aktualności ludzie wywiady

Wybory 2023: czego nas uczy demokracja ateńska? Rozmowa z prof. Markiem Węcowskim

Julia Wollner

Jaką lekcję, tuż przed wyborami do Sejmu i Senatu, może dać nam historia starożytna? O zdanie zapytałam prof. Marka Węcowskiego – historyka, badacza dziejów antycznych. Lada dzień, nakładem wydawnictwa Iskry, ukaże się jego nowa książka Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy.

Julia Wollner: Historia stanowi niewyczerpane źródło przykładów ludzkich postaw, a to, co dzieje się na naszej scenie politycznej, można zapewne skwitować Koheletowym nihil novi sub sole.

Marek Węcowski: Refleksji na temat tego, co w tej chwili dzieje się wokół nas – zarówno, jeśli chodzi o wojnę w Ukrainie, jak i o stan demokracji na świecie i w Polsce – poświęciłem kilka rozdziałów mojej nowej książki. Sprawą naszej polityki wewnętrznej nie zająłem się oczywiście wprost; zamiast tego pokazuję pewne starożytne zjawiska. W ostatnich kilku latach demokracji liberalnej zaczęli zagrażać nie tyle przeciwnicy zewnętrzni, jak chociażby terroryzm, ale wewnętrzne siły populistyczne, które odkryły, że demokrację można rozmontować demokratycznymi metodami. To wszystko dzieje się w sposób zaowalowany, ale mimo wszystko widoczny; z mojego punktu widzenia odpowiada zaś dokładnie zjawiskom z początku demokracji. Tak samo działo się w czasach demokracji ateńskiej! Była ona zagrożona cały czas. W V w. p.n.e. nieustanne niebezpieczeństwo stanowiły oligarchiczne zamachy stanu oraz próby szantażu i manipulacji politycznej, które w otwartym głosowaniu zgromadzenia ludowego ograniczały prawa obywateli albo ich liczbę. Oligarchowie, którzy przejmowali władzę, srożyli się wówczas dalej i tworzyli mechanizmy jeszcze bardziej niebezpieczne dla obywateli.

Czy Ateńczycy mieli na to jakieś rozwiązanie?

Znaleźli odpowiedź w IV w. p.n.e. Zamiast, jak przedtem, całą władzę złożyć w ręce ludu, który może raz zagłosować tak, a raz inaczej, demokrację suwerennego ludu postanowiono zmienić w demokrację suwerennych praw. Oznacza to, że udało się wypracować mechanizmy, które gwałtowne, populistyczne zwroty czyniły bardzo trudnymi. Aby zmienić prawo (jak w V wieku, kiedy oligarchom udało się np. ograniczyć liczbę obywateli), trzeba było przejść bardzo skomplikowaną procedurę ustawodawczą – w praktyce okazywało się to wręcz niemożliwe. Nawet jeśli na scenie politycznej dominował paskudny populista, to i tak prawo nie dawało mu narzędzi do działania. Narzędzia te – stojące na straży ustroju – zostały niejako uniezależnione od zmiennego nastroju obywateli.

Niebezpieczni są więc nie tylko oligarchowie – niebezpieczni jesteśmy my, obywatele!

Za przykład braku zaufania obywateli do współobywateli posłużyć mogą słynne „klątwy z miasta Teos” w Azji Mniejszej, skąd, notabene, pochodził wielki poeta Anakreont. Pod koniec epoki archaicznej temperatura walki politycznej była tam niezwykle wysoka, co jakiś czas dochodzili do władzy tyrani. Ustanowiono więc prawo mające formę zaklęć magicznych, rzucanych na tych, którzy wystąpią przeciw polis. Jeden z fragmentów przynosi klątwę obywateli rzucaną w zasadzie na samych siebie. Gdyby obywatele albo urzędujące władze skazali kogoś na śmierć lub więzienie bez odpowiedniego wyroku, to na winnych takiej niesprawiedliwości spaść ma kara ze strony bogów i ludzi. Widzimy tu wyraźnie, że obywatele greckiej polis bali się nie tylko uzurpatorów i zewnętrznych wrogów, ale także własnych urzędników i samych siebie. Nie do końca ufali, że będą w stanie rozsądnie i sensownie zachować się wobec własnych współobywateli, kiedy temperatura politycznej walki osiągnie apogeum.

 

Nowa książka Marka Węcowskiego ukaże się 30 października nakładem Iskier
Nowa książka Marka Węcowskiego ukaże się 30 października nakładem Iskier

 

Jak lekcję dawaną nam przez Greków możemy wcielić w życie?

Znajomość historii ważna jest nie po to, aby naśladować dawne rozwiązania. Historia ma raczej uczyć problematyzacji, dostarczać materiału do refleksji i ukazywać pewne ogólne mechanizmy. Jednym z nich, niezwykle ważnym, jest mechanizm adaptacji. Parafrazując Lampedusę, aby utrzymać demokrację i jej nie zmienić, trzeba czasem zmienić bardzo wiele. Musi ona, w odpowiedzi na rozmaite zagrożenia, nieustannie ewoluować – tak jak demokracja ateńska. Jedną z możliwych dróg takiej ewolucji jest stworzenie prawa, które każdorazowej władzy – jakakolwiek by ona nie była – bardzo trudno jest zmienić. Temu powinna służyć w naszych realiach konstytucja państwa.

I tu dochodzimy do sedna – dlaczego musimy iść na wybory 15 października?

Sytuacja, jaką mamy w Polsce, to przede wszystkim atak na główny mechanizm obronny demokracji, na wspomnianą „straż praw”. Obecna władza nieustannie prawem manipuluje. W konsekwencji to, co stanowi dla demokracji największą nadzieję, staje się coraz słabsze – mam na myśli mechanizmy państwa prawa jako całości. Prawa należy przestrzegać i koniec; w tej chwili zaś prawo niewygodne jest po prostu zmieniane. Zdarzało się to oczywiście już wcześniej, ale nigdy na taką skalę. Postępowanie obecnej władzy odbiera demokracji możliwość adaptowania się do sytuacji, dzięki czemu mogłaby ona obronić pewnego sposobu życia i systemu wartości. Takiego, w którym istotna jest jednostka i jej prawa, nie zaś interesy i emocje zbiorowości, niekiedy fałszywe, bo poddawane manipulacji. Tu widzę analogię ze starożytną Grecją i Atenami i zarazem największe niebezpieczeństwo. I główny powód, aby iść na wybory i oddać głos.

 

Zdjęcie prof. M. Węcowskiego w Atenach: Paweł Piskorski