kultura książki

Madeline Miller, The song of Achilles

Jedna z najsłynniejszych wojen w ludzkich dziejach, wielka miłość i namiętność, rozdzierające serce konflikty z rodzicami i bolesna walka z własnym ego – żaden z wątków książki Miller nie kojarzy się z łagodnością i subtelnością. A jednak jej debiutancka powieść jest dla mnie historią triumfu delikatności nad przemocą, wybaczenia nad zemstą, zrozumienia nad ignorancją.

Kiedy The song of Achilles wpadła w moje ręce po raz pierwszy – nota bene w rzymskiej księgarni, we włoskim tłumaczeniu, promowana jako wielki bestseller – byłam do niej nastawiona mocno sceptycznie. Historię oblężenia Troi przez Achajów opowiadano już tysiące razy, na wiele sposobów. Wątpiłam szczerze: czy młoda amerykańska filolożka klasyczna może wymyślić coś nowego? Po powieść zdecydowałam się sięgnąć dopiero po kilku latach, przeczytawszy wydaną w Polsce Kirke, która okazała się dla mnie najprzyjemniejszą lekturą poprzednich wakacji. Nie rozczarowałam się – Miller jest jedną z najzdolniejszych współczesnych autorek powieści historycznych.

 

Opowieść o Największym z Greków, Achillesie, snuje dla nas ukochany herosa, Patrokles. Jego wspomnienia pozwalają nam poznać nie tylko kulisy wojny trojańskiej, ale przede wszystkim niezwykłą relację, jaka łączyła dwóch młodych mężczyzn: pełną pasji i żaru, ale także, a może przede wszystkim, wielkiej czułości, zaufania i uczciwości. Patrokles jest drugą, łagodniejszą połową Achillesa; jego sumieniem i kotwicą. Z porywczością syna Peleusa kontrastuje spokój i delikatność jego towarzysza, przez całą opowieść dając cień nadziei na pokojowe rozwiązanie konfliktu, którego dramatyczne zakończenie wszyscy przecież znamy.

 


Od książki Miller trudno się oderwać, a jej ostatnie rozdziały niejednego czytelnika doprowadzą do łez wzruszenia. Na szczęście zakończenie powieści, choć w cieniu śmierci i wojennej pożogi, pisane jest w całości przez Patroklesa, nie zaś impulsywnych greckich wojowników, jakim był także jego ukochany – do ostatnich chwil życia szukający chwały i poklasku, skłócony ze swą boską matką, niepogodzony sam ze sobą. To przez Patroklesa i dzięki niemu dramatyczna historia trojańskiej wojny zamyka się przebaczeniem – Priama wobec Achillesa, Achillesa wobec Priama, Tetydy względem syna. I może to właśnie dzięki staraniom wiernego i łagodnego przyjaciela pieśń Achillesa rozbrzmiewa niezmiennie aż do dzisiaj.

 

Książka Madeline Miller „The song of Achilles” – wielki międzynarodowy przebój, który zapewnił debiutującej pisarce zarówno rozgłos i sympatię czytelników, jak i uznanie krytyków – ukazał się w Polsce w niewielkim nakładzie i chyba niezbyt udanym tłumaczeniu; dziś jest praktycznie nie do kupienia. Ja opowieść o greckim herosie czytałam w oryginale.

Madeline Miller, The song of Achilles, Bloomsbury, London 2011

 


Bieżący temat

Łagodność

Odrobina delikatności na co dzień.


kalendarz wpisów