książki

Tajemnica Wenus Sòni Lleonart Dormuà. Botticelli, Włochy i miłość

Renia Respondek

W powieści Tajemnica Wenus Sòni Lleonart Dormuà historia Sandra Botticellego i jego tajemniczej muzy Simonetty Vespucci splata się z losami trzech par kochanków na przestrzeni pięciuset lat. Czy bestseller ten broni się jako powieść o sztuce, miłości i rodzinnej tajemnicy?

Są książki, które trzeba czytać powoli, delektując się każdym zdaniem, i są takie, które czyta się błyskawicznie, bowiem wciągają jak dobry serial – nie sposób się od nich oderwać, dopóki nie pozna się finału. Tajemnica Wenus Sòni Lleonart Dormuà należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Katalońska autorka zabiera czytelnika w podróż przez pięć stuleci, splatając losy trzech par kochanków wokół jednej, wspólnej tajemnicy: zaginionego dzieła Sandra Botticellego. To połączenie historii sztuki z fabułą utrzymaną w lekko kryminalnym tonie sprawia, że powieść czyta się wyjątkowo lekko, a jednocześnie ze stale rosnącą ciekawością.

XV wiek, Florencja. Medyceusze u szczytu władzy, miasto tętniące bogactwem i sztuką, której hojnymi mecenasami są Wawrzyniec i Julian. Wśród artystów cieszących się ich szczególnymi względami znajduje się Sandro Botticelli – jeden z najwybitniejszych twórców swojej epoki. Jego muzą jest Simonetta Vespucci, w której – wywołując niemały skandal towarzyski – bez pamięci zakochuje się młodszy z Medyceuszy. To właśnie wokół pięknej szlachcianki skupia się intryga opowieści.

Lata 70. XX wieku. Hrabia Arnaldo Verini zakochuje się w Grazielli – koleżance ze studiów. Młodych ludzi łączy nie tylko uczucie, ale i wspólna fascynacja twórczością Sandra Botticellego oraz marzenie o odnalezieniu zaginionego obrazu renesansowego mistrza. Na drodze do szczęścia staje jednak coś znacznie trudniejszego niż zagadka sprzed wieków – sprzeciw arystokratycznej rodziny Arnalda. Rodzice nie zamierzają zaakceptować związku z kimś spoza ich sfery, a uczucia syna – podobnie jak jego pasja do sztuki, którą traktują jak hobby – nie mają w tej kalkulacji żadnego znaczenia.

Lata 20. XXI wieku. Znudzona pracą poniżej swoich kwalifikacji Carla dostaje propozycję nie do odrzucenia: ma zostać zastępczynią kuratora wystawy poświęconej twórczości Sandra Botticellego w słynnej florenckiej Galerii Uffizi. Młoda konserwatorka dzieł sztuki wyrusza do Toskanii, gdzie – poza fascynującą relacją łączącą niegdyś Botticellego z Simonettą – odkrywa również skrywaną przed nią przez lata rodzinną tajemnicę. Rozwikłując zagadki sprzed pięciuset lat, Carla znajduje jednocześnie odpowiedź na pytanie własnego serca i podejmuje decyzję, z kim chce dalej iść przez życie.

Umiejętne balansowanie między tymi trzema planami czasowymi stanowi jedną z najmocniejszych stron powieści. Sònia Lleonart Dormuà w błyskotliwy sposób łączy fakty historyczne z fikcją literacką, a obrazy Botticellego nie stanowią jedynie tła wydarzeń – stają się pełnoprawnymi, żywymi bohaterami opowieści. Dzięki temu Tajemnica Wenus inspiruje i zachęca do samodzielnego poznawania twórczości artysty. Autorka umiejętnie dawkuje napięcie – powieść nie epatuje dynamicznymi zwrotami akcji od pierwszej strony, lecz z każdym rozdziałem coraz mocniej rozbudza ciekawość – aż po satysfakcjonujący finał, w którym wszystkie wątki łączą się w spójną, logiczną całość.

Równie mocną stroną książki jest atmosfera – renesansowa Florencja, ale i współczesne Włochy opisane zostały z niezwykłą plastycznością, a trzy nieoczywiste historie miłosne, rozpisane na trzy odległe od siebie epoki, pokazują, że uczucie rzadko bywa proste, niezależnie od czasów, w jakich przychodzi je przeżywać. Carla, bohaterka wątku najbardziej współczesnego, to bohaterka, do której łatwo się przekonać – ambitna, wytrwała, głęboko zaangażowana w poszukiwanie prawdy. Jej pasja do sztuki i konserwacji zabytków nadaje całej historii autentyczności, dzięki czemu narracja utrzymana w lekko kryminalnym klimacie i połączona z wątkami obyczajowymi sprawia, że nawet czytelnicy, dla których malarstwo renesansowe nie jest największą pasją, znajdą w tej lekturze ogromną przyjemność.

Warto jednak podkreślić, że Tajemnica Wenus nie jest lekturą pozbawioną wad. Bardziej wymagający czytelnik zwróci uwagę, że dialogi, zwłaszcza w scenach o dużym ładunku emocjonalnym, brzmią momentami nieco sztucznie. Większego pogłębienia mogłyby też doczekać się postaci drugoplanowe, a opisy pracy konserwatorskiej Carli, choć budujące klimat, dla osób zawodowo związanych z tą dziedziną mogą wydać się uproszczone. Są to jednak drobne rysy na powieści, która swoją siłę czerpie przede wszystkim z pomysłu. Stanowi ona doskonały przykład literatury popularnej, która dostarcza rozrywki, a jednocześnie uczy i mobilizuje do poszerzania horyzontów.

Mnie, wielbicielkę renesansu i Florencji, katalońska pisarka zmobilizowała do powrotu do Toskanii – tym razem śladami wielkiego Sandra i jego dzieł. I to nie tylko w Galerii Uffizi, ale i w innych miejscach związanych z jego życiem i twórczością. Zastanawiam się też: może i ja odnajdę w sobie coś z pięknej Simonetty? Przecież przeszłości naszych przodków nie możemy być nigdy pewni do końca…

Sònia Lleonart Dormuà, Tajemnica Wenus, tłumaczyła Katarzyna Górska, Znak 2026