Kleopatry. Lloyd Llewellyn-Jones o zapomnianych królowych Egiptu
Julia WollnerSiedem królowych, jedno imię i historia, która domaga się przypomnienia. Kleopatry. Zapomniane królowe Egiptu Lloyda Llewellyn-Jonesa to efektowna opowieść o niezwykłych kobietach, która balansuje między faktami a wyobraźnią.
Walijczyk Lloyd Llewellyn-Jones jest profesorem historii starożytnej i znawcą kultury hellenistycznej oraz bliskowschodniej. W Polsce zasłynął publikacją Persowie. Epoka Wielkich Królów, która stała się bestsellerem. Nowa książka autora, w oryginale zatytułowana po prostu The Cleopatras, ma szansę powtórzyć ten sukces. O ile bowiem sześć przedstawionych w niej Kleopatr rzeczywiście zostało w dużej mierze zapomnianych, o tyle Kleopatra VII, ostatnia królowa hellenistycznego Egiptu, do dziś budzi wielkie zainteresowanie wśród miłośników historii, niejako gwarantując komercyjny sukces poświęconych jej publikacji.
Lloyd Llewellyn-Jones, próbując wpisać ptolemejskie królowe w nowy historiograficzny trend, jakim jest rewizja roli kobiet w starożytności, proponuje nam rodzaj zbiorowej biografii władczyń hellenistycznego Egiptu. Od III wieku p.n.e. nosiły one zwykle imię Kleopatra – od Kleopatry I Syry po wspomnianą już, najsłynniejszą Kleopatrę VII. Dla polskiego czytelnika takie ujęcie dziejów państwa nad Nilem nie stanowi nowości – już w dalekim 1978 roku Anna Świderkówna ogłosiła wszak książkę Siedem Kleopatr. Niestety jej recepcja miała charakter raczej lokalny. W skali światowej mamy tu więc do czynienia ze zmianą kanonicznej narracji, polegającą na przesunięciu punktu ciężkości: wcześniej skupiano się niemal wyłącznie na Kleopatrze VII, zaś Llewellyn-Jones proponuje nam pełną panoramę dynastii. Opisuje politykę kazirodczych małżeństw, regencje, współrządy; przedstawia dynastyczne manipulacje i pokazuje, jakich postaw wymagało kobiece utrzymanie się przy władzy w brutalnym, patriarchalnym świecie. Omawia przy tym ostatnie odkrycia archeologiczne i najnowsze osiągnięcia historiografii.
Książkę czyta się bez wysiłku – autor doskonale radzi sobie z popularyzatorskim tonem, a zagmatwane losy bohaterów i bohaterek, zwykle noszących te same imiona (Ptolemeusz, Kleopatra, Arsinoe) urozmaica anegdotami i humorystycznymi fragmentami. Niestety, w obliczu braku źródeł dotyczących najdawniejszych władczyń, zdarza mu się również ubarwiać swoją opowieść domysłami i własną interpretacją, która, w mojej opinii, nie została wystarczająco oddzielona od faktów. W związku z tym, że spora część dziejów Ptolemeuszy to przecież opowieść o przemocy, intrygach i kazirodztwie, laikowi trudno może być zrozumieć, w których punktach ma do czynienia z rzetelnym przedstawieniem wydarzeń historycznych, a w których – z rodzajem fabularyzowanego, skandalizującego spektaklu.

Pomimo tego zastrzeżenia – jakże przecież częstego w wypadku publikacji popularno-naukowych – mamy tu do czynienia z książką ciekawą i wartą lektury. Wbrew założeniom wydaje się ona przy tym bardziej studium epoki niż biografią poszczególnych królowych – osadza je bowiem w szerokim kontekście politycznym i kulturowym okresu hellenistycznego. Zawiera także liczne dygresje o społeczeństwie i realiach życia w starożytnej Aleksandrii. Czytelnika szukającego klasycznego omówienia życiorysów mogą one zdezorientować; mnie wydały się ogromnie interesujące. Tłumaczenie jest bardzo sprawne, a w tekście znalazłam tylko kilka niedopatrzeń korektorskich (rozbawiło mnie zoologizujące określenie mors maiorum zamiast mos maiorum na stronie 171). Reasumując: możemy mówić tu o dobrze przygotowanej publikacji.
Jako badaczka Kleopatry, której poświęciłam swego czasu pracę doktorską, z największym zainteresowaniem przeczytałam rozdział poświęcony tej wielkiej przegranej spod Akcjum. Spojrzenie Llewellyn-Jonesa okazało się dosyć świeże, a narracja przykuwa uwagę czytelnika, co w obliczu ogromu publikacji na temat królowej nie jest oczywiste. Fragmentowi temu zarzucam to samo, co poprzednim – niedostateczne rozgraniczenie faktów i fantazji autora. Za prosty przykład niech posłużą nam dwa zdania o relacji Kleopatry z jej rzymskim sprzymierzeńcem. Na stronie 299 Llewellyn-Jones pisze, w pełni słusznie: Tak Marek Antoniusz, jak i Kleopatra mieli ukryte powody, by wejść w relację, która była tyleż osobista, co polityczna. Dwadzieścia trzy strony później stwierdza autorytatywnie: Jako przebiegły polityk Kleopatra VII miała ogromny szacunek dla intelektu i wizji Juliusza Cezara, podczas gdy Marek Antoniusz zwyczajnie ją irytował. Czy tak było w istocie – nie wiemy.
Niepewność ta wydaje się zresztą wpisana w samą materię opowieści o Kleopatrze i jej poprzedniczkach. W końcu nawet miejsce pochówku najsłynniejszej starożytnej królowej pozostaje nieodkryte. Warto dodać, że Llewellyn-Jones dystansuje się od badań dominikańskiej archeolożki Kathleen Martínez, która szuka grobowca wśród piasków pustyni – walijski profesor jest przekonany, że Kleopatra spoczywa gdzieś na dnie Morza Śródziemnego, poza zasięgiem wykopalisk. I choć momentami wygłasza bardzo surowe sądy, tak naprawdę Llewellyn-Jones również porusza się w podobnej przestrzeni: między tym, co udokumentowane, a tym, co tylko prawdopodobne; między źródłem a wyobraźnią. Momentami granica zostaje zatarta zbyt mocno, jednak trudno nie docenić jego próby wydobycia z mroku nie tylko jednej, lecz aż siedmiu Kleopatr.