lente znaczy powoli ludzie styl życia

Z cyklu: Ludzie Śródziemnomorza. Piotr Malczewski

Piotr Malczewski jest fotografem przyrody i podróżnikiem. Mieszka na Suwalszczyźnie, nazywanej często polską Toskanią. Opowiada nam o podobieństwach między Śródziemnomorzem a północno-wschodnią Polską, o życiu w zgodzie z przyrodą, o swojej miłości do Bajkału i o powolnym, choć nie zawsze łatwym życiu nad Czarną Hańczą.

Zapis naszej rozmowy ukaże się w czerwcu, kiedy na  stronie magazynu „Lente” rozprawiać będziemy o pielęgnowaniu dziecka w sobie. Czy starasz się walczyć o zachowanie elementów dzieciństwa w dorosłym życiu?

Bardzo istotne jest dla mnie zachowanie wrażliwości na piękno codzienności, na jej drobne, zwykłe-niezwykłe fragmenty, którymi można się cieszyć jak dziecko: liść pokryty kropelkami rosy, wschód słońca, kwiaty czy błysk światła na wodzie. Ten nieustający powrót do dzieciństwa zapewnia mi od lat Suwalszczyzna – ze swą przestrzenią, jeziorami, rzekami, bagnami, pagórkami i lasem.

Obserwuję cię od lat i z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że żyjesz i pracujesz w stylu lente. Co przyczyniło się do takiego wyboru?

Żyjąc od dzieciństwa w miejscach, które są otoczone przyrodą – lasami, łąkami, bagnami – osiągałem w nich spokój i radość z obserwacji, a potem radość z fotografowania. W jakiś sposób fotografia przyrodnicza stała się dla mnie bardzo ważna; istotne stały się też podróże związane z przyrodą i spotkaniami z ludźmi. Później zamieszkałem nad Czarną Hańczą – te wszystkie czynniki sprawiły, że życie stało się spokojniejsze, choć czasem także bardziej intensywne.

Piotr Malczewski
Piotr Malczewski

Dlaczego właśnie Buda Ruska? Czy to przypadek, czy też twój świadomy wybór, aby zamieszkać na Czarną Hańczą?

Nie wierzę w przypadki. Gdy przybyłem do Budy Ruskiej w 1999 roku, wcale nie planowałem tam osiąść – pomieszkiwałem wtedy w Augustowie, a zwykle włóczyłem się po północno-wschodniej Polsce lub gdzieś na wschodzie. Jednak gdy zobaczyłem ten stary dom, po staroobrzędowcach, z pięknymi elementami zdobniczymi, a obok budynek starego chlewu, to od razu pomyślałem, że zrobiłbym tu galerię. I taki był początek. W konsekwencji zakupiłem gospodarstwo i zacząłem prace remontowe, aby otworzyć galerię fotografii i prowadzić warsztaty, właśnie w tym miejscu.

Czarna Hańcza, fot. Piotr Malczewski
Nad Czarną Hańczą, fot. Piotr Malczewski

Oczywiście życie nad Czarną Hańczą łączy się też z pewnymi trudnościami, uczy godzenia się z niedogodnościami, takimi jak np. zawianie dróg zimą, gdy zdarza się, że nie można przez kilka dni wyjechać z domu. To właśnie one pozwalają jednak na zatrzymanie się, na zwolnienie.

Gdy przyjeżdżam do Budy Ruskiej, nazywam ją zawsze swoją „małą Toskanią”, mając w pamięci to, co podkreśla zawsze redakcja Lente: życie śródziemnomoskie to niekoniecznie życie nad Morzem Śródziemnym, ale kwestia mentalności. Gdy przyjeżdżam tutaj, to zwykle spowalniam swój rytm, typowy dla funkcjonowania w wielkim mieście; mam wrażenie, że doświadczam też więcej, podobnie jak we Włoszech. Ale czy dla was, którzy mieszkacie tu na co dzień, jest tak samo?

Życie na wsi jest inne, technicznie trochę trudniejsze niż w mieście. Spokojniejszy jest czas jesienno-zimowy; okres letni to czas intensywnej pracy, choć nie znaczy, że pospieszny. Jestem człowiekiem, który lubi robić to, co robi, szybko i sprawnie – co może wyglądać jak pośpiech, jednak tak naprawdę są to dwie różne sprawy. Latem przyjeżdża tu wiele gości, do galerii, na warsztaty czy na pokazy fotografii; organizuję też spotkania z różnymi ludźmi, spotkania z książką. Jednak staramy się mimo wszystko znaleźć w tym wszystkim czas dla siebie i dzieci.

Mówi się, że że na Południu smakuje się życie, codzienność. Jak jest w wypadku Piotra Malczewskiego? Jak smakujesz swoje życie, swoją codzienność, tu, w północno-wschodniej Polsce?

Każdy dzień jest u nas inny. Dla mnie przeżywanie świata jest związane przede wszystkim z jego wizualną stroną, z tym, co mogę obejrzeć czy fotografować. Z poznawaniem nowych miejsc, ludźmi, pejzażami, kolorami, podróżami. Gdy zrobię kilka dobrych zdjęć o poranku, przepłynę się kajakiem lub pójdę do lasu – czasem to wystarczy, bym uznał dzień za szczęśliwy.

Dom w Budzie Ruskiej, fot. Piotr Malczewski
Dom w Budzie Ruskiej, fot. Piotr Malczewski

 

Nad Czarną Hańczą, fot. Piotr Malczewski
Nad Czarną Hańczą, fot. Piotr Malczewski


Mówiąc o Śródziemnomorzu, nie da się uciec od motywu wody. Wiem, że dla ciebie woda też była całe życie bardzo ważna: mieszkasz nad Czarną Hańczą, od wielu lat wyjeżdżasz nad Bajkał. Czym jest woda dla ciebie jako fotografa, ale też dla człowieka, który doświadcza spotkania z żywiołem?

Rzeczywiście od małego wychowywałem się w bliskości z wodą. Mieszkałem w Augustowie, gdzie w obrębie miasta jest kilka jezior, rzeka; pływałem kanałem Augustowskim. Potem zacząłem wyjeżdżać na wschód, nad Bajkał. Geograficznie jest on jeziorem, ale wszyscy, którzy mieszkają w jego pobliżu, mówią o nim „morze”. To wielki obszar wody o powierzchni porównywalnej z Holandią, Belgią i Luksemburgiem, a zarazem najgłębszy zbiornik słodkowodny świata. Zresztą nie tylko: fale, które przychodzą tam w czasie sztormu, są wyższe niż na Bałtyku – mogą mieć nawet 5.5 m wysokości.

Woda w Bajkale nabiera różnych barw, niezwykłych. Jest to też bardzo przezroczyste jezioro – kolory zaczynają się od jasnej i ciemnej barwy turkusowej, po żółtą, pomarańczową, czarną czy srebrną. Zależy też, jakie chmury odbijają się w jego tafli. Jego woda jest bardzo czysta, z niewielką ilością mikroelementów, z możliwością samooczyszczania się. Piękna do fotografowania.

Bajkał, fot. Piotr Malczewski
Bajkał, fot. Piotr Malczewski

Zacząłeś od Bajkału, ale potem zagłębiałeś się dalej na wschód – Tuwa, Mongolia. Dlaczego taki kierunek?

To, czego doświadczam na wschodzie – a czego wielu Czytelników „Lente” szuka na Południu – to doświadczenia piękna, szczęścia, spokoju. Tego, co jest elementem dla mnie istotnym – czyli obrazów, pejzaży, spotkań z ludźmi. I przestrzeni. Ciszy, pustki. Nad Bajkał można jeździć wielokrotnie i za każdym razem jest to inna podróż. Szczególnie, że to jezioro jest ogromne, więc można odwiedzać różne jego obszary. Można jeździć tam całe życie i nigdy się dobrze Bajkału nie pozna. Byłem w każdej porze roku nad Bajkałem – i za każdym razem to inna przygoda.

W jakiej porze roku była to wyprawa najbardziej fascynująca?

W zimie. Okolice Bajkału mają klimat przystępny, nie ma tam jeszcze skrajnych temperatur (zimą wynoszą one około –30 stopni Celsjusza), jednak to, co oferuje otoczenie i żywioł wody zamknięty w lodzie, powoduje, że jest to miejsce niezwykłe. To wciąż jest też zmienny świat, bo świat lodowy Bajkału ulega ciągłym przeobrażeniom – lód koroduje i rozpada się, zmienia się kolorystyka, faktury lodowe. Oprócz tego niesamowite są zimowe dźwięki – lód czasem śpiewa, czasem krzyczy, czasem szepcze… Niektórzy mówią, że lód „miauczy”, a zdarza się też, że „strzela”. Gdy jest się wtedy na jeziorze, odczuwa się strach, ale i szacunek do żywiołu – te dźwięki są bardzo mocne i piękne.

Fot. Piotr Malczewski
Fot. Piotr Malczewski

Polacy zwykle kojarzą Syberię z zimą i mrozem, ale bywałeś tam też latem. Czy ciepłolubni Czytelnicy Lente mogliby się tam wówczas odnaleźć?

Wiosną i na początku lata nad Bajkałem jest ciepło, a nawet gorąco. Opadów jest tam mniej niż u nas, a temperatura dochodzi do 30 stopni. Nad brzegiem Bajkału często wieje wiatr, więc nie jest męcząca.

W każdym z krajów wschodnich, w którym byłeś, poznawałeś lokalną społeczność; często miałeś okazję mieszkać u tubylców, a następnie utrzymywać z nimi kontakty. Czy można powiedzieć, że styl życia lente, niespieszny, ale intensywny, znany nam z Południa, jest też właściwy ludziom wschodu? Czy mają okazję cieszyć się codziennością, czy raczej walczą o byt?

Nie możemy przykładać naszego spojrzenia do tamtej kultury. W miastach, na przykład w Irkucku, ludzie bywają bardzo zapracowani. Nie są zbyt zamożni i rzeczywiście raczej walczą o byt. Natomiast ci, którzy żyją poza miastami, jak np. rybacy, prowadzą spokojniejszy tryb życia, nie spieszą się – bo po prostu nie muszą. Niekoniecznie jednak zawsze się tym cieszą! Poza tym ich wolniejsze życie bywa też trudniejsze. Bez wątpienia znajdziemy też ludzi, którzy żyją w tamtych krajach spokojnie, wolno, szczęśliwie i bez dużych potrzeb, ciesząc się tym, że żyją właśnie tam. Mam przyjaciółkę, Katię, z wyspy na Bajkale. Jest malarką i graficzką; czerpie z tego miejsca energię i motywy do swoich dzieł. Znam też rosyjskiego fotografa-buddystę, mieszkającego na Olchoni. Bardzo go cieszy, że tam żyje, a jego czas wypełnia fotografowanie, malowanie Bajkału zmieniającego się wraz z porami roku.

Nad Czarną Hańczą, fot. Piotr Malczewski
Nad Czarną Hańczą, fot. Piotr Malczewski

Oni nad Bajkałem mieszkają, Ty tam przyjeżdżasz. Jaki jest twój styl podróżowania? Czy planujesz wyprawy szczegółowo, czy też tylko określasz kierunek?

Fotografując, trzeba mieć więcej czasu na wszystko, dlatego podróżuję przede wszystkim powoli. Powoli – to znaczy z jedną osobą albo najlepiej samemu. Jestem wtedy niezależny, bardziej skupiony na poznawaniu ludzi czy miejsc. Uważam się przy tym za włóczęgę, nie podróżnika. Nie podróżuję często. Ważniejsze jest dla mnie nie ile, ale jak się podróżuje. Wiele podróży to ślizganie się po powierzchni. Tymczasem warto wejść w głąb.

Wracasz w te same miejsca?

Tak, bo te miejsca okazują się za każdym razem inne. Coraz bardziej zmienia je człowiek, ale też pory roku, które modyfikują pejzaże. Wiosna w jednej części Bajkału już się zaczyna, zielenią się drzewa, a w drugiej części Bajkału wciąż mamy kry lub lód. Jesienią drzewa wyglądają, jakby ktoś wylał na nie różnokolorowe farby, a potem przychodzi powolne zamarzanie, zima i spektakularne formy lodowe i nabryzgi. Na brzegach całe organy lodowe i pokrywa lodowa, która na skałach może mieć kilkanaście metrów wysokości. Patrząc w lód bajkalski, widzimy piękne obrazy. Wizje graficzne, malarskie, abstrakcyjne. Tworzą się tam niesamowite faktury, fascynujące fotograficznie.

Kiedyś uwieczniałeś na zdjęciach przede wszystkim przyrodę, teraz coraz częściej są to ludzie.

Gdy poczułem, że chcę się dowiadywać jak najwięcej o krainie, jaką jest Bajkał, zrozumiałem, że trzeba rozmawiać z tamtejszymi ludźmi. Książki to za mało. Poznawanie ludzi daje inne spojrzenie na świat, na nas samych, uczy tolerancji. Kto nie podróżuje, ma mniejszą tolerancję.

Na koniec wróćmy jeszcze do Budy Ruskiej, gdzie mieszkasz, nad Czarną Hańczę. Co kochasz najbardziej w tym miejscu, w Suwalszczyźnie?

Przyrodę, której jest tutaj pod dostatkiem. Mieszkam na granicy Wigierskiego Parku Narodowego, nad brzegiem rzeki. Obok mnie jest kilka bliskich mojemu sercu krain: pagórkowate krainy Suwalskiego Parku Krajobrazowego, jezioro i rzeka Czarna Hańcza, okolice Wigierskiego Parku Narodowego aż po Sejneńszczyznę, która sięga na Litwę, a także Puszcza Augustowska. Kocham ten pejzaż, ale i drobną architekturę: krzyże przydrożne i kapliczki, resztki drewnianej architektury, która jeszcze pozostała…

Właśnie tutaj, na swoim terenie, przy własnej chacie, prowadzisz warsztaty fotograficzne. Czy słuszne jest wrażenie, że mają one na celu nie tylko naukę robienia pięknych zdjęć, ale i pewnej uważności?

Warsztaty są bardzo intensywne. Latem słońce wschodzi około 4 rano, więc musimy wstawać wcześnie, żeby te piękne krótkie chwile najlepszego światła czy mgieł zamknąć w kadrze. To czas w całości skupiony na fotografii, choć nie trzeba daleko odchodzić od mojego gospodarstwa – przyroda jest tu wszędzie. Uczymy się też odkrywania ciekawych obiektów do fotografii w banalnych, wydawałoby się, przedmiotach codziennego użytku. Bez wątpienia jednak, aby uwrażliwiać się na świat wokół – na świat, który chcemy fotografować – potrzeba czasu i skupienia.


Na zakończenie, jak zwykle w ramach cyklu „Ludzie Śródziemnomorza”, poproszę cię o swobodne dokończenie kilku zdań. Podróżuję….

…najchętniej tam, gdzie rzadko spotyka się ludzi i gdzie trzeba się zmierzyć z surową przyrodą. Stąd moje powroty nad Bajkał i na Syberię. Dlatego Czarnohora, Tuwa i Mongolia. Miesiąc, dwa miesiące wędrówki z jednym, dwoma towarzyszami. Uwolniony od kalendarzy i zegarków. Ciekaw życia koczowników, poszukiwaczy złota, myśliwych, szamanów. Potrzeby w podróży ograniczam do minimum.

Fotografuję…

Przywożę setki zdjęć z podróży, ale też fotografuję nieustannie region północno-wschodniej Polski. Fascynują mnie obrazy odbite w wodzie, kształty kamieni, ptaki. Godzinami czekam na chwilę, gdy słońce będzie „najlepsze”.

Nad Czarną Hańczą, fot. Piotr Malczewski
Nad Czarną Hańczą, fot. Piotr Malczewski

Wracam…

… do siebie, do mojego kupionego od staroobrzędowców, krytego wiórem domu. Sadzę drzewa. Dokładam do stosu przywiezione z daleka kamienie. Czasami przyjmuję turystów-przyrodników, którym pokazuję okolicę. Goszczę przyjaciół albo chronię się przed nimi, gdy przygotowuję swoje zdjęcia do pokazów i publikacji. Rozpalam czarną banię, potem wskakuję do lodowatej, płynącej o krok od domu Czarnej Hańczy. Buda Ruska to moje miejsce. Zaprzyjaźniłem się z sąsiadami: ktoś przyniesie pierogi z jagodami, inny kartacze. Dobrze tu, ale… znów trzeba ruszać po nowe obrazy.