kultura sztuki piękne

Ładna, ale nudna. O Jeanne Hébuterne i Amedeo Modiglianim

Pociągła twarz, łabędzia szyja, wydatny nos, a do tego puste oczy w kształcie migdałów – tak malować mógł tylko Amedeo Modigliani (1884–1920), urodzony we włoskim Livorno najbardziej charakterystyczny bon vivant i przedstawiciel paryskiej bohemy początku XX wieku. Niedoceniany za życia, po śmierci zyskuje rozgłos i uznanie warte dziesiątki milionów euro – a wszystko to za sprawą gorzkiej miłosnej historii.

Jej drugą bohaterką jest krucha, spokojna, często zatopiona w melancholii dziewczyna: Jeanne Hébuterne – chude i bladolice stworzenie z wiecznie podkrążonymi oczami i ustami nieskorymi do uśmiechu. Ma wspaniałe, gęste, ciemnokasztanowe włosy, które czesze z przedziałkiem pośrodku głowy i układa nisko na czole. Nie jest pięknością, choć na obrazach Modiglianiego prezentuje się prześlicznie, niczym prawdziwa Madonna – niewinna i ślepo zakochana w swoim Oblubieńcu.

Modigliani w swoim paryskim studiu, fot.: Paul Guilliaume, 1915 r.

Uczucie przychodzi nagle: wczesną wiosną 1917 roku. To wtedy zostają sobie oficjalnie przedstawieni przez ukraińską rzeźbiarkę Hannę Orlovą. Jednak ich drogi krzyżują się już wcześniej: Jeanne, jako młoda adeptka sztuki – studiowała w École des Arts Décoratifs oraz Akademii Colarossiego – co i rusz natrafia na Amedea podczas zajęć z rysunku, gdzie przystojny artysta radośnie wpada ze strofami Boskiej komedii na ustach. Oj tak, Modigliani wie, jak oczarować kobiety, jednak za maską bawidamka kryje się smutek i depresja, które próbuje ukoić alkoholem i narkotykami. Z Jeanne szybko staje się nierozłączny – obserwuje się, jak codziennie około godziny 19.30 wychodzą na włoską kolację do karmiącej zgłodniałych artystów Rozalii, a później udają się na tzw. ostatni kieliszek do „La Rotonde”, gdzie w towarzystwie stałych bywalców przesiadują do późnych godzin nocnych. Niestety, nie wszyscy akceptują ich związek. „Ładna, ale nudna” – opiniują znajomi artysty, zaś rodzina dziewczyny, na wieść o bliskich kontaktach z dużo starszym Żydem, w dodatku bankrutem i heroinistą, zrywa z nią wszelkie kontakty. Sytuacji nie zmienia nawet informacja o ciąży Jeanne, która jedynie potęguje rosnące napięcie. Nie bez przyczyny zresztą, bowiem sielanka między zakochanymi mija niepostrzeżenie, zastąpiona prozą życia.

Jeanne Hébuterne (1898-1920)

Wkrótce okazuje się, że Modi nie jest zdolny zająć się rodziną. Najważniejsza jest dla niego sztuka; prawdziwe życie wydaje się sprawą drugorzędną, stanowiącą przyczynę niekończących się trosk i kłopotów. Liczne nałogi Modiglianiego sprawiają, że para nie ma grosza przy duszy – artysta przepija każde wynagrodzenie, zarówno za sprzedane dzieła, jak i zaliczki na poczet tych, które dopiero miały powstać. Narodziny córki w listopadzie 1918 roku nie zmieniają jego zachowania. Dziewczynka często zostaje podrzucana znajomym, z rodziną marszanda Leopolda Zborowskiego na czele – rodzice nie potrafią się nią należycie zaopiekować. Do tego dochodzą coraz częstsze kłótnie; podczas jednej z nich dochodzi nawet do rękoczynów. W międzyczasie para decyduje się zalegalizować swój związek, jednak każda próba udania się do urzędu stanu cywilnego kończy się libacją w gronie przypadkowych znajomych. Tak destrukcyjne zachowanie, przy rozwijającej się od wielu lat gruźlicy Amedea, musi doprowadzić do smutnego finału.

Portret Jeanne Hébuterne wykonany przez Amedea Modiglianiego w 1918 roku

 

Pod koniec 1919 roku, gdy stan malarza gwałtownie się pogarsza, Jeanne spędza przy łóżku partnera całą dobę, codziennie zamawiając dla niego puszkę ukochanych sardynek i butelkę wina. Po kilkutygodniowych męczarniach, 24 stycznia 1920 roku, Modigliani umiera na gruźlicze zapalenie opon mózgowych. Jego wierna opiekunka nie pokazuje rozpaczy – z bujnej czupryny odcina sobie tylko maleńki kosmyk włosów i kładzie go na piersi kochanka. Na prośbę brata wraca do rodzinnego domu przy rue Amyot. Pogrążona w apatii, całymi godzinami wygląda przez okno. Wreszcie decyduje się na ostateczny krok – otwiera okiennice i skacze z piątego piętra. Umiera na miejscu, mając 21 lat i drugie dziecko w drodze. Ono także nie przeżywa upadku.

Nieszczęśliwi kochankowie nie zostają pochowani we wspólnym grobie. Dopiero po dziesięciu latach – dzięki wstawiennictwu brata Modiglianiego – rodzina Jeanne wyraża zgodę się na przeniesienie jej szczątków do wspólnej mogiły na cmentarzu Père-Lachaise. Na pomniku pojawia się napis: „Oddana towarzyszka w skrajnym poświęceniu”. Prawdziwy anioł o poważnej twarzy, który zamiast wznieść się ku niebu, wstąpił za ukochanym do piekielnych czeluści.

 

Zdjęcie główne: Amedeo Modigliani,  Jeanne Hébuterne (au chapeau), 1917 r.