kultura podróże

Sirmione. W miasteczku poetów

Sirmione tchnie poezją. Swoją letnią posiadłość miał tutaj rzymski poeta Katullus; w okolicy odpoczywali także włoski noblista Giosuè Carducci i James Joyce.

Kiedy dotrze się na kraniec półwyspu, widok dosłownie zapiera dech w piersi. Wcięte w skałę mury mają co najmniej 5 m wysokości – kiedyś musiał tu być taras. Oczami wyobraźni widzę Katullusa wpatrzonego w taflę jeziora i myślę, że w takich okolicznościach przyrody każdy poczułby wenę.

Stoję na ruinach antycznej letniej posiadłości w Sirmione nad jeziorem Garda. Należała podobno do rodu Waleriuszy – przynajmniej tak chce legenda. Na to, że zachowane fundamenty rzeczywiście należały do rodziny rzymskiego poety Gajusza Waleriusza Katulla, dowodów w zasadzie brak. Na półwyspie mieściło się jeszcze kilka innych rezydencji i trudno ustalić, czy Waleriusze mieszkali akurat w tej najwspanialszej, największej i najlepiej zachowanej. Ale cóż, atmosfera tego miejsca sprzyja snuciu pięknych hipotez.

 

Willa Katulla w Sirmione – widok na jezioro, fot. Julia Wollner
Najsłynniejszym dziełem Katulla są bodajże jego wiersze do ukochanej Lesbii, w tym słynna strofa ze słowami „Daj mi tysiąc pocałunków, sto potem, tysiąc i sto znowu” (Da mihi basia mille…). Na zdjęciu: willa Katulla w Sirmione, widok na jezioro, fot. Julia Wollner

 

Wróble i cykady

Willa zbudowana została ok. I w. p.n.e. na planie prostokąta. Teren wokół niej liczy ponad 2 hektary. Po prawej stronie przy wejściu znajduje się muzeum, w którym zgromadzono starodruki, szkice dokumentujące kolejne etapy wykopalisk, makietę willi, mozaiki, fragmenty fresków, ceramikę, przedmioty z brązu i portret poety z I w. p.n.e. Jedną z lepiej zachowanych części starożytnego kompleksu jest Aula Gigantów, nazwana tak z uwagi na ogromne fragmenty wolut i łuków. Kiedyś znajdował się nad nią taras, bo w murach znaleziono otwory do mocowania masztów, na których rozciągano zasłony przeciwsłoneczne. Rozglądam się za wróblami, które były częstymi bohaterami wierszy Katullusa, ale nie nadlatują. Za to od brzęczenia cykad schowanych w pobliskim gaju oliwnym można ogłuchnąć.

Katullus nazywał Sirmione klejnotem wszystkich wysp i półwyspów (Pieśń 31). Dziwi jednak, że mimo tak pięknego entourage, w którym tworzył i które doceniał, tyle w jego poezji sarkazmu, frustracji, kąśliwych uwag i inwektyw. A przecież los potraktował go lekko. Jako jedyny spośród kolegów po fachu wiódł beztroskie życie bon-vivanta. Pozostali członkowie towarzystwa neoteryków (dosłownie “młodszych poetów”, którzy zerwali z tradycją rzymskich eposów, wzorowali się na poezji aleksandryjskiej i sięgali po utwory niewielkich rozmiarów), oprócz zajmowania się literaturą prowadzili też działalność publiczną: Alfenus Warus był prawnikiem, Licyniusz Kalwus retorem, Manliusz Torkwatus oficerem, nieco starszy Gajusz Memmiusz mozolnie pnącym się po szczeblach kariery urzędnikiem państwowym. Tylko Katullus pozostał niebieskim ptakiem, spędzając idylliczne chwile w rodowej posiadłości nad alpejskim jeziorem. Miało to przynajmniej ten dobry skutek, że, na tle twórczości kolegów, jego poezja wybitnie się wyróżniała. W dużej części przetrwała też do naszych czasów.

Popiersie Katulla w Sirmione (rzeźba współczesna), fot. Schorle / Wikimedia Commons
Na zdjęciu: popiersie Katulla w Sirmione (rzeźba współczesna), fot. Schorle / Wikimedia Commons

 

Wróćmy jednak do inwektyw wobec wielkich ówczesnego świata. Jednym z bohaterów złośliwych poezji Katullusa był sam Juliusz Cezar. Autor, którego ojciec gościł kiedyś dyktatora w Sirmio, szczerze go nienawidził, dając temu wyraz niejednokrotnie i w sposób mało wybredny – zniesławiał go, robiąc aluzje do rzekomego monstrualnego obżarstwa, opilstwa, rozrzutności i niemoralnego prowadzenia się. Co ciekawe, przygoda dwóch panów skończyła się polubownie: Cezar wyciągnął rękę do Katullusa, a ten poszedł na ugodę, przeprosił polityka i odtąd traktował go z szacunkiem. Gorzej miała się sytuacja z niejakim Mamurrą, szefem oddziałów inżynieryjnych w armii Cezara podczas wojny galijskiej. Katullus atakował Mamurrę, chcąc pośrednio dotknąć samego wodza. Przede wszystkim jednak, jak się zdaje, przeszkadzał poecie wielomilionowy majątek żołnierza, pochodzący rzecz jasna z łupów zdobytych przez Rzymian w trzech kampaniach wojennych, oraz jego wystawny tryb życia. Czyżby zdolny, dobrze wykształcony, całkiem zamożny i nieco pyszałkowaty poeta-inteligent o ziemiańskich korzeniach czuł się gorszy w porównaniu z niezbyt okrzesanym, ale obrotnym i bajecznie bogatym Mamurrą? Na to wygląda; stąd też frustracja i ataki pełne nienawiści. Cóż, nawet idylla nad Gardą nie jest w stanie stłumić odwiecznych ludzkich ułomności: zazdrości i nieumiejętności cieszenia się tym, co podarował los.

 
Zielone Sirmio

A jednak zjawiali się w Sirmione poeci, którym szczęście obcowania z tutejszym krajobrazem rekompensowało wszystko. Z grot Katullusa (tak nazywano w czasach renesansu starożytne ruiny obrośnięte bujną zielenią) wracam cichą via Caio Valerio Catullo (jakże mogłaby się nazywać inaczej?!) do centrum miasteczka; z zapomnianych ruin do tętniącego życiem portu i głównego placu Flaminia, wypełnionego gwarem restauracji. Niedaleko stąd znajduje się malutki skwer nazwany na cześć jednego z włoskich noblistów:  Piazza Carducci. Wieszcz zjednoczonych Włoch spędził tu jedne z najpiękniejszych chwil życia, dzielone z kochanką Liną, nazywaną też Lidią (a naprawdę Caroliną Cristoforo Pivą). On, profesor bolońskiego uniwersytetu, żonaty, z dwójką córek; ona, 26-letnia matka Gina, żona byłego garibaldczyka Domenica Pivy i aspirująca poetka mieszkająca w Mediolanie. Do tego wielka miłość, bardziej platoniczna niż fizyczna. W ciągu sześciu lat, od roku 1871, zakochani widzą się ledwie dwanaście razy. Kwitnie natomiast ich korespondencja: wymieniają między sobą ponad 600 listów pełnych westchnień, łez i wspomnień krótkich, ale jakże intensywnych spotkań. Jedno z tych rendez-vous odbywa się właśnie w Sirmione, a poezja włoska zawdzięcza mu romantyczny wiersz z 1876 roku, włączony potem do tomiku Odi barbare. Carducci nazywa Sirmione kwiatem wszystkich półwyspów i dodaje:
Zielone Sirmio do błyszczącego jeziora się uśmiecha,
a Słońce patrzy na nie i je rozpieszcza
.
Wraz z pojawieniem się Liny-Lidii, krytycy dostrzegają w twórczości poety zwrot ku ideałom klasycznym. Miłość jest porównywana do piękna absolutnego i nieśmiertelnego niczym greckie świątynie. W wersach Carducciego rodzi się niemal pogański kult słońca, sen o pogodnej Helladzie wypełnionej wiosną i światłem.

 

Gaj oliwny Katulla, fot. Julia Wollner
Co rok we wrześniu w Sirmione odbywa się konkurs literacki „Premio letterario Sirmione Catullo”, w którego jury zasiadali kiedyś najwięksi włoscy pisarze, m.in. Alberto Moravia i Carlo Levi. Dziś stracił swoją uprzywilejowaną pozycję, ale nadal przyciąga turystów i miłośników poezji – nie tylko Katullusa. Na zdjęciu: gaj oliwny w willi Katulla, fot. Julia Wollner


Dryfować przez raj

Sirmione gościło artystów różnego kalibru, ale na wszystkich działało podobnie: onieśmielało swym pięknem.

Młody amerykański poeta Ezra Pound we Włoszech czuł się jak w domu. W 1908 roku, mając zaledwie 80 dolarów w kieszeni, wsiadł na statek do Europy i wylądował w Wenecji. Nie miał za co kupować jedzenia, żywił się więc pieczonymi ziemniakami dawanymi mu przez litościwe straganiarki. To tutaj wydał swój pierwszy tomik poezji. Jego tytuł, A Lume Spento, nawiązywał do twórczości niedoścignionego mistrza Dantego.

Choć potem osiadł w Londynie, a nawet na chwilę w Paryżu, wielkie europejskie stolice nie dostarczały mu wystarczającej dawki inspiracji. W 1924 roku wrócił do Włoch i zamieszkał w Rapallo. Od dekady pracował już nad Pieśniami, zbiorem wierszy wzorowanych na Homerowej Odyseii Boskiej komedii Dantego. A w międzyczasie prowadził obszerną korespondencję z przyjacielem Jamesem Joycem. W jednym z listów napisał: Dear James, I feel at home here. I don’t know what your engagements may be or if you are in good health to travel, but I would like you to stay here with me for a week at my expenses. Mowa była o Sirmione, prawdziwym raju, wherein the sun/ Lets drift in on us through the olive leaves/ A liquid glory. Wkrótce Joyce przyjął zaproszenie Pounda. Przyjaciele zatrzymali się w hotelu Eden, który zajmował budynek dawnej instytucji kościelnej Santa Corona, pomagającej dzieciom z problemami serca. Obaj byli zachwyceni atmosferą miejsca.

W czasie wojny Pound zniechęcił do siebie świat antysemickimi poglądami i aprobatą dla faszyzmu, jednak jego poezję nadal ceniono wysoko. Kolega po fachu, John Berryman, pisał w wierszu Herosi (1972): Pomimo całej porywczości i hydraulicznych poglądów/ Pound był jak kot, kiedy namierzał uczucia. A uczucia te krystalizowały się między innymi w Sirmione.

 

 Zdjęcie główne: Julia Wollner

 


Bieżący temat

Poezja

Piękno słowa, przekleństwo talentu, liryzm dnia codziennego.


kalendarz wpisów