aktualności

Śródziemnomorski kalendarz adwentowy. Pozytywne wiadomości z Południa (8-14)

Redakcja

W drugim tygodniu adwentu zaprosiliśmy do krótkiej lektury na temat życzliwości i pomagania; opowiedzieliśmy o wyjątkowych staruszkach i o... sposobie na mewy. Zachęciliśmy też do ostatnich przedświątecznych zakupów na Lente.

Za nami drugi tydzień kalendarza adwentowego wypełnionego śródziemnomorskimi, pozytywnymi informacjami.

Kalendarz dla wielbicieli Italii

8 grudnia Julia Wollner świętowała urodziny i…  rozdawała prezenty. Konkurs już za nami, ale wciąż można samodzielnie sprawić sobie kalendarz na nowy rok. Waszej szczególnej uwadze polecamy włoskie kalendarze na 2026 rok, wydane przez Monikę ze Szkoła języka włoskiego Vacanze Romane. Duży ścienny kalendarz „Venezia, La Serenissima” oraz mniejszy, biurkowy „Moje florenckie wakacje” pomogą poznawać włoską kulturę i język, a dzięki barwnym fotografiom i masie ciekawostek – wypatrywać każdego nadchodzącego dnia. Tak, jak na to zasługuje! Kalendarze można w sklepie na stronie Włoski od zera.

Życzliwość popłaca. Bycie uprzejmym jest zdrowe

9 grudnia było o życzliwości. Badania pokazują, że proste gesty życzliwości – takie jak przytrzymanie komuś drzwi, powiedzenie komplementu czy pomoc nieznajomemu – mogą obniżać poziom stresu, łagodzić ból fizyczny, przeciwdziałać samotności i sprzyjać długofalowemu dobrostanowi. Psychologowie określają ten efekt mianem „rezonansu pozytywnego” (opisała go m.in. prof. Barbara L. Friedrickson). Ma on trzy kluczowe elementy: współdzielimy z kimś pozytywną emocję oraz zachowania niewerbalne (na przykład wspólny uśmiech) oraz, na chwilę, synchronizujemy się biologicznie (na przykład poprzez zbliżone tempo pracy serca). Mózg uwalnia oksytocynę, dopaminę i serotoninę, które pomagają obniżyć kortyzol. Z czasem może to pozytywnie wpływać na ciśnienie krwi i redukować stany zapalne, obniżać poziom lęku, poprawiać nastrój. Co więcej, badania skoncentrowane na „rezonansie pozytywnym” pokazują, że osoby, które często doświadczają takich wspólnych pozytywnych chwil, deklarują lepsze zdrowie.
Uśmiech i drobne gesty życzliwości potrafią czynić cuda!
Sonja Lyubomirsky, amerykańska psycholożka rosyjskiego pochodzenia, przekonuje, że aby wyraźnie poprawić samopoczucie, akty dobroci trzeba jednak znacznie zintensyfikować. Co więcej, sposoby okazywania życzliwości warto różnicować. Pierwsza wpłata kilku złotych na cele charytatywne może uskrzydlić; przy dziesiątej nie zauważymy już tego efektu. Co nie oznacza, że powinniśmy zaniechać datków – najważniejszy jej oczywiście aspekt altruistyczny. W czynieniu dobra warto jednak wykazać się pewną kreatywnością – także we własnym interesie! Na szczęście możliwości są niezliczone, a akty dobrej woli wcale nie muszą być skomplikowane. Warto naśladować pod tym względem południowców: zapłacić za kawę dla kogoś, kto nie może sobie na nią pozwolić (słynne neapolitańskie caffè sospeso, czyli zawieszona kawa), powiedzieć komuś komplement od serca, zamówić dzbanek wody lub lemoniady „dla wszystkich” przy stoliku obok, przynieść talerz domowego ciasta starszej sąsiadce, zostawić pod drzwiami worek pomarańczy lub pomidorów z własnego ogrodu z karteczką „weź, proszę”, albo zaprosić samotnego znajomego do wspólnego stołu na wspólny, niespieszny posiłek.
Morze Śródziemne bliżej niż myślisz
10 grudnia wybraliśmy się w podróż nad Morze Śródziemne. Z Polski jest to daleko. Od północnego Adriatyku, w linii prostej, Warszawę dzieli około 900 kilometrów; aby dojechać samochodem do Triestu pokonać ich trzeba o 200 więcej. Południowe Włochy czy Grecja oddalone są od polskiej stolicy o blisko 2 000 kilometrów. Jeśli ktoś mieszka na północy kraju, ma do przebycia drogę jeszcze dłuższą. Rzadko kiedy możliwe jest spontaniczne przedsięwzięcie takiej podróży.
Warto jednak pamiętać, że Morze Śródziemne nie bez kozery nazywane jest często Morzem Wewnętrznym. Oczywiście termin ten ma swoje znaczenie geograficzne: nasz ukochany akwen prawie całkowicie otoczony jest lądami, a z oceanem łączą go jedynie wąskie cieśniny. Co więcej, od starożytności stanowił on swoiste centrum świata; miejsce wymiany zarówno handlowej, jak i kulturowej. Do dziś określany jest „Morzem Środkowym” czy „Morzem Pomiędzy” w wielu językach: niemieckim (Mittelmeer), fińskim (Välimeri) czy hebrajskim (Yam haTichon).
Ale „Morze Wewnętrzne” znaczy także „Morze wewnątrz nas”. Udomowione, własne, stanowiące punkt odniesienia i osobisty środek mapy. Morze, którego brzeg jawi się jako bezpieczna przystań. Refugium, do którego wracamy pamięcią, którego szukamy i którego pragniemy. Rzymianie mówili o nim Mare Nostrum, dumni z faktu, że podlegało ich kontroli. Dla nas jest nasze, bo zamieszkane przez wspomnienia, wyobraźnię i marzenia. W takim ujęciu mamy je zawsze na wyciągnięcie ręki.
O Morzu Wewnętrznym pięknie opowiada wydana niedawno książka, w której zebrano teksty wielkich jego miłośników, wyszukane przez wybitnego redaktora, pisarza i znawcę regionu Marka Zagańczyka. Marai, Kazantzakis, Kawafis, Durrell, Fermor – oto tylko kilka przykładów twórców, których eseje zgromadzono w tym wybornym tomie. Jak wyjawia Zagańczyk, inspiracją były dla niego prace Fernanda Braudela i spisane przez niego zdanie: Namiętnie pokochałem Śródziemnomorze, niewątpliwie dlatego, że przybyłem z Północy, jak tylu innych i po tylu innych. Słowa te, jak tłumaczy redaktor, skrywają miłość potrzebną, by widzieć więcej i patrzeć uważniej, i świadomość, że nigdy nie jest się jedynym, że zawsze idziemy większą grupą, po śladach tych, co byli przed nami.

Zawsze idziemy większą grupą… Jesteśmy razem. Nad Morzem Wewnętrznym możemy być sami, spotykając się z własnym „ja”, ale nigdy nie jesteśmy samotni.

Mewy – nieodłączna część śródziemnomorskiego krajobrazu

11 grudnia zaproponowaliśmy opowieść o tym, jak radzić sobie z mewami – ptakami, które potrafią być naprawdę nieznośne! Mewy to nieodłączna część nadmorskiego krajobrazu, także śródziemnomorskiego. Czasami bywają jednak bardzo uciążliwe, zwłaszcza, kiedy mamy w ręku coś do jedzenia. Nowe badanie przeprowadzone na Uniwersytecie w Exeter wykazało, że mewy zwracają szczególną uwagę na ton ludzkiego głosu, a sposób, w jaki do nich mówimy, może mieć wpływ na to, czy zostawią nas i nasze jedzenie w spokoju!
W ramach eksperymentu przebadano 61 mew i okazało się, że prawie połowa z nich, słysząc krzykliwy głos, odleciała w ciągu minuty. Natomiast 70% mew wystawionych na śpiew rudzika pozostawało w pobliżu pożywienia przez cały czas trwania badania.

Widzieliście kiedyś ludzi odstraszających mewy przemocą? Okazuje się, że naprawdę nie jest ona potrzebna – wystarczy je po prostu zniechęcić głosem – i oto możemy zjeść nasz posiłek w spokoju! Można też się z nimi… podzielić. W końcu mamy grudzień – miesiąc życzliwości.

Wyjątkowa para baristów w Parmy

12 grudnia okazał się dniem Giacoma i Iolandy. To niezwykła para, która pokazuje, że młodość jest w głowie, a pesel nie musi wpływać negatywnie na naszą aktywność zawodową ani intensywne kontakty z ludźmi!

Giacomo i Iolanda, zwana Iole, prowadzą mały bar w historycznym centrum Parmy (Emilia-Romania we Włoszech). Giacomo pracował wcześniej jako krupier w kasynach w Las Vegas w USA, ale wraz z Iole wymarzyli sobie kawiarnię w rodzinnym mieście, więc gdy nadarzyła się okazja jej założenia, wrócił do kraju i rozpoczął serwowanie życiodajnego napoju. Robi to dzień w dzień od ponad 60 lat, dzielnie wspierany przez ukochaną żonę.

Giacomo parzy kawę codziennie od 60 lat!
Zarówno Giacomo, jak i Iole są już po dziewięćdziesiątce, ale energii mają więcej niż cały zastęp młodych baristów! Giacomo przyznaje, że często dostaje oferty sprzedaży baru. Lokalizacja jest dobra i klientów wielu, więc niejeden marzy o przejęciu nieźle prosperującego biznesu. – Zawsze mówię takim kontrahentom, żeby wrócili za 10 lat, wtedy pogadamy! – śmieje się, bo tak naprawdę ani myśli rezygnować z pracy, w której spełnia się i realizuje. Będąc w okolicy, koniecznie odwiedźcie bar Giacomo i Iole przy Borgo Angelo Mazza 2.
Świąteczne zakupy last minute
13 grudnia zapraszaliśmy do sklepiku Lente, gdzie wciąż można upolować świąteczne podarki. Dzięki Waszym zakupom być może damy radę zebrać w ten sposób całość funduszy potrzebnych, by utrzymać stronę internetową Lente w kolejnym roku. Pamiętajcie, że poza wysyłką kurierem i do paczkomatów możecie także zamówić odbiór osobisty w kawiarniach Cafe Central w Warszawie.  Zachęcamy do nabycia wyjątkowych prezentów z kodem LASTMINUTE, uprawniającym do 20% zniżki.
Zachęcamy do zakupów w sklepiku Lente
O szukaniu pozytywów niezależnie od okoliczności
14 grudnia Julia napisała o prawdziwym bohaterze. Człowiek, który w Sydney rzucił się na terrorystę z karabinem i uratował tym samym wiele ludzkich istnień, jest muzułmaninem i Arabem. Ma na imię Ahmad i prowadzi sklep z warzywami. Chwała mu – za to, że pokazał człowieczeństwo najpiękniej, jak się da. Przypomniał, że wyznawcy dwóch wielkich śródziemnomorskich religii mogą żyć w szacunku do siebie nawzajem. Ahmadzie, moje podziękowanie nie jest wiele warte, ale dziękuję, że pozwalasz mi mieć wiarę w ludzkość – napisała Wollner.