Klara i Luna. Śladami Orfeusza Katarzyny Marciniak. Jak oswoić przemijanie?
Julia WollnerCzy mitologia grecka może pomóc oswoić temat śmierci i żałoby? W książce Klara i Luna. Śladami Orfeusza Katarzyna Marciniak sięga po mit o legendarnym muzyku i jego żonie Eurydyce, by opowiedzieć o bólu straty i sile pamięci.
Książka Katarzyny Marciniak Klara i Luna. Śladami Orfeusza ukazała się pod honorowym patronatem magazynu „Lente”.
Temat przemijania jest dla mnie wyjątkowo trudny – od zawsze. Nie pomogły tu lata psychoterapii, wiele mądrych lektur ani życiowe doświadczenie. Niczego nie boję się bardziej niż rozstania z bliskimi; nie do końca wiem też, jak rozmawiać o odchodzeniu z dziećmi. Może dlatego najnowsza książka Katarzyny Marciniak, Klara i Luna. Śladami Orfeusza, jest dla mnie nie tylko źródłem wzruszenia. Przede wszystkim jestem za nią głęboko wdzięczna. Pozwoliła mi ona bowiem spojrzeć na sprawy ostateczne przez pryzmat ukochanej mitologii i podsunęła myśl, by rozmawiać o nich językiem dawnych śródziemnomorskich opowieści.
Autorka, na co dzień badaczka starożytnych mitów oraz dyrektorka Ośrodka Badań nad Tradycją Antyczną, opowiada historię, którą na pewnym etapie życia przeżyło lub przeżyje wielu z nas. Oto odchodzi najwierniejszy towarzysz codzienności: ukochane zwierzę. Klara, mała bohaterka książki, nie chce pogodzić się z rozstaniem z suczką Luną. Przypomniawszy sobie mit o Orfeuszu, który zszedł do krainy umarłych po swoją żonę Eurydykę, postanawia podążyć jego drogą, z nadzieją, że uda jej się odnaleźć czworonożną przyjaciółkę. Wejście do Hadesu znajduje w starej szafie dziadka…

Katarzyna Marciniak, prowadząc swoją bohaterkę przez antyczne zaświaty, pokazuje młodemu czytelnikowi, że w życiu nie wszystko można zmienić i odwrócić, ale pamięć, miłość i wspomnienie wspólnie spędzonych chwil zostają z nami na zawsze. Jej opowieść wyraża głębokie przekonanie, że starożytne historie mogą pomagać stawiać czoła wyzwaniom zupełnie współczesnego odbiorcy. – Mit Orfeusza i Eurydyki pokazuje, że w nasze życie wpisana jest utrata bliskich, uniwersalizuje cierpienie i daje nam poczucie wspólnoty. Kluczowe było dla mnie, żeby przekazać młodym czytelnikom prawdę – nawet jeśli prawda wymaga od nas, dorosłych, przyznania, że sami czasem nie rozumiemy porządku świata – podkreśla autorka. Mit staje się więc bezpiecznym językiem rozmowy o tęsknocie, żałobie i akceptowaniu tego, na co nie mamy wpływu. Na końcu książki czeka na czytelników słowniczek, który objaśnia ważne postaci i motywy, więc rodzic nie musi być ekspertem od mitologii, by zacząć taką rozmowę.

Choć tytuł i fabuła skupiają się na rozstaniu z pupilem, nie jest to jedyne odejście, z którym oswaja opowiedziana książka Marciniak. W narrację włączony został także wątek śmierci osoby dorosłej, w tym przypadku dziadka, z którą nie potrafi pogodzić się babcia Klary. Wsparcie wnuczki i przeżyte przez nią niezwykłe przygody pozwalają jej jednak odzyskać nadzieję, którą podczas lektury karmi się także czytelnik, bez względu na wiek. Według wydawcy Klara i Luna skierowana jest do dzieci od 9 roku życia, jednak stanowi także doskonałą lekturę dla osób dorosłych. Ja, mimo że 9. urodziny obchodziłam już trzydzieści kilka lat temu, opowieść Katarzyny Marciniak przeczytałam ze ściśniętym gardłem, ale także z ogromnym zainteresowaniem. Fabuła książki świadczy nie tylko o wrażliwości autorki – zachwyca także jej bujna, nieskrępowana wyobraźnia, której przykładem jest już samo przejście do świata umarłych ukryte w starej, ciemnej szafie.

Dorosły odbiorca doceni liczne odniesienia do źródeł starożytnych i późniejszych tekstów kultury, od Dantego po Szekspira i Goethego. Ich znajomość nie jest konieczna do zrozumienia opowieści, jednak odkrywanie ukrytych aluzji przypominać może pasjonującą zabawę i dodatkowo uatrakcyjnić lekturę. Stanowi także okazję do przybliżenia ważnych dzieł literackich dzieciom. Tekst ilustrują prace Matyldy Tracewskiej, urzekające delikatnością barw i nawiązaniami do starożytności, zwłaszcza wzorami kojarzącymi się ze śródziemnomorskim marmurem. Ilustracje mają też osobisty wymiar: pierwowzorem Luny stała się suczka artystki, która nosi to samo imię.
Mit o Orfeuszu i Eurydyce nie należał nigdy do moich ulubionych; nie poświęcałam mu myśli ani uwagi. Katarzyna Marciniak pokazała mi, jak wiele nauki może kryć się w opowieściach, które dobrze znamy; przypomniała, że ta wiekowa historia uczy wdzięczności przez kontrast. Orfeusz, syn muzy Kalliope, dostaje od bogów niemożliwe, bo udaje mu się zejść do Hadesu i na krótką chwilę odzyskać Eurydykę. Jednak gdy pod koniec wędrówki nieopatrznie się odwraca, traci ukochaną na zawsze. My, zwykli śmiertelnicy, nie będziemy mieli nawet takiej szansy, a wspólne chwile z bliskimi musimy doceniać uważnie, tu, na Ziemi. A jednak mit o legendarnym śpiewaku nie kończy się samą goryczą. Pieśń Orfeusza, która poruszyła nawet władców podziemi, pokazuje, że miłość i pamięć o tym, co dobre, trwają mimo straty. Podobną myśl niesie książka Katarzyny Marciniak. Nie wiem, czy na zawsze ukoi mój nieustanny lęk przed rozstaniem, ale jestem wdzięczna, że znalazłam w niej choć odrobinę wytchnienia.
Katarzyna Marciniak, Klara i Luna. Śladami Orfeusza, zilustrowała Matylda Tracewska, Zielona Sowa 2026
