kultura osobiście

Poeci nie tracą nadziei. O Boskiej Komedii w Teatrze Lalka

Inscenizacja w Teatrze Lalka to znakomite wprowadzenie do lektury, pełne życia przedstawienie sensu Boskiej Komedii.

Jest świat i jest zaświat – wyjaśnia szorstko Jarosław Mikołajewski w programie Boskiej Komedii, którą, przetłumaczywszy w całości dla Wydawnictwa Literackiego, zaadaptował dla Teatru Lalka w Warszawie. Ciężko nie spoilerować opowieści, która od 700 lat jest lekturą obowiązkową. Znamy wszyscy tego bohatera, który gdzieś w połowie życia pobłądził. Dudni w uczniowskich uszach Porzućcie każdą nadzieję z pieśni III Piekła, zaraz u początków dzieła. Niestety na tym etapie większość porzuca też nadzieję doczytania go do końca. Dantejskimi scenami nazywamy międzyludzki koszmar, diabelne trudności, w najlepszym razie kolejkę do sklepu w czas przecen albo korki w śnieżycy. Jak gdyby Dante zwiedził tylko piekło. Inscenizacja w Teatrze Lalka to znakomite wprowadzenie do lektury, sceniczny bryk, który przedstawia sens Komedii. Inspirując zagadkami, zagrzewa do radości z czytania kolejnych pieśni. Spektakl Jarosława Kiliana przypomni o dantejskim czyśćcu, o dantejskich scenach jako scenach miłosnych, a przede wszystkim – że sztuka prowadzi do Raju.

Komedia Alighierego odzyskuje w Lalce pierwotną swobodę, często wytracaną na scenach i w karkołomnych rymach dawnych tłumaczeń. Ritroverete la speranza. Wy, którzy wchodzicie, odnajdziecie nadzieję. Komedia zaproponuje, jak w kłębowisku zdarzeń, duchów, cytatów, odnaleźć siebie. Wybierzcie się do teatru bez obaw. Choć Divina Commedia to więcej niż silva rerum, kompendium kultury, erudycyjny skorowidz postaci historycznych, ciał niebieskich i mitycznych herosów, autorzy przedstawienia przesiali ich dla widza z litością. Dokonali selekcji w duchu florenckiego poety – wedle grzechów, błędów i zasług. Odsączyli od tłumu postaci poetycką wyobraźnię. Mikołajewski, dokonując adaptacji, przełożył tekst niejako podwójnie – zabiegiem artystycznego skrótu, nadzwyczajnej kondensacji, na język teatralnego doświadczenia dla początkujących, czyniąc sztukę bosko przystępną także dla tych, co stawiają pierwsze kroki na Dantejskim szlaku. Umieszcza w niej czytelne drogowskazy, bawi się konwencją, ściąga zaświaty na polski grunt wrzutkami ze współczesności. Uświadamia, co znaczy słowo „przewodnik” – że to nie mapka, ale bliski duchem człowiek.

“Komedia” w Lalce jest boska, bo możesz oglądać ją jak dziecko, nie wlokąc do teatru ciężarówki książek

Człowiek stworzył lalkę na swój obraz i podobieństwo – czytamy w Elementarzu Teatru Lalek, który można kupić we foyer. Rzut oka na to lalkarskie genesis pomaga nam lepiej zrozumieć przesłanie i formę spektaklu. Uderza w nim różnorodność, eklektyzm konwencji i teatralnych sztuczek. Sporo tam skrytych nawiązań, zarówno do historii nauki, jak i do chrześcijańskiej tradycji opisu świata. Skomponowało go intensywne trio: Jarosław Kilian – reżyser, Grzegorz Turnau – kompozytor i Jarosław Kozakiewicz – scenograf.  Magdalena Komar dobrała zmysłowe tkaniny. Nic w tym kosmosie nie jest przypadkowe, pulsuje on jak dojrzały owoc, który wkrótce pęknie w pismach Galileusza i Kopernika, rozkurczy w dynamiczny wszechświat. Tu jeszcze wszystko rozgrywa się spójnie między światłem i ciemnością, na wierzchu i pod spodem, co doskonale ilustruje program. Nie znajdziecie w nim znajomych rysunków Botticellego, tylko lodowiec, który topnieje lub płacze. Wyobraźnie artystów uzupełniają się wzajemnie, by stworzyć widzom przyjazną ramę do spotkania z arcydziełem. Przydaje się ona, bo ciężko przywołać w pamięci dzieła wszystkie klasyków, dyskusje średniowiecza z Arystotelesem, Testamenty Nowy i Stary, mapę włoskich miast i almanach rodów, o których Norwid nie dopisał wierszy. Boska w Lalce jest boska, bo możesz oglądać ją jak dziecko, nie wlokąc do teatru ciężarówki książek.

Nawet wystawa we foyer zdaje się wprowadzać w przestrzeń sztuki. Wchodząc, mijamy wielkie drewniane figury Józefa Wilkonia oraz drabinę do nieba. Dalej na scenie czeka skulony bohater. Zagubiony, przerażony, będzie szukał w dzikiej dziczy właściwej drogi, rozwiązania bez błędu. Do końca pozostanie sobą, chłopakiem w bluzie. Autorzy uświadamiają widzowi od razu, gdzie leży dantejski las. Nie ładujemy się w krzaki, ale w bolesny mrok człowieka. Siedzimy w wygodnym fotelu, ale czeka nas podróż po wnętrzu, odlot po zaświatach, które są w nas i zżerają od środka. Jakkolwiek liczyć, ile to połowa wędrówki naszego życia  (między szkołą a starością? Warszawą a Florencją? Krakowem a Troją? Rajem czy Piekłem? między 1265 a 1321?), w przedstawieniu ten punkt zdaje się wyraźny: nie chodzi o liczbę lat ani o długość sznurków, na których Parki zwiesiły nas z nieba. Połowa życia to moment przejścia od jęku do harmonii, od chaosu do samego siebie, od czerpania z fantomów kultury do pisania własnej poezji. To pora wejścia na drogę prawdziwej miłości – tej, która nas tworzy. Dante, szukając siebie, błądzi wśród cieni, masek, marionetek, cudacznych przebierańców. Trafia na kolejne formy podobieństwa lalki do człowieka, reprezentantów zagubionych dusz. Iluzje i świecące zjawy. Jak by Komedia została stworzona dla teatru, w którym się znaleźliśmy. Beatrice na początku jest lalą na sznurkach, ciałem w kombinezonie jak z Interstellar czy Grawitacji, kosmitką w szarym wdzianku. Później stanie się samą miłością, co porusza słońce i inne gwiazdy (Raj, XXXIII). Śledząc te metamorfozy duchów, postaci człekopodobnych, przyswajamy przemianę bohatera, który odnajdzie swoje poetyckie ja. Odnajdzie siebie w szczęśliwym świecie, gdzie jest przy Beatrice, choć nie może jej widzieć. (Raj, XXV).

Połowa życia to moment przejścia od jęku do harmonii, od chaosu do samego siebie, od czerpania z fantomów kultury do pisania własnej poezji

Za Dantem wypełzniemy z labiryntu strachów. Dziś dają na to proszki i terapie, dawniej była na to poezja. Gdy podłapiemy nieoczywistą konwencję, zza naszych pleców, spomiędzy cieni widzów wyłania się Wergiliusz. Podziwiamy jak mocnym głosem będzie prowadził Dantego przez kolejne kręgi, chroniąc przed kolejną traumą. W tekście wielu pieśni uderza, jak wąska tamtędy prowadzi ścieżka. Idą jeden za drugim, patrzą więc jeden po drugim, jak chce historia. Autorzy uwrażliwiają nas na sens tego gęsiego: że oto my nowożytni zawsze patrzymy na świat z takiej perspektywy, zza pleców, wyprzedzani przez księgi, prowadzeni po krawędzi, ośmieleni potężną wyobraźnią poprzedników.  Wergiliusz, choć nosi staromodny płaszcz, zostaje przedstawiony nie jak nauczyciel, ale jako przyjaciel w drodze. Odnaleziony w akcji, bo „oto jak pisze o tym Łukasz, Chrystus objawił się dwóm, którzy byli w drodze” (Czyściec, XXI). Po drugim akcie kurtyna utnie tę wspólną wędrówkę. Do świata nowoczesnej miłości, chrześcijańskiej, Dante dojrzewa, a Wergiliusz nie ma dostępu. Za jego czasów „błędu przez modlitwę się nie cerowało, bo modlitwa była odłączona od Boga” (Czyściec, VI). W Raju zmienia go piękna nieziemska Beatrice. Sedno, tajemnica, miejsce, „gdzie się zbiega każde ubi i każde quando” objawi się takim dwojgu, którzy się kochają. W relacji partnerskiej. Dwa serca i dwie myśli to warunek dotarcia do siebie. Nie wystarczy przyjaźń, długa droga ani mistrzowskie słowo. Nie ma nowego życia bez miłości.

W tle Dante maluje panoramę kultury śródziemnomorskiej. Wstecz po Troję i Jeruzalem, wzwyż do nieba Ptolemeusza. Przedstawienie oferuje ekstrakt zabiegów poety. Prócz lalek i aktorów grają z tyłu animacje. W języku nie ma tabu – mowa wysoka przeplata się z potoczną. Odzwierciedla to warstwa muzyczna: zabrzmi krzyk, przeraźliwy jęk, raz pieśń, szant, przyśpiewka czy aria. Idziemy z bohaterem przez pełen świat, jak w życiu. Czy jednak trzeba przez piekło? Czemu tak surowo zostały napiętnowane namiętna miłość, spryt, zwycięstwo i wola wiedzy, czyli wszystko czym szczyci się nasza nowoczesność? Kogo nie wolno zdradzić? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w spektaklu. Dante w Lalkowej adaptacji odzyskuje władzę intrygowania. Kaptur ma czerwony, jak autor na portretach sprzed wieków, zaczyna w ciemnym lesie, jak wnusia w bajce o strasznym wilku, budzi masę skojarzeń, wytrwale jednak namawia do szukania właściwej drogi. Jest surowy w ocenie naszych błędów i z taką pasją głosi przesłanie Ewangelii. Czemu więc nie mieści się w szeregu świętych?

Autor się uśmiecha, lecz nie przestaje kochać. Jak gdyby chciał podkreślić, że Chrystus cierpiał za ludzi, dla ludzi, żeby mogli na powrót cieszyć się życiem

Komedię Dantego dopiero inni ochrzcili boską. Z czego tu się śmiać? Z cierpiących w piekle? Z zamrożonych w czyśćcu? Czy z anielskich ptaszorów w Raju, artystycznej gimnastyki? Spektakl nie upraszcza przekazu. Skrót dla najmłodszych to zawsze wyzwanie, bo dzieci nie kupują ściemy. Nudzi je nagi król w teatrze, pragną emocji, odwzajemniają szczerość. W adaptacji Mikołajewskiego tętni pasja Kanta z Prolegomenów – potrzeba wyłożenia wprost, jak dla dzieci, istoty dzieła życia. Zza pleców lalek w prostej przyśpiewce wybrzmi credo poety i esencja nadchodzącego renesansu.  Nasze życie to nie tragedia, choć tyle udręki a do zbawienia daleko. Historia dobrze się kończy. Dante nie opłakuje losu, lecz znajduje wyjście. Nie poniża się. Komedia opisuje kondycję ludzką w stanie odrodzenia – kiedy już nie ma władzy bogów, lecz gorycz jeszcze nie zżera uczuć. Boska w Lalce wydaje się krótką chwilą, gdy człowiek rozgości się na Ziemi. To przełom czasów, gdzie jeszcze można spotkać boską miłość, zanim dopadnie nas zabójczy zew krytyczny. Miłość we wszystkich postaciach, przed sodówą rozumu. Poeta zadurzony w przykazaniu miłości traktuje ją jako rerum natura, sens wszechświata, nadający mu, jak pokazuje berek Beatrycze i Dantego w Raju, lekkość i ruch. W Biblii nie ma komedii. Chrystus z człowiekiem cierpi, nigdy się z niego nie śmieje. Kocha, nie drwi. Nie przekracza granicy powagi. Poetyckie przedstawienie ujawnia import z antyku: człowieka pociesznego. Człowieka, który chce do Raju, lecz obcuje z duchami bez uprzedzeń, wykorzystując ich cały śródziemnomorski magazyn – z Aten, z Florencji i z drogi do Damaszku. Autor się uśmiecha, lecz nie przestaje kochać. Jak gdyby chciał podkreślić, że Chrystus cierpiał za ludzi, dla ludzi, żeby mogli na powrót cieszyć się życiem.

Zobaczycie w spektaklu żeglarską gawędę o granicach. Pomaga nam pojąć, że badanie, kim jestem, zaczyna się w połowie drogi, na środku morza, między terenami komfortu. To nic trudnego dla dzieci, nie zawsze proste dla nas. Zobaczycie człowieka, który jest brzdącem wobec kosmosu, bywa żałosną kukiełką. Pascal opisze później taką sytuację jako zawieszenie (po jednej stronie Nieskończoność Boga, po drugiej nic), kotłowaninę w życiu, gdzie nas wtrącono w podróż na śmierć. Uciekamy stale przed takim sobą w rozrywkę. Zamiast iść po zbawienie, zabawiamy się odgrywaniem niby poważnych ról, byle zbiec samotności. Dante nie jest sam, choć się nie całuje. Ma jeszcze: przyjaciół, poezję i nadzieję. Pozostaje sobą z miłości. Zachęceni w teatrze szperamy nocą przy świecy w przekładzie Mikołajewskiego. Przerzucamy się wersami, w których definiuje nadzieję. Wynajdujemy momenty. Słowa zdradzające, że poeta marzy o „podwójnej szacie” (nawet Izajasza przywoła, Raj, XXV), o cielesnym życiu w miłości na zawsze. To w ciele jednak jesteśmy kochani, w ciele się chcemy odradzać i wstawać z martwych obok bliskich w ciepłej skórze. Balansując tu na cienkiej krawędzi, przebłyskuje nowożytność. Często będzie tak, że pragnąc dolce vita, wylądujemy w dziczy i zbłądzimy z prostej drogi. Ale wtedy poeta wyostrzy nam oczy, pomoże dotrzeć do najcieńszej kurtyny, przez którą widać, jak jest.

Czas zarazy nie rozpieszcza. Nosimy maski, nie wolno rzucać się sobie na szyję, bliscy odchodzą. Panuje drwina, szydera, fałsz i hejt, barbarzyńskie podejście do relacji. W grudniowej Warszawie ciężko żyć lente, czasem aż boli wspomnienie oliwnych gajów Krety, wesela w Pizie czy kolejki do Galerii Uffizi. Szkoły znów online, pół życia w izolacji za maską, stale w strachu. W taki czas Komedia Dantego może stać się najbliższym przyjacielem. Może okazać się prostą drogą wyjścia z samotności i smutku. Idźcie na poetów do Teatru Lalka. Bo poeci nie tracą nadziei.

 

W obsadzie: Beata Duda-Perzyna, Grzegorz Feluś, Aneta Harasimczuk, Aneta Jucejko-Pałęcka, Bartosz Krawczyk, Jakub Mieszała, Wojciech Pałęcki, Magdalena Pamuła, Hanna Turnau, Damian Wilma. Kostiumy: Magdalena Komar. Choreografia: Karol Urbański. Premiera: 4 grudnia 2021 (dzień: 7 h 54 min, noc: 16 h 06 min).

 

 

POPRAWIAMY FORMĘ

Nasza strona jest w przebudowie. Pewne funkcje mogą nie być dostępne. Dziękujemy za cierpliwość!