Syn nikogo Yanna Martela. Jesteśmy przypisem do wielkiej historii
Julia WollnerSyn nikogo Yanna Martela jest nietypowym retellingiem Iliady Homera. Antyczny epos o wojnie trojańskiej spotyka się w nim ze współczesną opowieścią o badaczu, który wyjeżdża z domu na stypendium, a całość każe zastanowić się nad kwestią ludzkich ambicji, cierpienia i pamięci.
Materiał powstał w ramach płatnej współpracy z wydawnictwem Albatros.
Najnowsza książka Yanna Martela, kanadyjskiego pisarza, autora głośnego Życia Pi, to oryginalny i nietypowy retelling historii opowiedzianej w Iliadzie Homera. Martel również zabiera nas pod Troję, jednak nie interesują go Achilles, Hektor czy Agamemnon. Jego bohaterem jest niejaki Psoas – zwyczajny żołnierz, tytułowy „syn nikogo”. Miłośnicy mitologii dostrzegą w tytule echo pseudonimu, którym Odyseusz oszukał cyklopa Polifema. O ile jednak „Nikt” był podstępem sprytnego herosa, o tyle „syn nikogo” jest wyrokiem na człowieka bez koneksji i nazwiska, który staje się anonimową ofiarą wielkiej historii. Losy żołnierza zostają zestawione z opowieścią o kanadyjskim badaczu, który również opuszcza dom, żonę i siedmioletnią córkę, by wyjechać na stypendium do Oksfordu. Mamy tu więc dwa plany czasowe – świat wojny trojańskiej i współczesność – oraz dwa splatające się życiorysy mężczyzn, Psoasa i Harlowa, oddalających się od rodziny. Jeden czyni to z powodu wojny, drugi z powodu ambicji. Obaj muszą zmierzyć się z pytaniem, czy dom, do którego wrócą, będzie jeszcze tym, który opuścili.

Epos czy powieść?
Oryginalność książki Martela nie sprowadza się jedynie do zestawienia dwóch równorzędnych historii czy radykalnego przesunięcia perspektywy z herosów na zwykłego człowieka. Tekst wymyka się także klasyfikacjom gatunkowym, a nawet graficznym. Zarówno w wydaniu anglojęzycznym, jak i polskim, w górnej części strony czytamy Psoadę – poemat o Psoasie, stylizowany na antyczny epos. Pod nią rozciągają się obszerne przypisy współczesnego badacza, które stopniowo nabierają cech powieści.

Życie na marginesie
Umiejscowienie długiej poziomej linii w połowie strony wydaje się jednak nie tylko rozwiązaniem graficznym, ale i posunięciem o wieloznacznej symbolice. Nie jest to wyłącznie sposób na rozdzielenie planów czasowych, ale i zadanie czytelnikowi ważnych pytań. Przypis uchodzi zwykle za coś podrzędnego: tekst zapisany mniejszą czcionką, często zupełnie pomijany w lekturze. U Martela w przypisach rozgrywa się dramat ludzkiego życia. Czy jest ono podrzędne wobec wielkiej historii? Czy fakt, że nie jesteśmy herosami, nie decydujemy o losach świata i rzadko kiedy zapisujemy się w pamięci całych pokoleń sprawia, że nasza opowieść ma mniejszą wartość? Epickie losy Psoasa – syna nikogo – zdają się temu przeczyć.

Pytanie o wielkość
A gdyby tak spojrzeć na przypis nie jako na marginalny zapisek, ale tekst, który polemizuje z tekstem głównym, podważa jego autorytet, odsłania przemilczany kontekst? Książkę Martela możemy interpretować także w ten sposób. Na górze strony mamy wielką historię: Troję, wojnę, śmierć, słynnych wojowników. Na dole: przerwane życie rodzinne, niespełnione akademickie ambicje, małżeńskie pretensje i tęsknotę za domem. W takim układzie przypis przestaje komentować wielką historię – zaczyna kwestionować wielkość jako miarę wartości życia. Czy cierpienie człowieka oddzielonego od własnego dziecka jest mniej dotkliwe niż cierpienie bohatera epopei? Jeśli nie, to ani czyn, ani rozmach, ani miejsce w dziejach nie mogą rozstrzygać o tym, czyje życie się liczy.
Harlow próbuje wydobyć z zapomnienia los zwykłego żołnierza, przywrócić mu należne miejsce w dziejach, tymczasem jego własna, pozornie nieistotna historia okazuje się równie tragiczna. Oba teksty wzajemnie nadają sobie znaczenie. Psoada potrzebuje przypisów Harlowa, bo to dzięki nim odkrywamy, że wojna trojańska nie jest zamkniętym rozdziałem przeszłości: trwa w naszych ambicjach, konfliktach, wyborach i stratach. Przypisy zaś potrzebują Psoady, ponieważ dopiero w zestawieniu z eposem prywatny dramat może zyskać uniwersalny wymiar.

Bogowie i ludzie
Autor każe nam zastanowić się także nad kwestią losu, nad odpowiedzialnością za własne czyny i siłą wyższą. W Iliadzie bogowie nieustannie ingerują w ludzkie sprawy. U Martela schodzą na dalszy plan, a winę za cierpienie ponosi przede wszystkim człowiek. To on, a nie bogowie, potrafi zgotować drugiemu piekło, bez względu na to, czy jest władcą, wojownikiem, szeregowym żołnierzem czy badaczem pracującym w zaciszu biblioteki.
Boskość jednak nie znika. Jedna z najbardziej przejmujących scen Psoady rozgrywa się w krainie umarłych, gdzie nad śmiercią niewinnego dziecka płacze sam Hades, pan życia i śmierci. Homeryccy bogowie też bywają poruszeni cierpieniem – w Iliadzie Zeus płacze nad losem swojego syna Sarpedona, mającego zginąć z ręki Patroklosa. Płacz ten zwykle dotyczy jednak ich ulubieńców i nie zmienia biegu zdarzeń. Hades Martela płacze nad losem zwykłego, niewinnego człowieka – nietrudno tu o skojarzenie z chrześcijańską wizją Boga uczestniczącego w ludzkim cierpieniu.

Odwrócenie porządku
Najważniejszą chyba cechą książki Martela jest odwrócenie porządków: społecznego, literackiego i boskiego. Oto skromny żołnierz zajmuje miejsce herosów, a przypisy okazują się równie istotne jak tekst główny. Człowiek przejmuje od bogów odpowiedzialność za cudze cierpienie, podczas gdy bóg współczuje zwykłemu człowiekowi. Autor zdaje się w ten sposób przekonywać, że wartość ludzkiego istnienia nie zależy od miejsca zajmowanego w hierarchii, a nawet najbardziej niepozorne życie może zmienić sens wielkiej opowieści. Wartość ta nie tkwi jednak z wyjątkowości, lecz w sile wspólnoty: przypis jest ważny nie mimo, lecz dzięki temu, że powtarza doświadczenie innych.
Książka Yanna Martela okazała się dla mnie źródłem głębokiej refleksji – nad życiem, religią, obowiązkiem, ale też nad funkcją literatury. Czy myśl o tym, że moja historia jest tylko drobnym przypisem do innych, sprawia, że czuję się mniej istotna, mniej ważna, mniej widoczna? Wręcz odwrotnie. Od tysięcy lat ludzie kochają, zdradzają, zazdroszczą, opuszczają bliskich, cierpią po stracie dzieci, marzą o sławie i boją się śmierci. Zmieniają się dekoracje – ustroje, języki, religie i obyczaje, jednak ludzkie doświadczenie pozostaje takie samo. To, co dotyka dziś mnie, dotykało już wielu przede mną. Znajduję w tej myśli ogromną pociechę: mój ból ktoś ze mną dzielił, moje lęki nie są wyjątkowe, a pragnienia nie należą tylko do mnie. Literatura pozwala mi usłyszeć głosy tych, którzy byli tu przede mną, i rozpoznać w ich historiach własną. Przypomina, że choć każde życie pisane jest osobno, wszyscy jesteśmy częścią tej samej wielkiej opowieści.
Yann Martel, Syn nikogo, tłumaczyła Magdalena Słysz, Albatros 2026
