Rodos. Różana wyspa boga słońca
Olga Bialer-YoungRodos to jedna z najpiękniejszych greckich wysp, która od wieków zachwyca podróżników swoim klimatem i historią. Według starożytnych wierzeń była ukochanym miejscem boga Heliosa, a jego obecność zdaje się tam odczuwalna do dziś.
Skąpany w gorących promieniach basen Morza Śródziemnego słynie z szeregu przepięknych wysp, pretendujących do zaszczytnego miana „wyspy wiecznego słońca”, wabiącego przybyszów z odległych krajów. Jednak spośród wszystkich niewątpliwie słonecznych kandydatek grecka Rodos jak żadna inna w pełni zasługuje na to określenie. Rodos jest bowiem siedzibą i oczkiem w głowie jednego z najpotężniejszych greckich bogów. Mowa oczywiście o panu słońca Heliosie, którego wizerunki z promienistą aureolą lub złocistą koroną na głowie zdobią antyczne malowidła, naczynia i rzeźby.
Różane początki
Według mitologii, która nazywa Rodos równie prastarą jak góra Olimp czy miasto Teby, Helios – ów najjaśniejszy z niebian – został przypadkowo pominięty przy podziale ziemskich terytoriów pomiędzy bogów. A jednak szczęśliwie kilka dni później, wyłoniła się z morza piękna wyspa Rodos, którą ofiarowano Heliosowi. Na tej wyspie, różami pachnącej, miał on świątynie i ołtarze, i wiernych wyznawców (Jan Parandowski, Mitologia). Współcześnie również odnosi się wrażenie, że bóg prawie nigdy nie opuszcza ukochanej wyspy, bo słońce praży tu niemal 300 dni w roku – to najwięcej w całej Europie. Nic dziwnego, że wyspa ma oddanych wielbicieli, którzy z chęcią po wielokroć ją odwiedzają. Dla wielu spośród nich Rodos jest również romantyczną „wyspą miłości”, o czym świadczy sam rodowód jej nazwy. Helios postanowił nazwać własne miejsce na ziemi imieniem swojej wybranki, nimfy Rodos (lub też Rode). Tej wersji trzymają się dość tradycyjni mieszkańcy wyspy, lokalni patrioci. Jednocześnie autentyczna etymologia nazwy wcale nie burzy mitycznych wyobrażeń, lecz nawet w romantyczny sposób je dopełnia. Rodos pochodzi bowiem od starogreckiego słowa rodha, czyli róża, oznaczającego jej południową, wygrzewającą się w słońcu odmianę: niezwykle delikatny, intensywnie pachnący i różnobarwny kwiat hibiskusa.

Dodekanez na styku kontynentów
Rodos jest największą i najdalej wysuniętą na wschód Europy wyspą archipelagu o zagadkowo brzmiącej nazwie: Dodekanez. Nazwa ta może niewiele nam mówić, ponieważ funkcjonuje zaledwie od wieku, a więc od bardzo niedawna, zważywszy na burzliwą historię regionu, sięgającą przecież epoki brązu. Pochodzi od greckiego dodeka, które oznacza „dwanaście” i wskazuje na taką właśnie liczbę jej największych wysp, choć na cały archipelag składa się ponad sto mniejszych i większych greckich wysepek, z czego przeważająca część w ogóle nie jest zamieszkana.
Dodekanez, który możemy znać pod poprzednią, obowiązującą przez setki lat nazwą Sporady Południowe, położony jest w południowej części Morza Egejskiego, na strategicznym szlaku pomiędzy Grecją, Turcją a północną Afryką. Łączy go wspólna, niezwykle zawikłana historia częstych przejęć i najazdów, która znajduje swoje odzwierciedlenie zarówno w niesamowitej mieszance kultur i stylów architektonicznych, jak i w charakterze mieszkańców, według których Sporady to po prostu „wyspy dalekie, leniwe i szczęśliwe”. Łączy je coś jeszcze: jaskrawe, intensywne, ostre światło, które na długo pozostaje w pamięci.

Architektoniczna mozaika
Rodos jest najlepszą wizytówką archipelagu, stanowiąc naturalny pomost pomiędzy europejską częścią obszaru helleńskiego a skolonizowanym niegdyś przez Greków wybrzeżem Azji Mniejszej. Paradoksalnie, znacznie bliżej jej do wybrzeży Turcji (zaledwie 20 km) niż do rodzimej kontynentalnej Grecji; geograficznie też przynależy już nie do Europy, lecz do Azji. Strategiczne położenie pomiędzy światem chrześcijańskim a islamskim sprawiało, że Rodos była chętnie podbijana i zajmowana, raz po raz zmieniając swoich właścicieli. Nie dziwi więc, że zarówno duże porty, jak i małe wioski położone wśród gór w głębi lądu potrafią przypominać warowne twierdze, niewidoczne dla statków pirackich.
Skomplikowana historia w fascynujący sposób odzwierciedla się w architekturze, a nawet całokształcie krajobrazu wyspy – stojące na jednej ulicy kościoły, meczety i synagogi odbijają się w oknach włoskich modernistycznych willi z XX wieku, zaś nad pozostałościami hellenistycznych budowli górują wszechobecne na wyspie średniowieczne fortyfikacje katolickiego zakonu rycerzy białego krzyża – joannitów, którzy aż do renesansu sprawowali pieczę nad wyspą.

Historia zamknięta w murach
Joannici zajęli Rodos po ucieczce z Jerozolimy, tworząc na kilku wyspach Dodekanezu swoje państwo zakonne. Budowali wciąż świetnie zachowane warowne twierdze, zamki czy pałace, ale także szpitale, których zakładanie i rozpowszechnianie było ich szlachetną misją. Rycerze, którzy przesiedli się z koni na okręty i nazwali Kawalerami Rodyjskimi, uczynili wkrótce z wyspy średniowieczną potęgę w handlu morskim. To właśnie ich ponad dwustuletnia obecność miała najsilniejszy wpływ na oryginalny krajobraz wyspy, który wyróżnia ją spośród wielu innych na Mare Nostrum.
Zakonni rycerze nie zdołali się jednak obronić przed potęgą Imperium Osmańskiego, które po wieloletnich walkach przejęło Rodos i panowało na niej nieprzerwanie aż do końca I wojny światowej, kiedy to oddało wyspę we władanie Włochów. Dlatego też na Rodos okrągłe kopuły meczetów i ozdobne wieżyczki minaretów spotkać można nawet częściej niż kościelne dzwonnice. Także Włosi pokochali wyspę jak własną, inwestując w modernizację infrastruktury, budując wodociągi i elektrownię, odnawiając antyczne i średniowieczne zabytki, ale przede wszystkim wznosząc liczne budowle w stylu włoskiego neoklasycyzmu oraz pałace inspirowane renesansem. Grecja odzyskała Rodos dopiero w 1947 roku, jednak wyspa jest na tyle oddalona od kontynentu, że Rodyjczycy i tak chodzą własnymi ścieżkami, kultywując niespieszny tryb życia od sjesty do sjesty.

Rodyjski cud świata
>W czasach starożytnych Rodos było zarówno wpływową potęgą morską, jak i jednym z najważniejszych ośrodków nauki, kultury i sztuki. To właśnie rodyjscy artyści stworzyli takie rzeźby, jak Nike z Samotraki, Grupa Laokoona czy Byk Farnezyjski. Symbolem dumy, prestiżu i bogactwa wyspy stał się Kolos Rodyjski – odlany z brązu 32-metrowy posąg, przedstawiający mitycznego boga słońca Heliosa. Jego gigantyczne rozmiary budziły podziw przez długie pokolenia – rzymski historyk Pliniusz Starszy twierdził, że tylko nieliczni byli w stanie objąć obiema rękami duży palec dłoni Heliosa. Projektując swoje dzieło, rodyjski rzeźbiarz Chares z Lindos pragnął oddać powszechne wyobrażenia mieszkańców na temat słonecznego opiekuna wyspy: z promieniami wokół głowy i trzymającego w podniesionym ręku lampion. Według legendy Kolos, wzniesiony w latach 294-282 p.n.e., miał za zadanie strzec wejścia do portu Mandraki, zaś statki malowniczo przepływały pod jego nogami. Niestety, zaledwie 60 lat później posąg uległ zniszczeniu w wyniku potężnego trzęsienia ziemi – upadł na kolana i rozbił się, a rozłupane kawałki zatonęły w morzu. W XX wieku na jego miejscu postawiono dwie kolumny zwieńczone statuetkami łani i jelenia – zwierząt symbolizujących Rodos i uwiecznionych również na herbie wyspy. Jednak to Kolos, choć nieobecny, wywiera nadal najbardziej spektakularne wrażenie – niech świadczy o tym fakt, że stał się prototypem nowojorskiej Statuy Wolności…

Podróże w czasie
Mandraki to główny port stolicy wyspy, także noszącej nazwę Rodos. Miasto Rodos to Sporady w pigułce: starożytność wita się ze średniowieczem, chrześcijaństwo z islamem i judaizmem, Europa z Azją i Afryką, a całość dopełnia pulsująca życiem nowoczesność. Miasto zachwyca nie tylko miłośników historii, archeologii i sztuki, ale i tych, którym dziedziny te są z gruntu obce. Swoisty patchwork epok i stylów nie przytłacza, lecz raczej zachęca do głębszego zapoznania się z historią wyspy.
Spacerując uliczkami rozległej, zabytkowej części miasta, która uchodzi za jedną z najlepiej zachowanych i najpiękniejszych średniowiecznych starówek na świecie, ma się autentyczne wrażenie przeniesienia w czasie. Wytyczona na pozostałościach antycznej ulicy, brukowana i utrzymana w beżowej tonacji ulica Rycerska w cudowny sposób przetrwała wszystkie zawirowania historyczne, uchodząc za światowy unikat tego typu. Po jej obu stronach stoją grawerowane herbami „zajazdy”, czyli po prostu mieszkania poszczególnych grup narodowościowych joannitów, którzy tu właśnie rezydowali, obradowali i biesiadowali.
Podążając dalej, mijamy gwarne placyki wypełnione kafejkami, fontanny oraz zabytkowe hammamy, czyli łaźnie tureckie i liczne meczety – ślady przeszło pięciusetletniego panowania tureckiego. Wiele z nich przerabianych było z bizantyjskich kościołów – czyniono to poprzez dobudowanie minaretów, stąd ich lekko eklektyczny charakter – jednak zauważymy też na pewno imponującej wielkości XVI-wieczne świątynie, jak przepiękny Meczet Sulejmana Wielkiego o różowej fasadzie. Niedaleko, w dawnej dzielnicy żydowskiej La Juderia, znajduje się najstarsza czynna synagoga w Grecji, przypominająca o pokojowym współistnieniu na Rodos wielu religii, nacji i kultur. Wygnani z Hiszpanii Żydzi sefardyjscy odnaleźli tu na setki lat swoje miejsce na ziemi, aż do połowy XX wieku, co pokazują fotografie i pamiątki w niewielkim muzeum w jednej z naw synagogi Kahal Kadosh Shalom.
Cała starówka otoczona jest potężnymi kamiennymi murami obronnymi w stylu gotyckim, wysokimi na dwanaście metrów i długimi na cztery kilometry. Od strony morza, pośród zacienionych palmami ogrodów, można je obejść dookoła fosą albo też wspiąć się na ich szczyt i stamtąd podziwiać panoramę miasta. Kto wie, może uda nam się dojrzeć armatnie kule powbijane w mury, a nawet i samych rycerzy…

Nowe tchnienie
>Nad miastem majestatycznie góruje Pałac Wielkich Mistrzów, ogromna twierdza wybudowana przez joannitów na ruinach bizantyjskiej cytadeli. Surowym średniowiecznym fortyfikacjom delikatności dodają kolorowe antyczne mozaiki na kamiennej posadzce, sprowadzone tu specjalnie z całego archipelagu Dodekanezu. W XX wieku Włosi przywrócili pałacowi dawny blask, aby stał się letnią rezydencją króla, później zaś – Benito Mussoliniego.
Tuż poza ścisłym obrębem Starego Miasta stolicy Rodos zaczyna się jego nowa część – pełen statków, kutrów i jachtów port Mandraki z oryginalnymi średniowiecznymi wiatrakami, a następnie, na najdalej wysuniętym na północ przylądku wyspy, plaża Zonari, tłumnie odwiedzana przez mieszkańców stolicy. W okolicy miasta, na 110-metrowym wzgórzu Monte Smith, nazwanym tak na cześć admirała brytyjskiej floty, który stąd obserwował statki Napoleona, znajdziemy pozostałości rodyjskiego Akropolu: świątynie Zeusa, Ateny i Afrodyty, stadion i amfiteatr. Wśród drzewek oliwnych można obserwować niepowtarzalny widok na dwa morza opływające wyspę: Egejskie od zachodu i Śródziemne od wschodu.

Tam, gdzie hula meltemi…
W podobny sposób, na część wschodnią i zachodnią, można podzielić Rodos pod względem klimatu, krajobrazu i gospodarki, a wyznacznikiem tego podziału nie jest już historia, lecz trudny do okiełznania, a czasami także niebezpieczny żywioł wiatru, który Rodyjczycy uczynili swoją wizytówką.
Zachodnie wybrzeże Rodos jest bardzie wietrzne, plaże są raczej kamieniste, a morze intensywnie faluje, co stwarza idealne warunki do uprawiania wymagających silnego wiatru sportów wodnych. To tu znajduje się popularny i kosmopolityczny kurort Ixia, słynący z kryształowo czystej wody, piaszczystej plaży i romantycznych zachodów słońca, oraz kurort Trianta, pełen ekskluzywnych rezydencji zamożnych mieszkańców wyspy. W bardziej górzystej głębi lądu zobaczymy też więcej zieleni, lasów cyprysowych, gajów oliwnych i cytrusowych, małych wiosek o typowo greckim klimacie oraz rozległych winnic, jak w pobliżu miasteczka Embonas, które jest centrum rodyjskiego winiarstwa.
Na południowym krańcu Rodos prawdziwym fenomenem klimatycznym jest hulający głównie latem silny, porywisty wiatr o dźwięcznej nazwie meltemi. osiągający za dnia nawet do ośmiu stopni w skali Beauforta. Zjawia się nagle i niespodziewanie, jednak nawet w najbardziej słoneczną pogodę oko znawcy dojrzy pojawiające się od strony Cyklad chmury o charakterystycznym kształcie soczewek. Powietrze staje się suche, fale gwałtownie się wzmagają, a ludzie czują rosnące napięcie. To ostatnie nie dotyczy raczej licznego grona uszczęśliwionych zapaleńców deski i żagla: surferów, windsurferów i kitesurferów z całego świata, dla których warunki panujące na Rodos to istny raj na ziemi. Nazwę południowego przylądka – Prasonisi – wymawiają oni wręcz z namaszczeniem. Znajduje się tam olbrzymia piaszczysta plaża, a dzięki dwóm zatokom, rozdzielonym wąskim cyplem przez Morze Egejskie, można surfować na dwa sposoby: z jednej strony na wysokich falach, z drugiej na gładkiej tafli. Wiatr wieje tu zawsze i prawie bez ustanku, zapewniając przyjezdnym bajeczny, niepowtarzalny widok: wyprostowane sylwetki surferów zmagających się z wodnym żywiołem, ślizgające się płynnie po wezbranym morzu kolorowe żagle windsurferów i startujące do lotu z błyszczącej w słońcu plaży wielobarwne latawce.

… i gdzie ożywia lekka bryza
Wschodnie wybrzeże jest bardziej suche i osłonięte od wiatrów, choć ożywcza bryza nadal łagodzi gorąco promieni słonecznych. To tu znajduje się największy turystyczny ośrodek na wyspie – Faliraki, idealny dla rodzin z dziećmi, które mogą spędzać całe dnie w największym europejskim aquaparku, oraz dla młodych ludzi, kochających imprezy, bary i intensywne życie nocne. Więcej ciszy i spokoju zaznamy w pobliskiej Tsambice, znanej z piaszczystej, półdzikiej plaży oraz klasztoru kultu maryjnego, do którego przychodzą, a raczej mozolnie wchodzą po ponad 300 schodkach, młode pary modlące się o potomstwo. Jak można wywnioskować z imponującej liczby kart dziękczynnych ze zdjęciami uśmiechniętych maluchów, prośby są nader często wysłuchiwane.
Nieopodal Faliraki, nieco schowana za skałami, kryje się prześliczna zatoczka Anthony’ego Quinna z turkusowo-szafirową wodą. Niezapomniany Grek Zorba podczas kręcenia Dział Navarony zachwycił się tym miejscem do tego stopnia, że postanowiono nadać mu jego imię. Mówi się przy tym, że władze Grecji nie uczyniły tego do końca bezinteresownie – przekonywały bowiem gwiazdora do zamieszkania na Rodos, a nie w Hollywood…
Zaledwie kilka kilometrów od stolicy wyspy, w dolinie malowniczo otoczonej górami, znajduje się Kalithea – miejscowość znana z gorących źródeł, z których wytryskuje czerwona woda. Jej lecznicze działanie odkryli na nowo Włosi na początku ubiegłego wieku, budując wówczas ogromny kompleks spa dla włoskiej śmietanki towarzyskiej. Projekt włoskiego architekta w stylu mocno eklektycznym, bo mauretańsko-orientalno-włosko-bizantyjsko-antycznym, z plażą i przystanią dla jachtów, grotami skalnymi, ogrodami i fontannami u niektórych powoduje estetyczny niesmak, ale liczne grono oczarowuje na tyle, że wiele par decyduje się na organizację ślubu w tej scenerii.

Akropol i osiołki
Pośród zabytków na Rodos wyróżniają się dwa najważniejsze doryckie miasteczka, położone zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od stolicy: na zachodzie Kamiros i na wschodzie Lindos. Wchodzące w skład heksapolis Kamiros położone było w nadmorskiej dolinie, którą zajmowała agora, zaś dzielnice mieszkalne wspinały się po zboczach. Kamiros, które znacznie ucierpiało na skutek potężnego trzęsienia ziemi, nazywane jest czasami rodyjskimi Pompejami. Odkopano je w XIX wieku; jako że nie doświadczyło setek lat obcych najazdów, jest jedną z najlepiej zachowanych starogreckich osad. Można w niej podziwiać oryginalny układ ulic i fundamenty domów, agorę, sanktuarium i ołtarz Heliosa, piękną świątynię Ateny, a nawet pozostałości po sieci kanalizacyjnej.
Lindos, w którym zabroniony jest ruch samochodowy, należy natomiast do najbardziej kameralnych i spokojnych wiosek-kurortów. Także i tu znajdziemy historyczne zabytki na wyciągnięcie ręki. Na Akropol można się wspiąć albo wjechać na osiołku – zwierzęciu, które dla Rodos ma szczególne zasługi i sentymentalne znaczenie. Ciekawostką jest, że to właśnie w rodyjskim miasteczku Archangelos mieszkają najmniejsze osiołki na świecie. Przy wejściu na Akropol można dojrzeć wykuty w skale statek, zaś po drodze, na zboczu góry, uwagę zwraca bizantyjski kościół wybudowany przez joannitów. Nieopodal znajdują się Propyleje, a na samym szczycie świątynia Ateny Lindia. Roztacza się stąd malowniczy widok na charakterystyczne białe wille, wybudowane przez przypływających tu kapitanów statków z całego świata.

Barwna jak motyl, słodka jak miód
Dwa rodyjskie owady zyskały legendarną już sławę: piękne, delikatne motyle oraz pożyteczne pszczoły. W sezonie letnim słodka woń żywicy, wydzielanej przez drzewka balsamicznych ambrowców, przyciąga do Doliny Motyli Petaludes rzadko spotykany gatunek motyli. Długa, ponad dwukilometrowa dolina otoczona jest lasem sosnowym, wodospadami i strumykami, które co jakiś czas przecinane są drewnianymi mostkami i ławeczkami. Gdy kolonia motyli zgromadzonych po zacienionej stronie drzew lub na ich korzeniach wybudzi się ze snu i wzniesie do lotu, stworzy się urokliwa pomarańczowa mgiełka rozłożonych, trzepoczących skrzydeł.
Rodos korzysta pełnymi garściami z darów, którymi najhojniej obdarzyła ją słoneczna natura: rozległe winnice cieszą oko w bodaj każdym rejonie wyspy. Nie dziwi zatem fakt, że renoma regionu winiarskiego, sięgająca tu korzeniami czasów antycznych, nadal ma się świetnie – pomimo nacisków zagranicznej i rodzimej konkurencji. Rodos słynie z wytrawnego wina Retsina o charakterystycznym żywicznym smaku, z anyżowego mlecznego Ouzo oraz z „wody ognistej” o nazwie Souma, z esencją z fig i winogron. Jednak najbardziej unikatowym rodyjskim smakiem, który towarzyszy nam na wyspie non stop, są wszelkiej maści kombinacje miodowe ze szczególnym wyróżnieniem miodu tymiankowego, sosnowego i lawendowego. Nawet największe łasuchy mogą czuć się na Rodos rozgrzeszone – miód to wszakże bardzo zdrowa słodycz! Mamy tu do wyboru mnóstwo miodowych pyszności: lokalną baklavę, czyli wielowarstwowe ciasto nasączone miodem i przełożone orzeszkami, melekouni – ciastko sezamowe z miodem czy zimny deser z jogurtu z owocami, miodem i orzechami.
Okazuje się, że wszechobecność miodowych dodatków nie jest przypadkowa, ponieważ Rodos może poszczycić się bardzo długą pszczelarską tradycją, co w niezwykle obrazowy sposób prezentuje w oryginalnym, częściowo multimedialnym Muzeum Miodu. Jest to zaledwie jedna salka z ogromną instalacją pomysłowo podwieszoną na suficie. Przedstawia ona plaster miodu i pracującą na nim gigantycznych rozmiarów pszczołę. Na dole można zaś dowiedzieć się kilku ciekawostek, a następnie podglądać pszczelą pracę na żywo w specjalnie przeszklonym ulu.
Dla jednych Rodos to tylko woda i wiatr, dla innych plaża i gorące słońce, dla jeszcze innych to moc historii zapisanej w murach starożytnych i średniowiecznych zabytków. Wyspę słońca można jednak smakować jako całość – wdychając woń róż i sosen wokoło, czując powiew bryzy na policzku, obserwując, w jak niepowtarzalny sposób światło rodyjskie załamuje się na antycznych, średniowiecznych, bizantyjskich, osmańskich i włoskich budowlach. Na słodko, czyli z miodem w ustach.
