podróże

Małpia planeta. Makaki na Gibraltarze

Na granicy hiszpańsko-brytyjskiej mózg musi dokonać epistemologicznego salta. Wrzask mew i zapach herbaty z mlekiem sugerują, że wita mnie Kornwalia, lecz temperatura i architektura temu przeczą. I właśnie gdy myślę, że bardziej surrealistycznie być już nie może – wita mnie małpa.

Szeroka droga, po obu jej stronach ciągną się parkingi. Stoimy w korku. Nie ja jedna chciałabym się wydostać z La Línea de la Concepción. Upewniam się po raz piąty, czy mam przy sobie paszport. Zaraz wyjadę z Hiszpanii.

Na granicy hiszpańsko-brytyjskiej mózg musi dokonać epistemologicznego salta. Po szybkiej kontroli dokumentów znów stoimy na gorącym asfalcie; pozornie nic się nie zmieniło, nadal żar się leje z nieba, przewiewna sukienka lepi się do ciała, krajobraz śródziemnomorski, ale dalej będzie nas wiózł dwupiętrowy, czerwony autobus. Ciężko złączyć w spójny obraz wszystkie elementy rzeczywistości. Wrzask mew i zapach herbaty z mlekiem sugeruje, że wita mnie Kornwalia, lecz temperatura i architektura temu przeczą.

Oto właśnie Gibraltar. Niecałe 7 km2 półwyspu – przedmiot sporu terytorialnego pomiędzy Wielką Brytanią i Hiszpanią. Gibraltar stał się brytyjski się w 1713 roku, na mocy traktatu pokojowego w Utrechcie. Dwukrotnie mieszkańcy mieli możliwość przejścia pod hiszpańską jurysdykcję (referenda w 1967 i 2002 roku) i dwukrotnie potwierdzili, że wolą być poddanymi królowej Elżbiety II. Nie zmienia to jednak hiszpańskich nacisków, które nasiliły się tylko, gdy Wielka Brytania opowiedziała się za brexitem.

W centrum miasteczka nadal towarzyszy mi uczucie teleportacji, która zakończyła się połowicznym powodzeniem. Właśnie otwierają się kawiarnie i kelnerki wystawiają tablice zachwalające jajka sadzone z fasolką. Do śniadania obowiązkowo herbata z mlekiem. Może przydałaby się też prasa? Nie ma problemu! WH Smith zaopatrzony w Guardiana, The TimesDaily Mirror jest tuż za rogiem.

I właśnie gdy myślę, że bardziej surrealistycznie być już nie może – wita mnie małpa.

Fot. O. Więzowska

Największą atrakcją Gibraltaru jest Skała Gibraltarska – wapienna góra, na szczyt której można się mozolnie wdrapać albo wjechać kolejką linową. Mieszka tu populacja makaków berberyjskich – jedynych wolno żyjących małp w Europie. Legenda głosi, że Gibraltar pozostanie brytyjską enklawą, chyba że makaki znikną. Na to się jednak nie zanosi. Około trzystu osobników, które zamieszkują Skałę, ma się bardzo dobrze i nietrudno nawiązać z nimi znajomość, bo dla makaka największą atrakcją jesteśmy my – turyści.

Fot. O. Więzowska

Młoda samica makaka wita nie tylko mnie. Przygląda się bacznie wszystkim wysiadającym z kolejki linowej. Zainteresowanie jest obustronne. W ruch idą aparaty, niektórzy ustawiają się ryzykownie blisko barierki, żeby uchwycić selfie z koczkodanowatym. Ktoś otwiera plecak – przez chwilę myślę, że również szykuje się do zdjęć, ale mężczyzna wyciąga paczkę czipsów. Reakcja jest natychmiastowa. Małpa znika równie szybko, jak się pojawiła, prowiant turysty także.

Za błąd tego rodzaju trzeba słono zapłacić. Od przekroczenia granicy w La Línea de la Concepción nie sposób nie zauważyć tablic ostrzegawczych, które nie pozostawiają cienia wątpliwości: na Skale Gibraltarskiej surowo zabrania się konsumpcji jakichkolwiek przekąsek. Spragnieni i głodni znajdą wytchnienie w restauracji (oferującej być może nawet lepszy widok na półwysep, niż liczne tarasy). Jednak tam, gdzie są małpy, tam się nie piknikuje.

Wydawałoby się – zasada przejrzysta i trudna do podważenia. A jednak co roku dochodzi do kilkudziesięciu ekscesów, kończących się dla nierozważnych turystów pobytem w szpitalu (zaś dla zwierząt niepotrzebnym stresem). Grzywna za celowe karmienie makaka wynosi 4 000 funtów, jednak za przypadkowe, spowodowane nieuwagą wypadki też można się liczyć z mandatem, bądź co gorsza – utratą dobytku.

Niecałą godzinę po kradzieży czipsów byłam świadkiem zdarzenia, w którym małpa zwinnie przechwyciła cały plecak. Na szczęście po chwili zabawy nie upuściła go w odmęty Morza Śródziemnego, lecz porzuciła na ziemi, ku wdzięczności właścicieli.

Nie oznacza to, że kupując bilet kolejki linowej decydujemy się na przekroczenie granicy mrożącej krew w żyłach Planety Małp, gdzie będziemy walczyć o przetrwanie ze sprytniejszymi i zwinniejszymi kuzynami. Wystarczy zachowywać się rozsądnie i nie prowokować zwierząt, aby spacer po rezerwacie przyrody stał się cudownym i niezapomnianym przeżyciem – tylko z pozytywnych względów.

Fot. O. Więzowska

Małpy obcują z turystami od urodzenia, więc są przyzwyczajone do ludzi i przyjaźnie nastawione. Szczególnie młodym osobnikom zdarza się podbiec, szukać kontaktu – każdy, kto pojawi się na Skale Gibraltarskiej będzie poddany czujnej obserwacji. Historyczne zdjęcia dowodzą tego małpiego egalitaryzmu – gdy w maju 1954 roku królowa Elżbieta II odwiedziła Skałę Gibraltarską, na pierwszym tarasie spotkało ją powitanie podobne do tego, którego ja doświadczyłam ponad pół wieku później.

Natomiast spektakularne widoki roztaczające się ze Skały Gibraltarskiej (upajający bezkres błękitu, który na horyzoncie rozmywa granicę między niebem a ziemią) nie robią na makakach żadnego wrażenia.

Czas odpowiedzieć na palące pytanie: w jaki sposób makaki znalazły się w tej brytyjskiej enklawie? Na pewno pojawiły się tu wcześniej niż Brytyjczycy, gdyż wzmiankę o małpach znajdziemy już u pierwszego kronikarza Gibraltaru, w dziele Historia de la Muy Noble y Más Leal Ciudad de Gibraltar ukończonym w 1610 roku. Skoro już wtedy makaki określane są mianem „prawdziwych posiadaczy [Gibraltaru]”, cofnijmy się dalej. Niestety, średniowieczne źródła pisane nie pomogą w rozwiązaniu tej zagadki. Na podstawie badań DNA naukowcy wysnuli przypuszczenie, że przodkowie makaków żyli na tych terenach w Pliocenie (5.5 miliona lat temu). Czy naprawdę maleńka gibraltarska populacja przetrwała, pomimo tego, że na całym Półwyspie Iberyjskim gatunek wymarł 30 000 lat temu? Niestety, nie możemy mieć pewności, czy makak berberyjski jest bezpośrednim następcą magota, który zamieszkiwał Europę przed epoką lodowcową.

Fot. O. Więzowska

Choć ich pochodzenie być może zawsze będzie już owiane tajemnicą, wspierajmy berberyjskie makaki! Populacja znajduje się wprawdzie pod opieką wojska (istnieje nawet posada “małpiego kustosza” – Keeper of the Apes – który rejestruje wszystkie narodziny i dba o odpowiednią dietę podopiecznych), lecz na pewno nie zaszkodzi, jeśli udając się z wizytą na Skałę Gibraltarską będziemy pamiętali, żeby nie płoszyć zwierząt i nie dawać im okazji do kradzieży niezdrowych przekąsek.

Spacer po stromych, wąskich ścieżkach na szczycie górującej nad półwyspem Skały byłby niewątpliwie bajeczny nawet, jeśli miałabym podziwiać jedynie florę, bez fauny. Jednak, niezależnie od legendy o panowaniu Brytyjczyków tak długo, jak mieszkają tu makaki, kibicuję zadziornej populacji. Oby żyło im się na Gibraltarze jak najlepiej!

 

Zdjęcie główne: O. Więzowska