książki inspiracje

Nie dotykaj mnie Andrei Camilleriego. Kryminał o prawdzie, pożądaniu i granicach poznania

Redakcja

W powieści Andrei Camilleriego Nie dotykaj mnie śledztwo staje się pretekstem do rozważań o tajemnicy drugiego człowieka, poszukiwaniu prawdy i sztuce interpretacji. O jednej z najbardziej nieoczywistych książek w dorobku sycylijskiego pisarza, opublikowanej przez wydawnictwo Noir sur Blanc, dyskutują Renia Respondek i Julia Wollner.

Materiał powstał w ramach płatnej współpracy z wydawnictwem Noir sur Blanc.

Renia Respondek: Charakterny, przystojny inspektor, nieoczywista zagadka kryminalna poruszająca ważny społecznie temat, klimat południowych Włoch, zabawny, zawadiacki ton – gdyby ktoś zapytał mnie o krótką charakterystykę książek Andrei Camilleriego, opisałabym je mniej więcej w ten sposób. Dlatego, kiedy dostałam do ręki powieść Nie dotykaj mnie, świeżo wydaną przez Noir sur Blanc, byłam naprawdę zaskoczona tym, jak mało Camilleriego w tym Camillerim.

Julia Wollner: I może właśnie dlatego jest to jedna z moich ulubionych książek! Czytanie mniej typowych powieści znanych mi autorów pozwala odkryć w ich pisarstwie coś zupełnie nowego. W tym tekście znajduję dodatkowo wiele tematów, które fascynują mnie intelektualnie – lektura książki staje się więc czymś więcej, niż chwilą przyjemnej rozrywki. A właśnie takie połączenie lubię najbardziej! Ale po kolei. Przedstawmy może naszym Czytelnikom fabułę powieści.

Renia Respondek: Akcja osadzona jest na północy Italii, policjant jest postacią absolutnie drugoplanową, ważnego społecznie tematu trzeba by szukać na siłę, typowych żarcików nie odnotowano. Jak już wspomniałam: gdybym nie wiedziała, że mam w rękach książkę napisaną przez mojego ulubionego włoskiego pisarza, mogłabym sama tego nie odkryć. Na pierwszym planie dominuje Laura, choć w gruncie rzeczy dominuje jest tu niefortunnym określeniem, bowiem bohaterka pewnego dnia… znika. Mąż zgłasza jej zaginięcie. Śledztwo mające na celu jej odnalezienie staje się pretekstem do zbudowania portretu psychologicznego tej fascynującej kobiety, którą ciężko zamknąć w jakiś ramach.

Julia Wollner: Wspominasz o ramach, które kojarzą się z malarstwem, co od razu odsyła mnie do tytułu. Nie dotykaj mnie to bowiem polski odpowiednik łacińskich słów Noli me tangere, pojawiających się w Wulgacie, a konkretnie w Ewangelii Jana (J 20,17), kiedy zmartwychwstały Chrystus spotyka Marię Magdalenę. Wyrażenie to często stosowane jest w sztukach plastycznych właśnie na przedstawienie tego biblijnego wydarzenia. Poświęcono mu liczne rzeźby, polichromie, grafiki; malował je Cranach, Dürer, Tycjan. I, oczywiście, Fra Angelico, który spotkanie Jezusa i Marii z Magdali wybrał na temat swojego słynnego fresku.

Renia Respondek: Fresk ten jest w pełnym sensie pełnoprawnym bohaterem powieści. Historia Laury, która ukończyła historię sztuki i miała szansę na wielką karierę w tej dziedzinie, jest z nim nieodłącznie związana, co odkrywa przed nami prowadzący dochodzenie policjant. Stopniowo dociera on do kolejnych postaci z życia bohaterki, analizuje jej bogatą korespondencję – Laura, za zgodą męża, spotykała się z wieloma mężczyznami. Część z nich to znajomości, które zostały zainicjowane przed ślubem, część relacji pojawia się w jej życiu już po zmianie stanu cywilnego. Akcję napędza pytanie o los bohaterki: czy została porwana, uprowadzona, zamordowana? A może po prostu wybrała życie w pojedynkę? Zastanawiamy się oczywiście także nad tym, co do jej zniknięcia ma XIV-wieczny florencki fresk. Koniec końców, nie to jednak wydaje się tu najważniejsze. Kluczowa jest sama Laura, która jest postacią nietuzinkową od pierwszej do ostatniej strony tej historii.

Julia Wollner: Ja chyba nie umiałabym nawet tak prosto przedstawić fabuły tej książki, bo skupiam się na tym, co zachwyca mnie najbardziej: mnogość połączeń, odniesień, gier znaczeniami! Laurę, którą określasz jako nietuzinkową, rzeczywiście charakteryzuje szereg zaskakujących zachowań. Z jednej strony duża aktywność erotyczna, z drugiej – okresy zupełnego wycofania, podczas których szuka odosobnienia i… nikt nie ośmiela się jej dotknąć. Noli me tangere staje się więc zdaniem-kluczem, określającym ją samą, nie tylko dzieło sztuki, którym zajmowała się naukowo. To jednak nie koniec: biblijne wyrażenie odnosi się przecież także do granic interpretacji, do niemożności pełnego zrozumienia drugiego człowieka i motywacji wszystkich jego czynów.

Renia Respondek: Laura nie jest tu zresztą jedyną wieloznaczną postacią! Mnie bardzo zaintrygował jej mąż – słynny pisarz, znacznie od niej starszy. Czy jest on naiwnym, zakochanym w żonie pantoflarzem, który daje się oszukiwać? A może wręcz odwrotnie? Może tę nietypową parę łączy układ, z którego na swój sposób korzystają oboje? Pytanie o intencje bohaterów jest także pytaniem o prawdę, a ona, jak na obrazie, może zależeć od punktu, z którego patrzymy. Camilleri zresztą, w mistrzowski i charakterystyczny dla siebie sposób, postawił człowieka w samym centrum swojego dzieła i opisał ze wszystkich możliwych perspektyw. Opinię i oceny pozostawił czytelnikowi, co oznacza, że nasze interpretacje mogą się znacznie różnić – tym bardziej, że granica między odczytaniem a projekcją bywa cienka!

Julia Wollner: Przypomina mi się tu inny wielki Sycylijczyk – mój ukochany Pirandello. Camilleri, na zaledwie stu kilkudziesięciu stronach tekstu, wspaniale podsumował kwestię tożsamości każdego z nas – podobnie, jak czynił to w swych dziełach jego krajan-noblista. Nie istnieje jedna, obiektywna prawda o człowieku; każdy z nich, by zacytować tytuł słynnej powieści Pirandella, to Jeden, nikt i sto tysięcy. Camilleri podkreśla to także poprzez wybór formalny: w książce dominują dialogi, fragmenty zeznań czy listów. Nie ma jednej Laury – są liczne jej wersje, stworzone w umysłach tych, którzy się z nią zetknęli.

Renia Respondek: Niejednoznaczne jest nawet samo hasło Noli me tangere! Z wielkim zainteresowaniem odkryłam, że wątek ten właśnie dlatego przez wieki fascynował zarówno teologów, jak i artystów. Słowa Chrystusa zawierają w sobie niezwykły ładunek emocjonalny; jest w nich napięcie między bliskością i zakazem, pragnieniem dotyku i jego odmową, cielesnością i transcendencją. Nie są to tylko kwestie religijne – w sztuce niejednokrotnie przedstawiano tę scenę w sposób przypominający zetknięcie się rozdzielonych zakochanych. Gest wyciągniętej dłoni, intensywne przeżycie, jakim jest spotkanie bliskiej osoby po jej wcześniejszej, bolesnej utracie… Mnie kojarzy się to z dramatem niemożliwej bliskości.

Julia Wollner: Masz rację, choć w klasycznej interpretacji jest oczywiście mowa o niemożności pełnego zjednoczenia z Absolutem, przekroczenia granicy między tym, co ludzkie, a tym, co boskie. Genialny Camilleri sugeruje jednak rzeczywiście, że chodzi o niedostępność drugiego człowieka, fascynację, która dąży do posiadania – ostatecznie niemożliwego. Przypominają mi się mitologiczne historie ukazujące podobny problem, jak w przypadku Artemidy (Diany) i myśliwego Akteona, który przypadkiem ujrzał boginię w kąpieli. Tutaj przekroczenie granicy nie miało miejsca za sprawą dotyku, ale spojrzenia: akt patrzenia stał się naruszeniem intymności i tajemnicy, za które bohater został srodze ukarany: Artemida zamieniła Akteona w jelenia, którego zaraz potem rozszarpały jego własne psy.

Podobnie dzieje się jest w Nie dotykaj mnie – mamy tu próby wkraczania w sferę, która powinna pozostać nietknięta, nienaruszona właśnie. Tytuł można więc odczytać szerzej: nie tylko jako zakaz fizycznego dotyku, ale też ostrzeżenie przed spojrzeniem, które próbuje zinterpretować drugiego człowieka do końca. Od ostrzeżenia blisko jest do nakazów i zakazów – i to chyba moje ostatnie skojarzenie, na kilku poziomach. Także w odniesieniu do pary głównych bohaterów, którzy żyją inaczej niż oczekiwałoby społeczeństwo i nakazywała tradycja. Jak daleko się w tej autonomii posuną?

Renia Respondek:
Ileż pytań jak na jeden krótki kryminał! Tylko prawdziwy mistrz gatunku może zawrzeć ich tyle w tak lapidarnym tekście. Camilleri stworzył zagadkę kryminalną, która stanowi jednocześnie intelektualną przygodę i spotkanie z samym sobą, bo wiele poruszonych tu przez nas zagadnień to kwestie, które warto dogłębnie przemyśleć. Ja bardzo polecam lekturę.

Julia Wollner: A ja zapraszam na spotkanie z własnym wnętrzem, do którego prowadzić może tylko naprawdę dobra literatura.

Andrea Camilleri, Nie dotykaj mnie, tłumaczyła Monika Woźniak, Noir sur Blanc 2026