Głosy z głębi Paola Rumiza. Recenzja Nieoczywistej podróży przez Włochy
Julia WollnerTriesteński autor Paolo Rumiz zaprasza nas do podróżowania po Italii szlakiem wulkanów i trzęsień ziemi. Czy warto przyjąć to zaproszenie?
Jak pisać o Włoszech, skoro uczynili to już najwięksi? Jak opowiadać o tym kraju, jeśli malowali go słowami Stendhal, Byron i Goethe, a w czasoprzestrzeni nam bliższej: Herling-Grudziński czy Herbert? Nie wystarczy już gładka fraza i zachwyt podróżnika; nie wystarczy wiedza, erudycja i umiejętność syntezy. Niezbędny jest pomysł, o którego oryginalność coraz trudniej.
Paolo Rumiz – triesteński dziennikarz i pisarz, wieloletni reporter gazety „La Repubblica” i laureat włoskiej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego – zaproponował rozwiązanie zaskakujące i ze wszech miar intrygujące. Trzy lata temu, nakładem wydawnictwa Feltrinelli, opublikował książkę Una voce dal profondo, stanowiącą literackie podsumowanie podróży po Italii szlakiem wulkanów, po linii uskoku tektonicznego biegnącego wzdłuż grzbietu Apeninów – tam, gdzie stykają się płyta afrykańska i euroazjatycka. Obszerne zapiski zgromadzone w latach 2009–2023 ukazały się niedawno w przekładzie Sebastiana Korczyka pod tytułem Głosy z głębi. Nieoczywista podróż przez Włochy i mają szansę zachwycić polskiego czytelnika spragnionego opowieści kształcącej, inspirującej i, z pewnością, niebanalnej.

Punktem wyjścia jest dla Rumiza osobiste doświadczenie: głos dochodzący z wnętrza wygasłego wulkanu na Alicudi, najrzadziej zaludnionej z Wysp Liparyjskich. Ten głuchy pomruk staje się dla niego nicią Ariadny prowadzącą przez pęknięcie, które – jak pisze – rozdziera Włochy od Sycylii po Friuli. Prowadząc nas od zalanego słońcem Południa aż po pokryte śniegiem szczyty Alp, region po regionie, opisuje Rumiz świat, w którym rytm życia wyznaczają nieokiełznane siły Matki Natury. Spotyka mieszkańców ziem nawiedzanych przez katastrofy i dobrowolnie wybierających wielkie ryzyko, przybliża fascynujące legendy, wierzenia, mity, ale i mało znane naukowe teorie.

Wsłuchując się w głos płynący z piekieł, autor drży razem z włoską ziemią, delektując się jednocześnie darami przez nią oferowanymi. Wraz z Rumizem smakujemy wyśmienite włoskie potrawy szykowane przez jego rozmówców i kołyszemy w rytm zdań wygłaszanych przez nich w rozmaitych dialektach półwyspu. Na stronach książki nie braknie opisów smaków, zapachów i widoków; mieszają się one z rozważaniami o historii, polityce i społeczeństwie. Zamysł autora wydaje się więc podwójny: z jednej strony mamy tu opowieść o geologii Włoch – tamtejszych wulkanach, jaskiniach, katakumbach i podziemnych rzekach. Z drugiej – otrzymujemy niezwykły opis narodowej tożsamości Włochów, zbudowanej nie na sztywnych granicach administracyjnych, lecz na wspólnym doświadczeniu kruchości, katastrofy i, co chyba najważniejsze, nieustannego odradzania się życia. Łącząc poetycki język z formą naukowego reportażu, w którym pojawiają się zapisy rozmów z sejsmologami, wulkanologami i antropologami, tworzy Rumiz pasjonującą opowieść, napisaną z rozmachem i erudycją.
W niektórych recenzjach przeczytać można, że Głosy z głębi charakteryzuje pewna kompozycyjna nierówność; pojawiają się też opinie, że mnogość odniesień, przytaczanych anegdot i cytatów bywa dla czytelnika męcząca. Daleka jestem od takiej oceny tej książki. W moim odczuciu przypomina ona luźną gawędę, w której wątki poboczne okazują się równie fascynujące, jak główna opowieść. Co więcej, czyta się ją wszystkimi zmysłami, które, w odróżnieniu od rozumu, nie zawsze potrzebują klarownej struktury – wystarczy im często szczegół, impresja, punkt zaczepienia.

Ze względu na moje osobiste zainteresowania najbardziej przemówiły do mnie fragmenty poświęcone Południu kraju, szczególnie Neapolowi. Stolica Kampanii staje się dla autora rodzajem soczewki, która pozwala odczytać Włochy „od dołu”. Cytując dosadne neapolitańskie porzekadło Niente fa più fiori della merda (‘Nic nie rodzi piękniejszych kwiatów niż gnój’), pokazuje on niezwykłą filozofię mieszkańców regionu, w której zagrożenie, śmierć i zniszczenie stają się największym życiowym zasobem. Warto też dodać, że w książce praktycznie nie pojawia się mój ukochany Rzym. Czy jest to wybór podyktowany koncepcją tekstu, opisującego Włochy poza nurtem ogólnie obowiązującej narracji, czy też Wieczne Miasto okazało się mniej interesujące geologicznie? Na to pytanie każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie samodzielnie.
Głosy z głębi, zgodnie ze swoim podtytułem, okazały się dla mnie wspaniale nieoczywistą podróżą przez Włochy. Przypomniały mi też, jak porywającym gatunkiem może być literatura podróżnicza, w której reporterska uważność połączy się z esejem, mitem i osobistą refleksją. Nic dziwnego, że autor uważany jest za jednego z największych włoskich mistrzów tejże.