kultura styl życia

Rytuały przejścia w kulturze śródziemnomorskiej. Jak świętuje się życie od narodzin do śmierci?

Katarzyna Scalise-Rowińska

W kulturze śródziemnomorskiej rytuały przejścia nadawały sens zmianie i łączyły jednostkę ze wspólnotą. Jak wyglądały i w jaki sposób pomagały człowiekowi odnaleźć się pomiędzy tym, co było, a tym, co dopiero nadejdzie?

Dlaczego właściwie, spacerując po polnych drogach polskiej wsi, na każdym rozstaju czy miedzy napotykamy kapliczkę? Skąd ta potrzeba obsadzenia każdej wystającej skały w Grecji choćby najmniejszym kościółkiem? Gdyby nieco uprościć sprawy, można by te małe punkty kultu porównać do kamizelek ratunkowych w samolocie – niekoniecznie wiele pomogą, ale sama świadomość ich obecności daje pewną iluzję bezpieczeństwa w czasie podróży. Bo to właśnie podróż jest niebezpieczna w tradycyjnym społeczeństwie. Domowe pielesze chronią przed niepewnością losu, podczas gdy na horyzoncie każdej drogi czyha ryzyko. I oto w strategicznych miejscach, czy to polskiej wsi, czy greckiego wybrzeża, najczęściej na naturalnych granicach, z przezorności zapewniano obecność bóstwa, tak, aby chroniło przed tym, co nieznane. Przed tym, co za miedzą.

Tyle w wymiarze rzeczywistym, geograficznym. Każdy z nas ma do przejścia własną drogę, a na niej szereg trudnych zdarzeń. Ot, matura. Nikt w XXI wieku nie szczyci się przesądnością, ale któż obetnie włosy na tydzień przed egzaminem? Odrobina ostrożności jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Niepowodzenie na egzaminie dojrzałości cofa nas do dzieciństwa, odwleka zakończenie pewnego etapu, rozpoczęcie studiów lub pracy, wejście w dorosłość – oto doskonały przykład współczesnego rytuału przejścia. Są nimi także inne zmiany w życiu jednostki lub całej społeczności: narodziny i nadanie imienia, małżeństwo, śmierć i pogrzeb, czasem również wstąpienie w dorosłość, ale także karnawał czy powitanie odradzającej się na wiosnę natury. Metaforyczne kapliczki na rozstajach.

W krajach śródziemnomorskich, dzięki przesuwającym się granicom wpływów – greckich, rzymskich, arabskich; podbojom – bizantyńskim, weneckim, osmańskim; ale też silnemu przywiązaniu do tradycji, wszystkie te świąteczne okoliczności obrosły w liczne, ciekawe obyczaje, których przykładom przyjrzymy się poniżej. O ile w tekście nie jest wyraźnie zaznaczone, że mowa jest o starożytności, odnoszą się one do czasów nowożytnych. Niektóre z nich przetrwały do dziś, ale większość wygasła niestety wraz z ostatnim pokoleniem, którego życie toczyło się na śródziemnomorskiej wsi, czyli około pół wieku temu.

Wyspa Syros
Wyspa Syros


Narodziny

Narodziny i śmierć były dla starożytnych mieszkańców Śródziemnomorza czasem szczególnym, kiedy należało starannie zadbać o przychylność bóstw opiekuńczych. W przypadku przyjścia na świat do takiego podejścia przyczyniała się wysoka śmiertelność kobiet i noworodków. Strach budziła także obecność krwi – była ona uważana za nieczystą, tak jak i kobieta, która po porodzie musiała dokonać ablucji, aby móc wrócić do obcowania z innymi członkami społeczności, zwłaszcza mężczyznami. W starożytnych greckich domach ojciec nie mógł więc dotknąć noworodka ani jego matki bezpośrednio po porodzie. Od Mezopotamii po Rzym praktykowano też obyczaj starannego i ciasnego owijania maleństwa płótnem – źródeł tej praktyki upatruje się w Egipcie. Matka miała tam zawijać noworodka na kształt mumii, aby zmylić ewentualnie czające się w pobliżu demony. Podobnie do mumii wyglądał też bóg Ptah (jedynie jego głowa i ręce nie były okryte zwojem materiału) – potężne i pomocne bóstwo chroniące przed złem i wspomagające leczenie. W Grecji pięć dni po narodzinach ojciec brał noworodka na ręce i obiegał z nim dom, błagając bogów o opiekę, zaś Hestię prosząc o przyjęcie nowego członka rodziny. Był to też swego rodzaju akt uznania dziecka. Po kolejnych pięciu dniach rodzice wybierali dla dziecka imię, przy czym pierworodny syn dostawał zawsze imię dziadka ze strony ojca. Obyczaj ten do dziś praktykuje się w Grecji i południowych Włoszech. Synowie witani byli z wielką radością, jako dziedzice, którzy będą mogli zaopiekować się rodziną i pomnożyć jej bogactwo; narodziny dziewczynki z natury rzeczy nie cieszyły się podobnym entuzjastycznym przyjęciem. Zdarzało się, że porzucano je na uboczu w koszu, aby zginęły z przyczyn naturalnych lub by zaopiekował się nimi ktoś obcy.

Na początku porodu położne toczyły jajko po brzuchu rodzącej, aby ułatwić przyjście na świat dziecka

To przedkładanie synów nad córki również przetrwało wieki. W renesansowych Włoszech kobieta w połogu otrzymywała specjalną czarkę, na której dnie napisane było „chłopiec”; do dziś na Południu istnieje powiedzenie auguri ai figli maschi, czyli „obyś synów miała”, zaś w Grecji mały chłopiec obecny w trakcie ślubu ma przynieść szczęście młodej parze. Wydaje się też, że tradycje nowożytnej Grecji, choć chrześcijańskie, noszą pewne podobieństwo do tych starożytnych. Przykładowo, w Epirze żaden przedmiot pochodzący z pokoju młodej matki nie mógł znaleźć się na zewnątrz, zaś dziecko nie mogło opuścić domu, dopóki nie zostało pobłogosławione. Następowało to około 40. dnia jego życia; przedtem zaś jego matka musiała oczyścić się w źródle. I znów: chłopca błogosławiono po 42 dniach, wyrażając życzenie, aby urodził się kolejny; dziewczynkę zaś po 38, prosząc los, by wydarzenie to już się nie powtórzyło. Ciekawostką jest również, że na początku porodu położne oblewały rodzącą wodą lub toczyły po jej brzuchu jajko – zabiegi te miały zapewnić lekkie przyjście na świat potomka.

Kreta
Kreta


Małżeństwo

Niezwykle ważnym rytuałem w tradycyjnych społecznościach było zawarcie małżeństwa: młoda para zyskiwała zupełnie nowy status i rolę, a także otrzymywała do wypełnienia ważne zadanie – wydanie na świat potomka. Jak wiadomo, małżeństwa jeszcze do niedawna były aranżowane, zaś o wydaniu panny decydował jej ojciec wraz z przyszłym mężem. Nic dziwnego, że ślubowi – czy to w czasach starożytnych, czy późniejszych – towarzyszyła procesja z domu rodzinnego do siedziby męża. W starożytnej Grecji i Rzymie sama ceremonia nie miała aż tak dużego znaczenia jak dzisiaj, natomiast pewne jej elementy, jak chociażby posypywanie orzechami na szczęście, zachowały się do dziś w tej samej lub bardzo zbliżonej formie. W Grecji młoda narzeczona przed ślubem składała swoje dziecięce zabawki Artemidzie, co symbolizowało pożegnanie dzieciństwa.

Przyszli małżonkowie dokonywali rytualnego obmycia w rzece lub świętym źródle. Sama ceremonia miała trzy fazy: ojciec dziewczyny wystawiał ucztę, na której szczególnie ważne były placki posypane sezamem symbolizującym płodność. Nie będzie przesadą, jeśli nazwiemy je zaczątkiem tortu weselnego. Następnie procesja odprowadzała pannę młodą do nowego domie wiem, co u, gdzie miał miejsce obrzęd καταχύσματα (katachysmata), czyli wspomniane już obsypywanie panny młodej orzechami i suszonymi owocami. Następnego dnia młoda para przyjmowała prezenty w swojej nowej siedzibie. Chrześcijaństwo przyniosło obrządek kościelny, który w krajach rzymskokatolickich ma znajomą nam formę, podczas gdy w prawosławnej Grecji jest nieco odmienny. Do głównych symbolicznych gestów, które obejmuje, zaliczamy skrzyżowanie połączonych wstążką wianków nad głowami małżonków oraz trzykrotne obejście ołtarza, czyli tak zwany taniec Izajasza, któremu przewodniczy kapłan – za nim kroczy pan młody, a na końcu, symbolicznie i faktycznie prowadzona przez Boga i męża, w tej właśnie kolejności, panna młoda. Goście posypują głowy nowożeńców ryżem i κουφέτα (koufeta), co również nosi wspomnianą już nazwę katachysmata. Aby osłodzić nieco los małżonki, przyjęło się, że na koniec tego pochodu przydeptuje ona przez chwilę stopę mężczyzny.

W Grecji pannie młodej dawano do potrzymania małego chłopca – aby urodziła syna

Na greckim, ale też włoskim weselu, także dziś musi być obecne confetti, czyli wspomniane koufeta – migdały w białej cukrowej polewie, stanowiące również podarek dla gości zamknięty w paczuszce z koniecznie nieparzystą liczbą migdałów. Źródeł tej tradycji niektórzy upatrują we wczesnym, wiosennym kwitnieniu migdałowców nad Morzem Śródziemnym, co może kojarzyć się z nowym początkiem i płodnością. W czasach bizantyjskich oprócz migdałów wykorzystywano też inne orzechy, a także jabłka czy płatki róż. Skoro już o słodkościach mowa, warto wspomnieć o κουλουρόψωμα (koulouropsoma) czy πίττες (pittes) – dużych plackach, czasem w formie obwarzanka, którymi młoda para obdarowuje rodzinę małżonka. Najczęściej są one kunsztownie dekorowane wykonanymi z ciasta kwiatami, warkoczami, ptaszkami, gałązkami. Podobne ślubne wypieki pod nazwą is coccois spotkamy na Sardynii, zaś w południowych Włoszech wypieka się ciasteczka mostaccioli w formie wężyków, rybek i ptaków, wywodzące się z tradycji arabskich. Poza wypiekami, zawarciu małżeństwa towarzyszą także liczne podarunki z obu stron. W Hiszpanii i Grecji podarunki należały się ojcu panny młodej – mogły to być na przykład buty. W niektórych krajach obdarowywana była także narzeczona – w Grecji i na Sardynii teściowa oczekiwała na małżonków w progu domu i witała synową ziarnami, miodem lub narzędziami tkackimi, które miały symbolizować jej nową rolę. Najważniejszym zadaniem młodej małżonki było jednak urodzić syna. W Grecji dawano jej więc do rąk małego chłopca; co ważne, jego oboje rodzice musieli żyć i mieć się dobrze. Tego samego chłopczyka kładziono też na chwilę na łożu małżeńskim.

Kobieta miała przed sobą wiele wyzwań, jednak warto zaznaczyć, że i mąż miał jasno przypisaną rolę. Zobowiązywał się do zapewnienia jej dobrobytu – w Hiszpanii symbolizował to dar w postaci trzynastu monet, które dziś małżonkowie wymieniają między sobą; w Grecji monety wkładano do buta panny młodej jeszcze przed ceremonią. Oryginalnym obyczajem na południu Sardynii jest założenie przez pana młodego obrączki połączonej łańcuchem z pasem w talii oblubienicy. Wszystkie te zwyczaje miały zapewnić udaną przemianę dziewczyny w żonę i matkę, podkreślić jej przynależność do męża oraz ich wzajemne obowiązki względem siebie i społeczności.

Alicante
Alicante


Pogrzeb

Najwięcej uwagi i ostrożności wymagała ceremonia pogrzebowa. Do żyjących członków rodziny i miejscowości należało zapewnienie zmarłemu przejścia do świata pozagrobowego poprzez dopełnienie wszystkich ważnych elementów rytuału, w nadziei, że gdy przyjdzie kolej na nich, inni zrobią to samo. Dobrze znamy pierwsze starożytne elementy pochówku: początkowo w rejonach Bliskiego Wschodu pojawiały się przypadki pogrzebania wraz ze zmarłym jego rodziny lub służby, jednak bliższe nam kultury ograniczały się do wygodnego, choć samotnego odesłania bliskich w zaświaty. W Egipcie wierzono, że życie po śmierci nadal obejmuje wszelkie elementy materialne, stąd dbałość o zakonserwowanie ciała oraz bogate (w zależności od statusu zmarłego) wyposażenie grobów w różne przydatne przedmioty lub przynajmniej amulety wsuwane między zwoje płótna do mumifikacji. Funkcję amuletu pełnił też obol wkładany do ust zmarłego w Grecji, tak, by mógł nim opłacić przewóz przez Styks. Przejście ma więc w tym przypadku charakter niemal realny.

Duże znaczenie przywiązywane jest do godnego pochówku ciała, jak pamiętamy choćby z Antygony. Obmycie, owinięcie w całun, opłakanie i pochowanie zmarłego są etapami niezbędnymi do pogodzenia się z jego odejściem i symbolicznego odcięcia go od świata żywych – istotnego, bowiem należało zadbać, by zmarły nie powrócił. Bogatsi obywatele Grecji i Rzymu mogli pozwolić sobie na kosztowne posągi lub sarkofagi. Typowe groby w Grecji były natomiast wyznaczane przez pięknie rzeźbione stele, nieraz z wizerunkiem skrzydlatego geniusza lub postaci z zasłoniętą całunem twarzą. Bijący od nich zimny smutek znajdował swoje odzwierciedlenie w lamencie pogrzebowym – prastarym zwyczaju, który w niektórych miejscach przetrwał jeszcze do niedawna. Obecny już w tradycji bliskowschodniej i egipskiej, w klasycznej Grecji lament nabrał formy poetyckiej, uwieczniony w licznych tragediach i Iliadzie. Jak chór w dramacie, w rzeczywistości zmarłego opłakiwały, poza spokrewnionymi kobietami, wyspecjalizowane w swojej profesji płaczki; była to bowiem od starożytności domena kobiet. Swoją pieśń żałobną snuły one w domu, nad ciałem zmarłego. Towarzyszyły temu gwałtowne gesty, takie jak drapanie skóry, bicie się w piersi, rwanie włosów, darcie szat i rzucanie całym ciałem. Zwyczaj ten obowiązywał w tradycyjnych społecznościach nie tylko na terenach śródziemnomorskich, ale to właśnie tam przetrwał najdłużej. Miał on pogańskie korzenie, choć nie był związany z żadną konkretną religią i wykazywał zdumiewające podobieństwa na terenach od Afryki Północnej przez Hiszpanię, Włochy aż po Bliski Wschód. Kościół chrześcijański starał się go w miarę możliwości ograniczyć lub wytępić, szczególnie w czasie Wielkiej Inkwizycji. W Hiszpanii w XV wieku, obok innych tradycji, takich jak pozbycie się z domu, w którym nastąpiła śmierć, wszystkich naczyń ze stojącą wodą czy pochowanie ciała w nieoranej ziemi, kultywowali go pod nazwą endechas sefardyjscy Żydzi.

Opłakiwaniu zmarłego towarzyszyły gwałtowne gesty, takie jak drapanie skóry, bicie się w piersi, rwanie włosów, darcie szat i rzucanie całym ciałem

Rytuały te były zresztą identyczne u ludności hiszpańskiej wyznającej islam. Jeszcze do bardzo niedawna pieśni pogrzebowe były powszechne w Hiszpanii i we Włoszech, gdzie w każdym regionie płaczki mają swoją odrębną nazwę – w Apulii określa się je mianem chiangiamurti, w Lombardii piansune, zaś na Sardynii attittadoras. W Grecji lament pogrzebowy nosi nazwę μοιρολόια (moiroloia), dosłownie „opowieść o losie”. Jego treść – podobna na całym obszarze – odnosi się właśnie do nieustępliwości losu, czasem także do życia zmarłego i smutku pozostających osób, a emocje wahają się od gwałtownego buntu po rezygnację. Warto jednak pamiętać, że jest to ściśle rytualny obrządek, nie wyraża więc faktycznych uczuć uczestniczek, a jedynie czyni zadość odwiecznej tradycji. Opłakiwanie było pierwszym etapem rytu pogrzebowego, wiążącym zmarłego ze światem żywych. Mogło ono mieć miejsce w domu oraz podczas procesji pogrzebowej.

Okres przejściowy kończy się żałobą, w ramach której odprawia się modlitwy różańcowe lub wspominkowe i pali lampki na grobie. W starożytności w tym okresie na grób znoszono ofiary, szczególnie w formie jedzenia i libacji, które miały być przydatne zmarłemu na tym etapie. Do dziś w niektóre dni przeznaczone w Kościele do wspominania zmarłych kobiety przynoszą na mszę specjalną potrawę, κολύβα (koliva), okruszyny orzechów i ziaren z cukrem, mąką i granatem. W czasach chrystianizacji Kościół zamienił w ten sposób pogańskie ofiary na grobach na ofiarowanie strawy biednym. Po upływie konkretnej liczby dni, czasem wyznaczonej prawem, żałobę należało zakończyć, aby dać zmarłemu odejść.

Santorini
Santorini


Pory roku

Typowe rytuały przejścia to również obrządki towarzyszące wejściu w dorosłość, ale także święta niezwiązane z wydarzeniami osobistymi, a ze zmianą pór roku i cyklem natury. W świadomości starożytnych Greków i Rzymian zmiany pór roku wiązały się ze znanym mitem o Demeter i Persefonie, wedle którego Persefona porwana i poślubiona przez Hadesa spędza z nim połowę roku w podziemnym królestwie, podczas gdy osamotniona matka pogrążona jest w smutku i tęsknocie. Coroczny powrót Persefony na powierzchnię ziemi wyznacza nadejście wiosny i okres rozkwitu przyrody, a ponowne zejście do Hadesu – początek jesieni. Sam mit interpretowany jest także w kategoriach rytuału inicjacyjnego – Persefona jako młoda dziewczyna oddala się wraz z przyjaciółkami, a w trakcie zabawy porywa ją bóg, którego następnie poślubi. Widać tu typowe cechy rytuału przejścia: oddalenie, zmianę i nowy status. Tymczasem jej wiosenno-jesienne wędrówki między światłem a cieniem świętowane były między innymi podczas Misteriów Eleuzyńskich w pobliżu Aten.

Na wiosnę nad brzegiem rzeki Ilissos odbywały się tak zwane Misteria Mniejsze. Oczyszczeni w nich kandydaci do inicjacji mogli uczestniczyć w jesiennych Wielkich Misteriach rozgrywających się w Eleuzynie. Ten jeden z najważniejszych festiwali ateńskich okryty jest mgiełką tajemnicy, jako że jego uczestnicy zobowiązani byli do jej zachowania; znamy jednak pewne jego elementy. Wiadomo, że uczestnicy, na wzór matki-Demeter, pościli, przechodzili z procesją darów Ιερά Οδός, Świętą Drogą z Aten do Eleuzyny (do dziś ten ruchliwy trakt komunikacyjny nosi tę samą nazwę), po czym, kończąc post, pili specjalny napój, κυκεών (kykeon). Sugeruje się, że składały się nań substancje halucynogenne dodane do powszechnie spożywanej mieszanki wody z owsem.

Każdy, kto przeszedł inicjację w Eleuzynie, miał z pogodą ducha spoglądać na cykl ludzkiego życia i bez lęku oczekiwać ostatniej chwili

Ostatnia i najważniejsza część misteriów odbywała się w budynku zwanym Telesterionem, a kto przekraczał jego próg, nie mógł pod żadnym pozorem wyjawić, czego tu doświadczył. Przypuszcza się, że odgrywano tam mit o śmierci i odrodzeniu, w którym być może uczestniczyła część widowni; być może istniał też jakiś indywidualny rytuał wtajemniczenia oraz przekazywano wiedzę z zakresu prac rolniczych, jakkolwiek przyziemnie by to nie brzmiało. Każdy, kto przeszedł inicjację w Eleuzynie, miał z pogodą ducha spoglądać na cykl ludzkiego życia i bez lęku oczekiwać ostatniej chwili. Tradycja i znaczenie misteriów były tak duże, że nawet, gdy w IV wieku n.e. zostały one ostatecznie zakazane przez cesarza Teodozjusza – jako przeszkoda w szerzeniu nauk chrześcijańskich – przez jakiś czas ich celebracja była potajemnie kontynuowana.

Rytuały przejścia stanowiły swego rodzaju korytarze między kolejnymi etapami życia tradycyjnej społeczności, w której każdy miał swoją wyraźnie określoną funkcję. Odgrywały także rolę integracyjną i wzmacniającą wspólnoty, których życie społeczne ograniczało się do danej wsi. Dziś z dawnej codzienności pozostaje nam tylko pocztówkowy folklor, najczęściej wyceniony pod turystę i nie mający nic wspólnego z faktycznym trybem życia. Dlatego też, podróżując po Śródziemnomorzu, warto pytać – najlepiej siedzące pod domami starsze kobiety. O to, co było, bo ich dzieci już nam tego nie powiedzą.