aktualności

Andrà tutto bene

Za oknem oślepiające słońce, kwitną glicynie, drzewa brzoskwini i jabłonie. Chciałoby się opalać, ale śródziemnomorskie plaże są puste. Wstęp surowo wzbroniony.

Warunki kryzysowe u jednych wyzwalają szlachetność, u drugich – wręcz przeciwnie, bez względu na pochodzenie. Włosi, w tym oczywiście lekarze, wykonują bohaterską pracę, ale niektórym dzieje się krzywda, gdy syci, zdrowi i bezpieczni muszą chwilowo zmienić przyzwyczajenia zamiast podkulić ogon i dziękować Bogu, że nic im nie dolega. Pewnie, łatwo nie jest. Za oknem oślepiające słońce, kwitną glicynie, drzewa brzoskwini i jabłonie. Można by się już opalać, ale śródziemnomorskie plaże są puste, wstęp surowo wzbroniony. Wybuchła wiosna, a my oglądamy ją przez szybę, w najlepszym przypadku z tarasu lub ogródka. Oddajemy się domowy porządkom, hobby, lekturze, odcięci od naturalnego światła, ciepła i zapachu powietrza. Normalnie energię czerpiemy z przyrody, z kontaktów z innymi ludźmi. Rzeczywistość rozkwita w spotkaniu – pisała kiedyś Anna Janko. Dziś bliskość jest zakazana.

Kolejny weekend i puste ulice. – Damy radę! Będzie dobrze! – dodajemy sobie nawzajem otuchy, ale sytuacja jest bez precedensu i nie bardzo wiadomo, jak się zachować. Taki stan ogólnego zagrożenia Włochy przeżywają po raz pierwszy od czasu Czerwonych Brygad. Najpierw wszelkie ostrzeżenia przyjmują z niedowierzaniem, ale gdy liczba zakażonych rośnie, powoli dociera, że to już nie przelewki. Moment jest dramatyczny. Śmiertelność we Włoszech jest wyższa niż we wszystkich pozostałych krajach, z Chinami włącznie, lekarze zaczynają podejrzewać, że przyczyną może być czynnik genetyczny, ale to tylko jedna z wielu hipotez i niewiadomych. Zmarło przeszło 6 000 osób, jest ponad 60 000 zarażonych. Co prawda od dwóch dni nieśmiało śledzimy malejące liczby, ale okoliczności są ciągle absolutnie wyjątkowe. Ważne, abyśmy nadal nie wychodzili z domów.

Mediolan, marzec 2020 r., fot. Mick De Paola

Znakomita większość społeczeństwa zachowuje się odpowiedzialnie, ale, podobnie do innych krajów, po ulicach włóczy się jeszcze kilka procent imbecyli, jak pisze dziennikarz Gianni Mura. I tak przyłapano policjanta, który tłumaczył się, że wracał od… kochanki. Pewnie liczył na męską solidarność ze strony współbraci, ale się przeliczył, dostał karę i zyskał niemal międzynarodowy rozgłos. Jakiś chłopak na głodzie oświadczył, że wyszedł po narkotyki. Lekarz z miejscowości Castellaneta chory na koronawirusa zaraził siedmiu kolegów. Nie przyznał się do objawów i nie zachował podstawowych procedur, a kiedy źle się poczuł, udał się bezpośrednio na pogotowie, mimo, że od tygodni apeluje się, by tego nie robić. Starsi panowie uprawiający jogging w miejskim parku, mimo monitów i apeli, nadal trenują grupie; gdy zatrzymuje ich patrol, zaczyna się dyskusja. – To nie my stanowimy problem. Przecież pracują jeszcze fabryki, ludzie się ze sobą stykają… – próbuje mędrkować jeden z nich. Na szczęście policjanci szybko ucinają rozmowę.

Kwitnie politykierstwo i gadulstwo – znowu, jak w każdym kraju. Każdy ma swoją opinię i święte prawo do jej wyrażania. Wielu chciałoby radykalnych posunięć, postuluje, by wszystko pozamykać. Inni obawiają się, że, gdy sytuacja się unormuje, okaże się, że gospodarka leży w gruzach i rzesze Włochów znajdą się na bruku. Rząd szuka konsensusu, choć półśrodkami celu chyba nie osiągnie. Nie chce wprowadzać zbyt drastycznych posunięć, by nie naruszyć podstawowych praw obywatelskich. – Nie czas na pytania o wolność, kiedy trzeba ratować ludzkie życie – ripostuje profesor prawa Gustavo Zagrebelsky, który w posunięciach rządu nie widzi żadnych zagrożeń dla demokracji, a premier Conte i gubernatorzy poszczególnych regionów wprowadzają kolejne obostrzenia. W sobotę wszyscy czekają na specjalne wystąpienie premiera. Rząd po rozmowach ze związkami zawodowymi postanawia zamknąć również zakłady pracy, które w tym momencie nie są niezbędne do przetrwania. Zostanie zapewniona żywność, leki, środki czystości i usługi finansowe. Można poruszać się tylko w promieniu 200 metrów od miejsca zamieszkania, robić zakupy jedynie w najbliższych sklepach, psy wyprowadzać na krótko, na czas konieczny do załatwienia potrzeby.

 

Ilustracja stworzona przez Czytelniczki Lente: Aneta Koszowska, która uczy się od kilku lat włoskiego, wymyśliła tekst, a jej przyjaciółka artystka Ania Gardawska przygotowała grafikę

Pozbawiony zwykłej codzienności naród jednoczy się więc w sieci i na balkonach, śpiewa, wywiesza flagi narodowe, maluje tęcze, urządza flash moby i kolacje on line, kombinuje, jak zabić nudę. Niestety w Lombardii, a przede wszystkim w Bergamo, rozgrywa się tragedia. Ktoś robi zdjęcie długiej kolumny wojskowych samochodów, która wywozi z miasta ciała ofiar koronawirusa. Wrażenie jest piorunujące. Szpaler ciężarówek opuszcza w ciszy opustoszałe miasto. Satyryk Rosario Fiorello zwraca się do wszystkich z apelem: – Przestańcie się wreszcie wygłupiać, śpiewać i grać na balkonach! Zmarłym i ich rodzinom należy się cisza i szacunek. Powinniśmy zachować trzy dni żałoby narodowej.

Śledzimy z niepokojem liczby, nie zawsze pamiętając, że za każdą kryje się czyjaś dramatyczna historia i  trudne emocje. Zdarza się, że w niektórych rodzinach umiera więcej niż jedna osoba. Wirus zabrał już kilkunastu lekarzy i kilku księży. Wszyscy odchodzą w samotności – ze względu na ryzyko zarażenia nikt z bliskich nie może im towarzyszyć. Parę dni temu ktoś sprezentował służbom medycznym dwadzieścia komputerów, aby przez Skype umożliwić umierającym kontakt z rodziną, by chociaż w ten sposób mogli się pożegnać. Czuwający w kościele ojciec Aquilino Apassiti przybliża do trumien telefon, przez który najbliżsi modlą się za zmarłych. Dziwny i wzruszający to czas. Wraz z rozwojem informatyki powoli oddalaliśmy się od siebie, zaabsorbowani ekranem komputera i telefonu. A teraz została tylko zimna elektronika.

Ostatnio wiele państw krytykowało Włochy za brak reakcji na ekspansję wirusa, dziś trudno jednak przecenić bohaterstwo włoskiego personelu medycznego i ludzi zaangażowanych w walkę z chorobą. Teraz wszystkie kraje europejskie korzystają z tutejszych doświadczeń. Czas pokazał, że w warunkach pandemii wszyscy są tak samo nieprzygotowani, podobni, równi. W Stanach Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii – by tylko pozostać przy niektórych przykładach – wszyscy są tak samo bezbronni i bezradni. Chłodny pragmatyzm Donalda Trumpa czy realizm Borisa Johnsona przyprawia o dreszcze. Po dwóch tygodniach kwarantanny Włosi odnoszą już pierwsze zwycięstwa, a ja jestem dumna, że należę również do tego narodu, płaczę i śmieję się razem z nimi. Będzie dobrze, andrà tutto bene. Ważne, żeby nie odpuszczać.