Między materią a transcendencją. Śmierć i wiosna Mercè Rodoredy
Julia WollnerŚmierć i wiosna Mercè Rodoredy to bardziej doświadczenie niż klasyczna powieść. Zamiast fabuły oferuje ciąg obrazów i emocji, a zamiast konkluzji – niepokojącą wizję świata, w którym życie, śmierć i tajemnica splatają się w jedną, trudną do uchwycenia całość.
Materiał powstał w ramach płatnej współpracy z wydawnictwem Marginesy.
Mercè Rodoreda, pisarka, która potrafiła połączyć głęboką psychologię z tajemnicą, bogatą symboliką i oryginalnym, zmysłowym stylem, to bez wątpienia jedna z najważniejszych postaci literatury katalońskiej XX wieku.
Urodziła się w Barcelonie w 1908 roku i całe życie, mimo długiej emigracji, pozostała silnie związana z Katalonią. Po wojnie domowej, nie mogąc wrócić do ojczyzny ze względu na dyktaturę Franco, tworzyła we Francji i Szwajcarii, dając w swojej prozie upust tęsknocie i poczuciu wykorzenienia. W Katalonii zamieszkała ponownie w 1979 roku; zaraz później otrzymała nagrodę Premi d’Honor de les Lletres Catalanes, przyznaną jako wyraz uznania dla całego jej dorobku pisarskiego. Ogromne znaczenie miał tu także fakt, że, w akcie swoistego kulturowego oporu, konsekwentnie tworzyła w języku katalońskim w czasie, gdy jego używanie było ograniczane.


Na granicy snu
Rodoreda była autorką, która pisała o tym, co kruche i trudne do uchwycenia: o pamięci, kobiecej tożsamości, samotności, ale też o tym, co wymyka się racjonalnemu opisowi. Jej proza opisuje świat pozbawiony przejrzystości, a narracja nierzadko zdaje się serią obrazów przypominających niepokojące sny. Co ciekawe, po śmierci Rodoredy odkryto, że autorka przez lata oddawała się nie tylko tworzeniu prozy, ale także malarstwu. Sięgając po jej teksty, nietrudno zauważyć, że blisko im do płócien, na których kompozycja powstaje przy użyciu subtelnej kreski, a jednocześnie bardzo intensywnych barw. Jej pisarstwo porównać można bowiem do delikatnego szkicu w zaskakujący sposób łączonego z techniką impastową, polegającą na nakładaniu farby grubą warstwą, tworzącą wyczuwalną, trójwymiarową fakturę. Jest ono proste, ale niezwykle intensywne; zmysłowe i gęste, a jednocześnie chłodne i zdystansowane. Lektura książek Rodoredy przypomina zawieszenie na granicy jawy i snu, a pod powierzchnią realistycznego stylu zawsze kryje się coś więcej: symbol, metafora, trudny do zdefiniowania element magiczny.

Śmierć i wiosna
Wszystkie najważniejsze cechy pisarstwa katalońskiej autorki – tajemniczość, fatalizm, oniryzm, wzajemne przenikanie się ducha i materii, życia i umierania – odnaleźć można w wydanej właśnie w Polsce powieści Śmierć i wiosna. Także w Hiszpanii ukazała się ona już po śmierci pisarki; wiadomo też, że Rodoreda pracowała nad nią wyjątkowo długo, zmieniając kolejne wersje, jakby próbowała uchwycić coś, co nie daje się łatwo nazwać ani zamknąć w ostatecznej formie: doświadczenie graniczne, wymykające się zarówno językowi, jak i jednoznacznej interpretacji.
Akcja książki rozgrywa się w bliżej nieokreślonej, odizolowanej wiosce – świecie rządzącym się własnymi prawami. Narratorem jest młody chłopiec, który obserwuje życie miejscowej społeczności, pogrążone w milczeniu, wypełnione przemocą i dziwnymi rytuałami. Na próżno szukać tu jednak klasycznej linearnej fabuły: w sposób charakterystyczny dla Rodoredy tekst stanowi raczej ciąg obrazów i doświadczeń, które układają się w duszną, przesyconą symbolami opowieść. Daje ona wyraz mrocznej wizji świata, w którym rzeczywistość wymyka się logice. Zgodnie ze śródziemnomorską tradycją, w powieści splatają się życie i śmierć, które jednak przedstawione są w sposób odmienny od porządku, do którego przywykliśmy. Nie znajdziemy tu żałoby, która daje ulgę i oczyszczenie, ani afirmacji życia wyrażanej przez odradzającą się przyrodę. Wręcz odwrotnie – natura budzi niepokój, nie daje ukojenia. Aromat kwiatów miesza się nieustannie z zapachem gnoju; woda w rzece opisywana jest jako gęsta, a wiosenna glicynia to pnącze, które rozsadza dom. Tytułowa wiosna staje się tu figurą o charakterze wręcz ironicznym.


Przemoc, kontrola, odrobina światła
Powieść Śmierć i wiosna można interpretować na rozmaite sposoby, ale pewne jej elementy są jednoznaczne i aż nadto czytelne. Mamy tu echa ludowych wierzeń obecnych w kulturze Katalonii, choć rytuały przedstawione przez Rodoredę nie należą do żadnej konkretnej tradycji. Są raczej mieszaniną wielu porządków: ludowych, religijnych, historycznych. Autorka tworzy z nich świat zdeformowany, w którym to, co miało nadawać sens, staje się narzędziem przemocy. Wspólnota stanowi organizm hermetyczny, a jednostka jest w niej tłumiona i poddawana przedmiotowemu traktowaniu. Nietrudno odczytać w tym alegorię doświadczenia wojny domowej i następującej po niej dyktatury, w której społeczeństwo ulega przemocy systemu, pojedynczy człowiek traci głos i autonomię, a absurdalne rytuały zastępują sens i moralność. Jednak powieści tej nie trzeba odbierać tylko jako książki odnoszącej się do XX-wiecznej historii Półwyspu Iberyjskiego. Mechanizmy przedstawione przez autorkę są przecież wciąż obecne w naszym życiu, choć w mniej spektakularnej formie: od podporządkowania jednostki grupie, przez powtarzanie gestów pozbawionych sensu, aż po milczące przyzwolenie na przemoc wpisaną w codzienność. Wielu z nas znajdzie tu niepokojący obraz własnych doświadczeń.
Niestety Śmierć i wiosna nie oferuje pocieszenia, a w jej mrocznej fabule nie znajdziemy obietnicy zmiany. Światła warto jednak wyglądać w szczelinach między słowami. Autorka przyzwyczaiła czytelników, że sens kryje się poza tym, co widzialne. Przeczucie nadziei jest tu więc ledwo uchwytne; być może zależy tylko od postawy czytelnika. Człowiek u Rodoredy pozostaje zawieszony między materią a przeczuciem transcendencji, do której nie otrzymuje dostępu. Ja jednak odnalazłam jej cień. Czy i Wy spróbujecie?
Mercè Rodoreda, Śmierć i wiosna, tłumaczyły Anna Sawicka i Magdalena Pabisiak, Marginesy 2026
