podróże

Silenzio per favore. Włoskie poszukiwanie ciszy

Prosimy o ciszę. W pospiesznej i hałaśliwej codzienności coraz rzadziej ją słyszymy, a jest nam ona przecież potrzebna. Prosimy o samotność, bo mimo że mamy jej pod dostatkiem, wciąż nie przeżywamy jej naprawdę, zagłuszeni hałasem zza okna, zza ściany, lecz najdotkliwiej – z wnętrza nas samych. Italia, pomimo że jest krajem tak bardzo kochanym przez turystów, skrywa w sobie także miejsca nad wyraz ciche i spokojne, które dają szansę na prawdziwe spotkanie z samym sobą.

Teatr Ciszy

Nieopodal małego miasteczka Lajatico w prowincji Pizy, w jednej z toskańskich dolin, kryje się miejsce prawdziwie ciche i niezwykłe. Zbudowany z granitu, otoczony zielenią wzgórz amfiteatr o wymownej nazwie: Teatro del Silenzio, przez cały rok, za wyjątkiem kilku letnich dni, faktycznie „milczy”. Wypełniony po brzegi wodą niczym jezioro, o swojej prawdziwej tożsamości przypomina nam za sprawą centralnej rzeźby wyłaniającej się z tafli oraz widocznych tylnych ścian budowli. Jego pomysłodawcy, w tym słynny włoski tenor Andrea Bocelli, założyli, iż będzie to miejsce łączące w sobie emocje i sztukę w wielu jej postaciach: od śpiewu, przez taniec, aż po rzeźbę. Ponadto wyjątkowe położenie teatru, bezpośrednia bliskość przyrody sprawiają, że wydaje się on być dziełem nie tylko człowieka, lecz także natury. Nie bez powodu teatr, otulony spokojną taflą wody, przez 364 dni „milczy”, by tylko raz do roku „zabrać głos”; piękny, ujmujący całe tłumy… Jest to metafora życia śpiewaka, dla którego Lajatico, poza teatrem, to przede wszystkim rodzinny dom.

Teatro del Silenzio, fot. deek ay / Flickr, CC BY 2.0
Teatro del Silenzio, fot. deek ay / Flickr, CC BY 2.0

 

„Pośród dwóch wysokich gór, skąd nie widać nic ponad dwie dłonie nieba”

Umbria, a dokładnie Valnerina – to właśnie w tej krainie, na skraju dwóch gór: Monte Maggio oraz Monte del Porretta, mieści się tajemnicza pustelnia ojców benedyktynów. Nieopodal kościoła Chiesa della Madonna della Stella znajduje się dziesięć grot wydrążonych w skale, gdzie XIV-wieczni zakonnicy w skupieniu oddawali się modlitwie. Włoski historyk Marco Franceschini pisał o nich jako o tych, którzy zdecydowali się żyć „pośród dwóch wysokich gór, skąd nie widać nic ponad dwie dłonie nieba” (in mezzo a due altissimi monti, dove non si vede altro che due palmi di cielo). Chcąc uchronić swe dusze przed rozproszeniem, kryli się w grotach, odnajdując w nich upragniony spokój. Trwali tam w skupieniu, przez wnęki skał widząc jedynie fragmenty nieba, a cichy szum pobliskiego strumienia towarzyszył każdej ich modlitwie. Symbolika wody ma w tym miejscu wyjątkowe znaczenie, bowiem dla pustelników z górzystego regionu Valnerina była ona naturalnym elementem krajobrazu oraz niezmiennym tłem ich modlitw. Ponadto woda jest również symbolem Matki Boskiej, której klasztor został poświęcony. Eremo della Madonna della Stella do dziś stanowi miejsce skupienia i modlitwy oraz cel pielgrzymów z całego świata.

 

Spo di Giau, fot. Doc Searls / Flickr
Przełęcz Passo di Giau, fot. Doc Searls / Flickr, CC BY 2.0

W sercu Dolomitów

Nigdzie nie słyszymy tak głośno własnych myśli, jak w niewzruszonej ciszy gór. Skazani na ich potęgę i nieprzewidywalność, w bezpośredniej bliskości przyrody, mamy w końcu okazję spojrzeć na siebie z dystansu. Jest takie miejsce na mapie Włoch, które wyjątkowo do tego skłania: położona w sercu Dolomitów, łącząca sportowe miasteczko Cortina d’Ampezzo z najwyższym szczytem Marmolada, przełęcz Passo di Giau. Stanowi ona jeden z najpiękniejszych fragmentów lokalnego krajobrazu. Nad wyraz sugestywna, panoramiczna trasa pozwala objąć wzrokiem imponujące masywy górskie, takie jak Tofany, Cristallo czy Sorapiss, i zadumać się przez chwilę nad ich powagą, pięknem oraz niezmienną obojętnością.

 

Faro Falascia, fot. Giacomo Carena / Flickr, CC BY-ND 2.0
Faro di Palascia, fot. Giacomo Carena / Flickr, CC BY-ND 2.0

Na granicy mórz…

… Jońskiego i Adriatyckiego, w regionie Apulia, znajduje się najbardziej wysunięty na wschód fragment włoskiego wybrzeża – przylądek Capo d’Otranto, a na nim widoczna z oddali, wzniesiona w 1867 roku, latarnia morska Il faro di Palascia. Przez lata nieużywana, będąca jedynie zabytkiem, dziś mieści w sobie Muzeum Morza. Ponadto, za sprawą prac restauracyjnych, wróciła do swojego dawnego przeznaczenia i jak dawniej służy statkom jako nadmorski punkt nawigacyjny. Otoczona surową przyrodą wydaje się istnieć poza czasem. Warto nad ranem przyjść w jej okolice, by stanąć na granicy światów, ujrzeć bezmiar morza, jego krystaliczną toń, a także widoczne na horyzoncie góry niedalekiej Albanii.

 

Naszą cichą, refleksyjną podróż kończymy więc o świcie na wschodnim wybrzeżu Włoch. Zapatrzeni w horyzont, całkiem sami, wspominamy słowa poety:

Zawsze mi było drogie to samotne wzgórze
I ten żywopłot, który prawie cały
łuk widnokręgu źrenicom przesłania.
Lecz gdy tu jestem i patrzę, bezkresne
przestrzenie gdzieś poza, jakieś nadludzkie
połacie ciszy i bezdenny spokój
roję w mej duszy, aż niewiele trzeba
sercu, by drżało. A kiedy znów słyszę
jak wiatr szepcze wśród liści, wtedy tę jedną
ciszę bez końca i tę szeptu mowę
równam ze sobą: przenika mnie wieczność,
i umarłe pory, i ta tutaj, teraz
ta żywa, jej głos. I tak, zagubiona
w owe bezmiary moja myśl zapada
i błogo mi na tym zatracić się morzu.

(Giacomo Leopardi, Nieskończoność, tłum. Grzegorz Franczak)

 

Zdjęcia na licencjach: CC BY 2.0CC BY-ND 2.0

Bieżący temat

Cisza

Po burzy lub przed, wymowna, krzycząca, martwa i kojąca.


kalendarz wpisów