Zakazany dziennik Valerii C. Alby de Céspedes. Intymny portret kobiety w powojennych Włoszech
Julia WollnerZakazany dziennik Valerii C. Alby de Céspedes to nie tylko klasyka włoskiej literatury, lecz także wnikliwa analiza doświadczeń kobiet żyjących w okresie wielkich przemian społecznych.
Materiał powstał w ramach płatnej współpracy z wydawnictwem W.A.B.
Kiedy odkładam książkę na stolik koło łóżka, jest druga w nocy. Za niespełna pięć godzin zadzwoni budzik, a ja znowu będę niewyspana, od rana będę krzyczeć na dzieci, nie dam rady skupić się na pracy… Wszyscy wkoło będą niezadowoleni. Myślę o tym, gasząc lampkę, i czuję się winna. Rozpoznaję to uczucie bez trudu, bo towarzyszy mi często. Kradnę rzeczywistości chwile dla siebie, a przecież nauczono mnie, że złodziejstwo jest grzechem.

W tym samym czasie, choć ponad siedemdziesiąt lat wcześniej, w Rzymie gaśnie lampka w kuchni pewnego skromnego mieszkania – Valeria C. odłożyła pióro i zeszyt, w którym od jakiegoś czasu notuje swoje myśli i przeżycia. Schowała je do kosza z ubraniami do cerowania – pod stertę bielizny nie zagląda nikt poza nią, czuje więc, że jej zapiski są tam stosunkowo bezpieczne. Ale czy bezpieczna jest ona? Odkąd zaczęła przelewać swoje refleksje na papier, wypracowany przez lata spokój ulotnił się nie wiadomo gdzie. Kolejne zapiski odsłaniają narastające napięcia w małżeństwie, konflikty z dorastającymi dziećmi oraz potrzebę zatroszczenia się siebie samą. Męczy ją poczucie winy, prześladuje myśl, że robi coś złego. A jednak nie potrafi się zatrzymać…

Zakazany dziennik Valerii C. to głośna książka Alby de Céspedes, wydana po raz pierwszy w 1952 roku. Tytułowa bohaterka, żona i matka dwojga prawie dorosłych już dzieci, jest pracownicą biurową w powojennym Rzymie. Jej zapiski stanowią intymne studium kobiecej psychiki; pokazują życie powojennej klasy średniej, zmiany gospodarcze, społeczne i obyczajowe, a jednocześnie ogromną presję wywieraną na kobiety, by podporządkowały się rodzinie. Udowadniają, że choć świat podlega ciągłym transformacjom, to nie znikają poczucie osamotnienia, nierówność płci czy konflikty pokoleniowe.

Powieść de Céspedes, brawurowo przełożoną na język polski przez Tomasza Kwietnia, czytać można na różne sposoby. Trudno nie pokusić się o potraktowanie jej jako portretu włoskiego społeczeństwa lat 50. XX wieku – jednego z najciekawszych okresów w historii powojennej Italii. Była to dekada pełna kontrastów: z jednej strony żywa pozostawała pamięć wojny i przywiązanie do dawnych norm zachowania, z drugiej – rodził się świat konsumpcji, nowych marzeń i perspektyw. Napięcie między tradycją a nowoczesnością wydawało się wówczas szczególnie silne. Większość Włochów nadal żyła według zasad, które dziś uznajemy za staromodne; istotną funkcję pełniło nauczanie Kościoła, a role kobiet i mężczyzn były wyraźnie określone. Jednocześnie młodsze pokolenie coraz silniej fascynowało się nowym stylem życia i laickimi wzorcami pochodzącymi z Ameryki. Był to także czas, kiedy wiele rodzin borykało się z ubóstwem, niejeden Włoch decydował się na emigrację zarobkową za ocean, a przemiany społeczne skrupulatnie dokumentowało kino, które już zaraz przeżywać miało swój złoty okres. Wszystkie te wątki pojawiają się w powieści.

Z drugiej strony jest Dziennik uniwersalną historią o małżeństwie i rodzicielstwie, o samotności, o niespełnieniu, przede wszystkim zaś o napięciach między oczekiwaniami społecznymi a indywidualnymi marzeniami. Choć w trzeciej dekadzie XXI wieku Polska wygląda zupełnie inaczej niż powojenny Rzym, a wiele z nas – jak choćby ja – czuje się spełniona w życiu rodzinnym i zawodowym, to odnajdziemy tu spostrzeżenia, które odbierzemy jako swoje. Każdy pragnie przecież własnej przestrzeni, doświadcza konfliktu między obowiązkami a własnymi aspiracjami, miewa trudności ze znalezieniem czasu na refleksję. Proza de Céspedes uświadamia nam, że nasze wątpliwości, lęki i pragnienia nie są ani nowe, ani wyjątkowe – nagle okazuje się, że ktoś, siedemdziesiąt lat wcześniej, w innym kraju i w zupełnie innej rzeczywistości, zmagał się z emocjami tak podobnymi do naszych.

Dzięki temu rozpoznaniu powieść de Céspedes przestaje być wyłącznie świadectwem epoki i staje się osobistym przeżyciem. Ja w losach Valerii C. odnalazłam cząstkę siebie. Niewielką, ale wystarczającą, by zrozumieć, że czas poświęcony tylko sobie nie zawsze jest kradzieżą. Czasem jest jedynym sposobem, by nie zgubić samej siebie. Dlatego kolejnej nocy znów zgasiłam światło koło drugiej – wiedząc, że następnego ranka ktoś będzie z tego powodu trochę niezadowolony.