książki

Morze Wewnętrzne. Na wyciągnięcie ręki

Julia Wollner

Morze Śródziemne to nie tylko nazwa geograficzna. Pokazuje to zbiór esejów pod redakcją Marka Zagańczyka.

Z Warszawy nad Morze Śródziemne jest daleko. Od północnego Adriatyku, w linii prostej, dzieli nas około 900 kilometrów; aby dojechać samochodem do Triestu trzeba ich pokonać ponad tysiąc. Południowe Włochy czy Grecja oddalone są od polskiej stolicy o blisko 2 000 kilometrów. Jeśli ktoś mieszka na północy naszego kraju, ma do przebycia jeszcze drogę jeszcze dłuższą. Rzadko kiedy możliwe jest spontaniczne przedsięwzięcie takiej podróży.

Warto jednak pamiętać, że Morze Śródziemne nie bez kozery nazywane jest często Morzem Wewnętrznym. Oczywiście termin ten ma swoje znaczenie geograficzne: akwen ten prawie całkowicie otoczony jest lądami, a z oceanem łączą go jedynie wąskie cieśniny. Co więcej, od starożytności stanowił swoiste centrum świata, miejsce wymiany zarówno handlowej, jak i kulturowej. Do dziś określany jest „Morzem Środkowym” czy „Morzem Pomiędzy” w wielu językach: niemieckim (Mittelmer), fińskim (Välimeri) czy hebrajskim, gdzie nazywa się yam ha tichon.

Ale „Morze Wewnętrzne” znaczy także „Morze wewnątrz nas”. Udomowione, własne, stanowiące punkt odniesienia i osobisty środek mapy. Morze, którego brzeg jawi się jako bezpieczna przystań. Refugium, do którego wracamy pamięcią, którego szukamy i którego pragniemy. Rzymianie mówili o nim Mare Nostrum, dumni z faktu, że podlegało ich kontroli. Dla nas jest nasze, bo zamieszkane przez wspomnienia, wyobraźnię i marzenia. W takim ujęciu mamy je zawsze na wyciągnięcie ręki.

O Morzu Wewnętrznym pięknie opowiada wydana niedawno książka, w której zebrano teksty wielkich jego miłośników, wybrane przez wybitnego redaktora, pisarza i znawcę regionu – Marka Zagańczyka. Marai, Kazantzakis, Kawafis, Durrell, Fermor – oto twórcy, których eseje zgromadzono w tym wybornym tomie. Jak wyjawia Zagańczyk, inspiracją były dla niego prace Fernanda Braudela i spisane przez niego zdanie: Namiętnie pokochałem Śródziemnomorze, niewątpliwie dlatego, że przybyłem z Północy, jak tylu innych i po tylu innych. Słowa te – tłumaczy redaktor – skrywają miłość potrzebną, by widzieć więcej i patrzeć uważniej, i świadomość, że nigdy nie jest się jedynym, że zawsze idziemy większą grupą, po śladach tych, co byli przed nami.

Zawsze idziemy większą grupą… Jesteśmy razem. Nad Morzem Wewnętrznym możemy być sami, spotykając się z własnym „ja”, ale nigdy nie jesteśmy samotni.

Morze wewnętrzne, wielu autorów, wydawnictwo Czysty Warsztat, 2025