kultura książki

Norman Lewis, Głosy starego morza. W poszukiwaniu utraconej Hiszpanii

Costa Brava tętni dziś życiem, wypełniona tłumem turystów, zabetonowana hotelami. Trudno wyobrazić ją sobie jako miejsce ciche, spokojne, wręcz odizolowane od reszty Hiszpanii. A jednak jeszcze pół wieku temu tak właśnie wyglądała. W czasach autarkii, za rządów generała Franco, północno-wschodnie wybrzeże wypełnione było głosem morza, el viejo mar, które szeptało rybakom swoje opowieści.

Nad morski brzeg zabiera nas Norman Lewis, angielski reporter, który zmęczony wojną ucieka z ojczyzny w poszukiwaniu spokoju. Odnajduje go w hiszpańskiej wsi Farol, gdzie czas się zatrzymał, a wskazówki zegara nadal wybijają początek stulecia. W rybackiej osadzie życie płynie w rytm przypływów i odpływów morza, egzystencja zależy od połowu sardynek, za rozrywkę służy wieczorna wizyta w barze, gdzie przy długim stole spotykają się mężczyźni, aby wydarzenia dnia omawiać… wierszem.  Koty wylegują się we wszystkich możliwych miejscach, ksiądz-miłośnik antyku wymyka się autobusem do niedalekiego Empurias, aby uczestniczyć w wykopaliskach… Każdy senny dzień podobny jest do poprzedniego, od szarego świtu do krwawego zachodu, kiedy słońce znów zanurzy się w zimnych morskich wodach.

Ale to już kres dawnej Hiszpanii, nadchodzą zmiany. Oczami Lewisa obserwujemy moment, kiedy kraj z zacofanej europejskiej prowincji przekształca się w światowe imperium turystyki. Wyznacznikiem jest pojawienie się bogatego przedsiębiorcy, który pragnie rozbudować wioskę, zmienić ją w kurort, uszczęśliwić na siłę mieszkańców, którzy, wsłuchani w głosy morza, nie pragną zmian. Niestety, na ich oczach dawna, nostalgiczna Hiszpania, cicha i spokojna, odchodzi do przeszłości. Od tej pory na Costa Brava głos morza zamilknie. Zastąpią go inne głosy. Gwarne, hałaśliwe, nieprzyjemne. Hiszpania dźwignie się z kryzysu, wyjdzie z izolacji – kosztem dziewiczych morskich wybrzeży, kosztem zamglonych, sennych wiosek, kosztem hołdujących tradycji rybaków, których świat wywróci się do góry nogami.

Powieść-reportaż Lewisa ukazuje nam Hiszpanię zupełnie inną niż ta, jaką znamy z przewodników turystycznych, współczesnych relacji podróżniczych i własnych wycieczek. To kraj wciąż krwawiący po bratobójczej wojnie, gdzie próbuje się wybaczyć i uzyskać wybaczenie, nade wszystko jednak – żyć w spokoju. To kraj zamknięty na wszelkie nowinki i wpływy z zewnątrz, odgrodzony łańcuchem Pirenejów i decyzją jednego człowieka. To kraj podziałów, nadal jeszcze widocznych, choć już niebawem przestaną mieć one znaczenie. To Hiszpania w przededniu zmian, spoglądająca w przeszłość, żyjąca historią, pełna nostalgii, która wpływała na twórczość poetów i pisarzy. To kraj wielkich kontrastów, w którym bogactwo lub nędza decyduje o charakterze życia. Ta Hiszpania, wsłuchana w głosy morza, zapatrzona w jego nieskończoność, odchodząca powoli, acz nieubłaganie, jest tak odległa w czasie, choć jeszcze całkiem niedawna. Takiej Hiszpanii już nie znajdziemy.

Książka pozostawia po sobie uczucie tęsknoty, żalem za czymś utraconym. Nostalgię. I refleksje nad przemijalnością czasu, nad nieodwracalnością zmian, nad niezmiennością ludzkiej natury, która wbrew pozorom nie dąży do metamorfozy, a raczej skłania się ku trwaniu w tym, co uważa za dobre. Po odstawieniu na półkę długo jeszcze będziemy wracać myślami nad viejo mar, na bezludną niemal Costa Brava, aby posłuchać morskiego głosu.

 

Norman Lewis, Głosy starego morza. W poszukiwaniu utraconej Hiszpanii, tłumaczył Janusz Ruszkowski, Wydawnictwo Czarne 2015