sapere aude styl życia

Sztuka gderania

Jest taki region we Włoszech, gdzie możliwość marudzenia robotnicy mieli swego czasu zagwarantowaną w kontraktach. Region, w którym optymistów ma się za wariatów, na koszulkach drukuje napis „narzekam, więc jestem”, a potężne lwy mają minę byle kota na puszczy.

Miało być o optymizmie, ale wesoło nie będzie. Jeśli ktoś nie chce skończyć jak genueńczycy, niech czyta ku przestrodze, aby biadolenie nie stało się jego sposobem na życie!

Odwiedzając Ligurię, można by oczekiwać, że malowniczy pejzaż i łagodny klimat wykształciły tu przez stulecia osobowość pogodną i spolegliwą. Nic bardziej mylnego. Rozmarzony turysta zwabiony urodą tego zakątka Środziemnomorza już przy pierwszym kontakcie z autochtonami zostanie sprowadzony z obłoków na ziemię. Miejscowi twardo po niej stąpają, mając w pogardzie wszelką ułudę, blichtr i konwenanse. Tutaj liczy się konkret, praca i pieniądze, szczególnie te nigdy niewydane i odłożone na… czarną godzinę. Wycofani i niejako życiowo przyczajeni mieszkańcy Genui i okolic na rozpromienioną twarz przybysza reagują nieufnie – wszak uśmiechem może on maskować nieczyste intencje! Burkliwi i markotni ożywiają się jedynie w niekończących się dysputach i notorycznym narzekaniu. Ewentualna próba wyrwania tubylca z zasępienia wystawia rozmówcę na śmieszność i opinię naiwnego idealisty. Brzmi jak horror? Spokojnie. To tylko ekstremalna wersja Liguryjczyka. Na szczęście i tu bywają ludzie i ludziska, a wspomniane „cechy gatunkowe” występują u tutejszych w różnym natężeniu. Zgodnie z lokalnym sposobem rozumowania lepiej jednak być przygotowanym na najgorsze. Wtedy nic nie może już zaskoczyć, chyba, że pozytywnie!

Malowniczy liguryjski pejzaż w rzeczywistości równa się trudnym warunkom bytowania. Na zdjęciu: Manarola.
Malowniczy liguryjski pejzaż w rzeczywistości równa się trudnym warunkom bytowania. Na zdjęciu: Manarola.

Fortuna kołem się toczy

Skąd bierze się to nielicujące z powszechnym wyobrażeniem o włoskim temperamencie usposobienie Liguryjczyków? Ich sławny w całej Italii pesymizm i szorstkość, a także skąpstwo i powściągliwość? Winą obarcza się przede wszystkim surowe warunki życia uzależnione od morskiego żywiołu, odizolowanie regionu od reszty kraju barierą gór i skalistego wybrzeża oraz skutki niekorzystnych zawirowań dziejowych. Momentem przełomowym w historii tego niezbyt urodzajnego skrawka ziemi był początek krucjat. Genua wsparła krzyżowców okrętami, pomagając tym samym w zdobywaniu kolejnych portów Królestwa Jerozolimskiego, za co otrzymała autonomiczne strefy handlowe. Szybko bogacąca się metropolia stała się wówczas jedną z najbardziej wpływowych włoskich republik morskich. Dostojna i wyniosła – La Superba – wiodła prym w międzynarodowych interesach i piękniała w oczach. Była prawdopodobnie najbogatszym miastem Europy, a wnętrza jej majestatycznych pałaców zdobiły złocone stiuki, drogocenne freski, dzieła Rubensa i Van Dycka. Po wiekach prosperity przyszło jednak załamanie. Inwazja Imperium Osmańskiego i upadek Konstantynopola w roku 1453 pozbawił republikę licznych wschodnich kolonii, zapoczątkowując tym samym schyłek genueńskiej potęgi i trwającą do końca XVIII wieku powolną pauperyzację jej znamienitych obywateli. Wysadzeni z siodła historii zachowali poczucie urażonej godności i obawę przed nieprzewidywalną przyszłością.

Widok na starą zabudowę Genui. Fot. Mstyslav Chernov / Wikipedia Commons CC BY-SA 3.0
Widok na starą zabudowę Genui. Fot. Mstyslav Chernov / Wikipedia Commons CC BY-SA 3.0

Szklanka do połowy pusta

Gorycz minionej chwały do dziś pobrzmiewa w sercach współczesnych potomków dożów i armatorów. Na określenie takiej postawy istnieje w dialekcie genueńskim termin stundàiu. Oznacza on mieszankę dumy i nieśmiałości, a także skłonność do ciągłego utyskiwania, znaną powszechnie jako mugugno genovese – genueńskie marudzenie. Jest ono tak głęboko zakorzenione w lokalnej psychice, że w przeszłości prawo do narzekania gwarantowane było robotnikom w umowie o pracę… w zamian za niższe wynagrodzenie, oczywiście. Utrata dawnych zasobów i prestiżu wytworzyła w Liguryjczykach niechęć do wszelkich zmian i nowinek, a także daleko posuniętą ostrożność we wszystkich dziedzinach życia. Kołysani rytmem morza i nieodłącznej melancholii wolą nie cieszyć się na zapas i nie ekscytować. Maniman – nigdy nic nie wiadomo – powtarzają jak mantrę i po wiekach doświadczeń nie lubią już ryzykować. Mają wręcz awersję do wydawania pieniędzy. Zaoszczędzony w ten sposób kapitał inwestują w nieruchomości. Niczego nie wyrzucają. Kiedyś wszystko może się przydać! W modzie preferują nieprzemijającą klasykę, a ulubione buty żeglarskie noszą tak długo, aż same spadną z nóg. Niegdyś zamożni i uprzywilejowani, dziś cenią sobie bezpretensjonalność i skromność, prostą kuchnię (bardzo smaczna!) i pite ze szklanki domowe wino. Sceptyczni i wyważeni, zawsze widzą szklankę do połowy pustą…

Narzekam, więc jestem

Narzekając na genueńczyków, należy pilnować się, by ich w tym narzekaniu nie prześcignąć. Ponoć człowiek jest naprawdę wolny i szczęśliwy dopiero wtedy, gdy potrafi śmiać się z samego siebie! Wbrew pozorom Liguryjczycy posiedli także tę umiejętność. Tłumione emocje muszą w końcu znaleźć gdzieś upust, a kraina smutasów wydała na świat wielu komików i kabareciarzy, a także znanych autorów kreskówek i komiksów. W pierwszej połowie zeszłego wieku niezapomnianą, wręcz kultową postać sympatycznego poczciwca stworzył Gilberto Govi. Z Genui pochodzi również Paolo Villaggio, czyli irytująco pechowy Fantozzi, a także satyryk Beppe Grillo, przywódca Ruchu Pięciu Gwiazd, choć w jego przypadku górę wzięła natura polemiczna. Rozśmieszyć do łez potrafią również Maurizio Crozza, duet Luca Bizzarri i Paolo Kessisoglu oraz Maurizio Lastrico. Ten ostatni, żartując z genueńskich przywar, wspomina, że gdy jako początkujący aktor dostał po raz pierwszy propozycję wystąpienia w telewizji, jego matka, zamiast ucieszyć się z debiutu syna w showbusinessie, z zatroskaną miną zapytała: – Ale czy oni ci chociaż za to zapłacą? Świadomość własnych wad czyni nas bardziej strawnymi dla bliźnich. Liguryjczycy nie kryją słabostek i dumnie obnoszą koszulki z napisem Mugugno ergo sum – narzekam, więc jestem.

Solidna firma

Liguryjczycy to zazwyczaj ludzie rzetelni i solidarni. Kto jak kto, ale oni wiedzą doskonale, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Jeśli już uda się z nimi zaprzyjaźnić, nie opuszczają w potrzebie. W przeciwieństwie do mediolańczyków, postrzeganych tu jako brylujących i umizgujących się, Liguryjczycy bez zbędnej retoryki mówią, co leży im na sercu. Marudzą, ale robią swoje. Niczym wiekowe, smagane wiatrem i deszczem drzewa o grubym pniu i głębokich korzeniach nie obsypują się drobnym kwieciem, ale uparcie trwają.

Społeczności są jak pojedynczy ludzie. Doświadczenia z przeszłości kształtują ich charakter i system wartości, pozostawiają po sobie traumy. Opisana tu w nieco przejaskrawionej formie osobowość liguryjska przywodzi na myśl człowieka, który po niepowodzeniach niczego już od losu nie oczekuje – z nadzieją, że w ten sposób uniknie kolejnych rozczarowań. Może to i bezpieczna strategia przetrwania?

 

Korzystałam z fragmentów książki pt. LIGURI, guida ai migliori difetti e alle peggiori virtù autorstwa Claudio Paglieriego, a także ze strony internetowej mugugnogenovese.altervista.org

 

Zdjęcie główne: lew przy katedrze w Genui, fot. Mstyslav Chernov / Wikipedia Commons CC BY-SA 3.0

Bieżący temat

Optymizm

Radość życia, wewnętrzna wolność, uśmiech i pogoda ducha. Kwietniowe celebracje, pozytywne wibracje, a na nosie różowe okulary.


kalendarz wpisów