przy Via Marmorata. Niedaleko Watykanu zaglądam do niedrogiej Pastasciutty  (Via delle Grazie). Jeśli mam ochotę na sałatkę, zwykle udaję się do sieciówki Insalata Ricca – najchętniej do lokalu przy Corso Vittorio Emanuele (dokładny adres to Largo dei Chiavari 85).

Pizzę najchętniej jadam na Zatybrzu w dosyć obskurnym, ale kultowym lokalu Ai Marmi. Uwielbiam także Trattoria Le Coppelle niedaleko Panteonu (Via delle Coppelle 39). Podczas każdego pobytu w Wiecznym Mieście wpadam tu na moją ulubioną pizzę gamberi e rughetta (z krewetkami i rukolą) – kruchą, cieniutką, idealną! Potem gotowa jestem jeszcze powędrować na deser, czyli pizzę z nutellą, którą kupuję w Pizzeria Florida przy ulicy o tej samej nazwie i pałaszuję, gapiąc się na ruiny antycznych świątyń przy Largo Argentina.

Poranki w La Panelli mogłyby nigdy się nie kończyć.
Poranki w La Panelli mogłyby nigdy się nie kończyć.

Przed południem w dni powszednie warto natomiast zajrzeć na Campo de’Fiori, spróbować pysznej porchetty kupionej na targu i, koniecznie, pizzy „z metra”, czyli sprzedawanej na porcje, w piekani Il Forno. Uwaga, po godzinie 12:00 zdarza się już nie dostać ani kawałka!

Po posiłku zdecydowanie trzeba poprawić poziom kofeiny we krwi, aby mieć siłę na dalsze zwiedzanie. Mój mąż, który zawodowo zajmuje się kawą i prowadzi warszawską kawiarnię Cophi, najbardziej lubi zaglądać ze mną do Tazza d’Oro przy Via degli Orfani. Wielu moich znajomych uwielbia też Sant’Eustachio, kilka kroków od Piazza Navona. Jeśli ktoś ma większy zapas gotówki w portfelu, niech zrujnuje się na cappuccino w Hotelu Eden (Via Ludovisi 49), z którego restauracji, położonej na ostatnim piętrze, roztacza się piękny widok na Villa Borghese – kawa z taką panoramą smakuje zawsze wybornie. Przy okazji można tu spotkać największe światowe gwiazdy – zdarzyło mi się widzieć przy stolikach Toma Cruisa i kilku rockmanów. Jeśli natomiast trafi Wam się w Rzymie sobotni poranek, najlepiej spędzić go w La Panella przy Via Merulana – blisko stuletniej piekarnio-kawiarni z ogródkiem, niedaleko stacji metra Vittorio Emanuele II. Jest to miejsce szykowne, a zarazem bez zadęcia, oferujące pyszne smaki, uroczą atmosferę i prawdziwie rzymską scenerię. W ramach bonusu do kawy ma się widok na audytorium Mecenasa, przy którym rzymianie godzinami grzeją się w słońcu i czytają gazety.

 

Zdjęcie główne: Koloseum, fot. Yoai Desurmont / www.goodfreephotos.com