sapere aude lente znaczy powoli styl życia

Percepcja czasu we Włoszech

Mistrz parodii włoskiego stylu życia, Bruno Bozzetto, na początku jednego z zabawnych filmików porównujących Włochy z Unią Europejską, napisał: film ten dedykuję tym, którzy wierzą, że Włosi zachowują się tak samo, jak inni Europejczycy. Nic dodać, nic ująć. Jeśli myślisz, że pod względem percepcji czasu Półwysep Apeniński należy do naszego świata, to głęboko się mylisz – prędzej można by go uznać za marsjańską kolonię. Bruno Bozzetto, wśród licznych aspektów kultury swego kraju, nie omieszkał zresztą sparodiować również tej kwestii, rozumianej w niepowtarzalny, włoski sposób.

Nie jest chyba dla nikogo nowością, że punktualność dla Włochów to często zbędne ceregiele, a jej brak na pewno nie wiąże się ze złym wychowaniem. Standardowy spóźnialski kwadrans to ogólnie przyjęty rytuał i nikt z tego powodu się nie oburza. Jeśli dwóch znajomych umawia się na spotkanie np. o 20.00, to ŻADNEMU z nich nie przyjdzie do głowy być punktualnym. Stąd też problem w praktyce nie istnieje, bo nikomu specjalnie nie przeszkadza.

Tyle, jeśli chodzi o sytuacje mniej formalne. Jak wygląda to w życiu społecznym, publicznym, biurokracji? Otóż… jest jeszcze gorzej! Już sam brak rozkładów jazdy komunikacji miejskiej w Rzymie daje do zrozumienia, że czekanie na przystanku to nie lada przygoda. Na ogół czas oczekiwania wynosi około 30 minut, a po jego upływie autobusy nadjeżdżają parami (Włosi to w końcu bardzo towarzyski naród). Jeśli spytacie Włocha o powód takiego postępowania, odpowie Wam bez wahania: Przecież to jasne! Gdy kierowcy dojeżdżają na końcowy przystanek, muszą mieć z kim pójść na kawę!. Jeżdżąc często metrem, można zauważyć, że minuta minucie nierówna. Komunikaty odnośnie do czasu oczekiwania na kolejny pociąg mają swój własny wymiar czasowy – dwie minuty według zegarka czasem okazują się pięcioma, lub, w rzadkich wypadkach, skracają się do kilku sekund. Na tym jednak nie koniec. Lecąc samolotem z włoskiego lotniska, nie jest łatwo trafić na punktualną odprawę – stewardessa musi przecież znaleźć chwilę na obowiązkową kawę lub poprawienie nieskazitelnego makijażu.

Średniowieczna zabudowa w Orvieto; widoczna jest oczywiście wieża z zegarem
Średniowieczna zabudowa w Orvieto; widoczna jest oczywiście wieża z zegarem

Myli się jednak ten, kto wobec powyższego pomyśli, że Włosi są narodem cierpliwym. Nie dla nich stanie w korkach, czekanie na zielone światło czy przestrzeganie kolejki w zwykłym supermarkecie. Z drugiej strony jednak, gdy strata albo zyskanie na czasie zależy od ich dobrej woli, są raczej wyznawcami zasady, że „pośpiech jest złym doradcą”. Wszystkie urzędy, wiele sklepów, szkoły otwierane są z wielkim relaksem o 9.00, nie o 8.00, jak we frenetycznej Polsce. Dla ułatwienia większość szkół obowiązują zazwyczaj te same godziny zajęć (od 9.00 do 16.00). No i oczywiście, skoro już mowa o godzinach otwarcia, to prawie wszędzie obowiązkowa jest pausa pranzo, rozpoczynająca się o 13.00, a kończąca z wielką fantazją o różnych porach.

Tutaj dotykamy tematu, na którego punkcie Włosi są bardzo przewrażliwieni i faktycznie w tej jednej kwestii zawsze i niezmiennie zgadzają się co do punktualności. Mowa oczywiście o obiedzie – punkt 13.00 wjeżdża na stół dopiero co ugotowana pasta, za nią drugie danie, po niej często deser, a wszystko to uwieńczone nieodzownym espresso! Z takim menu ciężko się dziwić, że pausa pranzo kończy się często po trzech godzinach i przestrzegana jest z dokładnością szwajcarskiego, a nie włoskiego zegarka. Posiłki pozwalają także na dokonanie odpowiednich wyborów leksykalnych dotyczących powitań, choć tak naprawdę zasady te mylą się samym Włochom, zwłaszcza po dwudaniowym obiedzie. Teoretycznie Buongiorno  jest akceptowalne do godziny 13.00, potem obowiązuje już Buonasera. Z drugiej strony jednak, niejeden obcokrajowiec zapyta, dlaczego dla większości Włochów w wyrażeniu „rano o trzynastej” nie ma nic dziwnego…

Na pierwszy rzut oka ciężko jest pojąć logikę włoskiego pojmowania czasu. Może ogólnie chodzi o to, że czas to pojęcie względne? Albo po prostu nie doceniamy wyższej filozofii Carpe diem? Statystyki mówią, że Włosi to jeden z najbardziej zestresowanych narodów. Może trzeba jednak przyjąć, że stres ten jest jedynie pozorny? Nie ma bowiem wątpliwości, że la dolce vita to coś, co typowy Włoch ma po prostu we krwi. Nigdy nie pozwoli więc poddać się presji jakiegoś tykającego zegara.

 

Zdjęcie główne: Bogdan Dada / Unsplash