kultura książki

Z miłości do piękna. Kilka słów o włoskiej ilustracji dla dzieci

Początek XX wieku to okres, w którym dokonują się najważniejsze zmiany w estetyce włoskiej ilustracji dla najmłodszych. Wiele z nich zawdzięczamy postaci Attilia Mussina, który kategorycznie odżegnuje się od pedagogicznej ostrożności właściwej większości jego poprzedników. Rysunki turyńskiego artysty cechują wyraziste kontury, umiłowanie do ciemnych barw i podkreślone kontrasty, a także, jeśli nie przede wszystkim, przełamanie obowiązujących schematów narracyjnych.

Proces usamodzielniania się ilustracji dla dzieci, który doprowadzi do jej pełnej autonomii, rozpoczyna się we Włoszech pod koniec XIX wieku. W myśl przesłania educare, dilettando („uczyć, bawiąc”) rysunek przestaje być postrzegany jako rozpraszający uwagę czytelnika dodatek do tekstu i staje się wartością samą w sobie. Odchodzi się od ilustracji opisowej, czyli ściśle podporządkowanej narracji tekstowej, na rzecz ilustracji interpretacyjnej, stanowiącej twórczy, estetyczny komentarz wydobywający istotną treść utworu. Artyści przełomu wieków coraz częściej rezygnują ze stylu werystycznego – właściwego Enrico Mazzantiemu, pierwszemu ilustratorowi Pinokia – skłaniając się ku rozwiązaniom bliskim secesji.

Pinokio Enrica Mazzantiego
Pinokio Enrica Mazzantiego

Rozwojowi ilustracji we Włoszech sprzyjają narodziny pisemek dla najmłodszych, najpierw, w 1906 roku, „Il giornalino della Domenica”, a dwa lata później „Il Corriere dei Piccoli”, zwanemu „Il Corrierino”. Pierwszemu z nich, wyróżniającemu się niezwykłymi okładkami najznamienitszych twórców epoki, zawdzięczamy promocję ilustracji dla dzieci jako narzędzia kształtującego wrażliwość estetyczną, drugiemu – rozwój przywiezionej zza oceanu mody na komiks.

W książkach ilustracja staje się jednym z elementów tworzących harmonijną całość plastyczną dzieła i wpływającym na jego atrakcyjność. Stąd niezwykła dbałość o szatę graficzną, od starannie przygotowanej okładki po bogatą ornamentykę wewnętrzną. Jest to szczególnie ważne w dobie szerzącego się wówczas (sic!) kryzysu książki, spowodowanego między innymi przez największą konkurencję czytelnictwa – kinematograf. Wykonanie ilustracji zleca się najwybitniejszym artystom-plastykom, rysunkiem parają się też sami – dodajmy znakomici – autorzy książek, tacy jak Vamba (Luigi Bertelli) czy Yambo (Enrico Novelli). Wydawcami kierują jednak nie tylko pobudki komercyjne: nadrzędnym, deklarowanym celem tego rodzaju publikacji staje się educare all’amore del bello („wychowanie do umiłowania piękna”).

Okładka autorstwa Sergia Tofano.
Okładka autorstwa Sergia Tofano

Lista znamienitych twórców tego okresu jest imponująco długa; poczesne miejsce zajmują na niej takie sławy jak: Carlo Chiostri, Attilio Mussino, Filiberto Scarpelli, Sergio Tofano, Antonio Rubino, Ugo Finozzi, Ezio Anichini, Umberto Brunelleschi czy Giuseppe Biasi, żeby wymienić tylko niektórych. Jako że nie sposób opowiedzieć o wszystkich, chciałabym poświęcić kilka słów chociaż jednemu, popularnemu do dziś twórcy tej epoki, którego dzieła ukształtowały wiele pokoleń młodych włoskich czytelników.

Urodzony w 1878 roku w Turynie Attilio Mussino jest jednym z nielicznych włoskich ilustratorów dla dzieci rozpoznawanych poza wąskim kręgiem specjalistów. To właśnie jemu zawdzięczamy zmiany w estetyce ilustracji dla najmłodszych. Mussino kategorycznie odżegnuje się od pedagogicznej ostrożności właściwej większości XIX-wiecznych twórców. Jego rysunki cechują wyraziste kontury, umiłowanie do ciemnych barw, podkreślone kontrasty. Z jednej strony ilustracje są obliczone na całkowitą zrozumiałość, brak w nich jakichkolwiek, charakterystycznych dla secesji, niedomówień, z drugiej – daleko im do realizmu czy precyzji właściwej fotografii. Mussino wydaje się spadkobiercą grupy francuskich rysowników dziennika satyrycznego „L’assiette au beurre”, popularnego i znanego również we Włoszech. Silny wpływ na jego twórczość wywierają również rodzimi satyrycy, Gabriele Galantara oraz Giuseppe Scalarini, a także Winsor McCay, autor komiksu Mały Nemo w Krainie Snów. Nie bez znaczenia pozostaje fakt studenckiej współpracy Mussina z włoskimi dziennikami satyrycznymi „La Luna”, „Il Fischietto” i „Il Pasquino”.

 

Autoportret A. Mussina
Autoportret A. Mussina

Przedstawiona przez artystę rzeczywistość jest często ukazywana w krzywym zwierciadle, wolna od wpływów i panujących uwarunkowań. Mussino chętnie bowiem przełamuje obowiązujące schematy narracyjne: wnika w historię swoich bohaterów, żeby wydobyć z niej wszystkie możliwe i najbardziej odległe skojarzenia, za każdym razem stwarzając niemal nową postać. Najlepszym tego przykładem jest ponad czterysta ilustracji wykonanych na życzenie Enrico Bemporada do nowego, luksusowego wydania Pinokia z 1911 roku. To dzięki tej książce – nagrodzonej w tym samym roku złotym medalem na Wystawie światowej w Turynie – artysta osiągnie szeroką sławę, stając się jednym z najbardziej rozchwytywanych twórców tamtych czasów. Mussino – trzeci po Mazzantim i Chiostrim ilustrator przygód pajacyka – po raz pierwszy przedstawia Pinokia w kolorach. Rysunki cechuje spora doza typowej dla artysty teatralności oraz karykaturalności, a także wyrazista kolorystyka. Stworzony przez niego bohater niemal natychmiast przenika do świadomości zbiorowej, stając się swego rodzaju ikoną: o popularności ilustracji, reprodukowanych nie tylko w książkach, ale też na pocztówkach i w reklamach, mogą świadczyć choćby liczne próby plagiatu.

Sława Mussina nie ogranicza się jednak jedynie do historii drewnianego pajaca. Artysta, którego rysunki zdobiły także utwory innych klasyków, takich jak Swift czy Twain, jest dziś znany również jako autor ilustrowanych historyjek publikowanych w odcinkach na łamach prasy. Jego Bilbolbula – stworzonego kilka lat przed słynnym wydaniem Pinokia i ukazującego od 27 grudnia 1908 roku, czyli od początku istnienia „Il Corriere dei Piccoli” – uznaje się obecnie za pierwszy włoski komiks.

Tytułowy bohater cyklu Mussina – psotny ciemnoskóry chłopiec z Afryki – nie stroni od wybryków, za co zawsze spotyka go kara. Jego cechą charakterystyczną jest to, że dosłownie wciela każdą metaforę, która przychodzi do głowy autorowi, czasem wyłącznie dla potrzeb rymu. Bilbolbulowi opadają więc ręce, dwoi się i troi, czerwienieje ze wstydu lub zielenieje ze złości. I choć efekty tych zabiegów dzieciom musiały wydawać się raczej przerażające niż zabawne (łatwo można sobie wyobrazić rodziców, którzy straszyli nimi swoje pociechy), poczynania artysty zdają się mieć dużo głębszy sens. Bezlitosne traktowanie bohatera w rytm zmieniających metafor to przecież nic innego, jak tylko kolejna próba inteligentnego podkopania podwalin „starego” świata – tym razem poprzez zakwestionowanie zakorzenionych w nim zwyczajów językowych, na których opiera on swoją pozorną pewność i siłę.

Bieżący temat

Kolory

Wszystkie barwy Południa – do oglądania, słuchania, wąchania i smakowania.


kalendarz wpisów