kultura historia

Śródziemnomorskie kalendarze

W dzisiejszej rzeczywistości trudno wyobrazić sobie życie bez kalendarza czy zegarka – czas zdaje się płynąć coraz szybciej w miarę rozwoju technologii. Zapewne niejednego z nas naszła chwila refleksji nad tym, jak to dawniej było dobrze – nasi przodkowie nie musieli się nigdzie spieszyć, nie zerkali na zegar, nie przejmowali się kalendarzem… Nic bardziej mylnego! Starożytnym nieobce były liczby służące do precyzowania godzin i dat. Zapracowany egipski rolnik, grecki poeta tworzący dramat na jesienne święta czy rzymski prawnik planujący apelację byli zależni od kalendarza w takim samym stopniu, jak my dzisiaj.

Za pierwszych wynalazców kalendarza w tzw. Starym Świecie uważani są Egipcjanie (aczkolwiek w skali światowej zajmują miejsce drugie, gdyż o dziesięć wieków wyprzedzili ich Majowie). Co ciekawe, nie trudzili się oni zapisywaniem dat według kalendarza księżycowego, a następnie żmudnym procesem przekształcania go w kalendarz słoneczny. O nie, sprytni egipscy kapłani od razu stworzyli dzieło doskonałe, opierając się przy tym na rytmie słonecznym. Uczynili to około 4240 r. p.n.e. Wspomagała ich pewna szczególna gwiazda, której wschód uznawali za wyznacznik początku roku. Mowa tu o Syriuszu, zwanym w języku Egipcjan Sopdet, przez Greków zaś Sotis. Gwiazda ta znajduje się w gwiazdozbiorze Psa Wielkiego, w tej części nieba, która odpowiada gwiazdozbiorowi Bliźniąt. Tak się składa, że bardzo blisko stąd do charakterystycznej konstelacji Oriona – Syriusz zwany jest czasem jego psem, gdyż widziany na nocnym firmamencie zdaje się podążać za gwiezdnym łucznikiem. Na naszej szerokości geograficznej króluje na niebie przez całą jesień i zimę; można go podziwiać przez całą noc. Gdy nadchodzi wiosna, Syriusz przesuwa się na południową część nieba i zachodzi w połowie nocy, w maju natomiast za dnia przebywa nad horyzontem, gdzie jest niewidoczny z powodu blasku Słońca, i dostrzec go można dopiero o zmierzchu tuż nad horyzontem zachodnim. W połowie maja Syriusz znika z naszego pola widzenia i robi sobie wakacje, aby pojawić się znowu w połowie lipca, ale już po drugiej stronie Słońca. Ten znaczący dzień powrotu Syriusza w starożytnym Egipcie przypadał 19 lub 21 lipca (u nas heliakalny wschód Kanikuły przypada w połowie sierpnia, ale gwiazda ta staje się widoczna dopiero w pierwszym tygodniu września – obecnie można ją już dostrzec), a w związku z jego powrotem Egipcjanie fetowali początek nowego roku.

Astronomowie znad Nilu

Rok egipski, jakkolwiek słoneczny, podzielony był na dwanaście trzydziestodniowych miesięcy, co stanowiłoby odniesienie do kalendarzy księżycowych, jednak uwzględniał on 365 dni. Oczywiście nie był to kalendarz tak precyzyjny jak nasze; Egipcjanie nie znali też systemu lat przestępnych. Jego świadomość mieli kapłani, jednak woleli zmieniać dzień początku roku dla zwiększenia własnego prestiżu, skutkiem czego raz na cztery lata początek roku przesuwał się o jeden dzień. Taki stan rzeczy doprowadził do tego, że poszczególne dni, a następnie pory wylewu Nilu, przesuwały się w absurdalny sposób. Na szczęście kapłani znaleźli rozwiązanie zadowalające obie strony – ich samych i lud egipski – i dodali pięć tak zwanych dni epagomenalnych na końcu każdego roku. Związane były z narodzinami bogów – Ozyrysa, Horusa, Seta, Izydy i Neftydy. Malowniczo oddaje to Plutarch w utworze O Izydzie i Ozyrysie: Nieba Nut pokochała boga Ziemi – Geba i wyszła potajemnie za niego. Dowiedziawszy się o tym bóg Słońca – Ra – bardzo się rozgniewał. Nut była jego wnuczką, ale on kochał ją bardzo czule. Rzucił klątwę na Nut: »jeśli zechce kiedykolwiek urodzić dziecko – niech nie będzie miesiąca w roku, w którym mogłoby ono przyjść na świat!«. Zapłakana Nut, która akurat spodziewała się dziecka, pobiegła do boga mądrości – Tota, aby jej pomógł. Tot udał się do boga Księżyca – Chonsu – i zaproponował, by zagrał z nim w kości. Tot wygrał od Chonsu 5 dni, które ten miał schowane na czarną godzinę. I tak oto bóg Tot dodał do roku 5 dni, w ciągu których bogini Nut urodziła wszystkie swe dzieci. Pierwszego dnia urodził się Ozyrys – bóg zaświatów, patron zmarłych, drugiego – Horus Starszy, bóg nieba, który został potem pierwszym faraonem Egiptu, trzeciego – Set, bóg wojny, czwartego – Izyda, bogini Ziemi, piątego wreszcie – Neftyda, bogini miłości” (za: L. Zajdler, Dzieje zegara, Warszawa 1977, str. 22). Dni epagomenalne uważane były za pokutne – w ich czasie kapłani nakazywali odprawianie modłów dla przebłagania bóstw.

Kalendarz w Egipcie, poza swym solarnym aspektem, podporządkowany był innemu czynnikowi: corocznym wylewom Nilu. Właśnie w związku z tym rytmem rok podzielony był na trzy okresy. Pierwszym z nich był jesienny Achet, czyli pora wylewu, który wyznaczał powrót Syriusza i nowy rok. Okres ten trwał od 19 lipca do 15 listopada i to właśnie wtedy Egipt zmieniał się w jedno wielkie jezioro, po którym, jak opisuje to malowniczo nasz Bolesław Prus w Faraonie, wielkie damy przemieszczały się w łodziach. Drugim okresem był zimowy Peret, czyli pora wzrastania. Trwał od 16 listopada do 15 marca. W tym czasie plony dojrzewały sobie spokojnie pod użyźnioną ziemią, a Egipcjanie mogli poświęcić się bezczynności i zażyć odpoczynku przed wiosennymi żniwami. Ostatnim okresem egipskiego kalendarza był letni Szemu – pora żniw. Przypadał od 16 marca do 13 lipca i wówczas wzdłuż całego Nilu spotkać można było rolników czym prędzej zbierających wszelkie plony przed kolejnym wylewem. Między 13 a 19 lipca przypadały dni epagomenalne, kiedy to cała egipska ludność z niecierpliwością oczekiwała na wiadomość, że woda w Nilu przybiera.

Z konstelacją Oriona i Syriusza związana jest bez wątpienia historia Piramid. Trzy największe piramidy w Gizie odpowiadają swym układem pasowi Oriona, a Sfinks stanowi odzwierciedlenie pozycji Syriusza względem niego. Syriusz znany jest również pod nazwą Kanikuły (Psiej Gwiazdy) od nazwy gwiazdozbioru Canis Magnus, w której się znajduje. Ponieważ pojawia się na niebie w okresie największych upałów, czas ten zwany był właśnie Kanikułą.
Z konstelacją Oriona i Syriusza związana jest bez wątpienia historia Piramid. Trzy największe piramidy w Gizie odpowiadają swym układem pasowi Oriona, a Sfinks stanowi odzwierciedlenie pozycji Syriusza względem niego. Syriusz znany jest również pod nazwą Kanikuły (Psiej Gwiazdy) od nazwy gwiazdozbioru Canis Magnus, w której się znajduje. Ponieważ pojawia się na niebie w okresie największych upałów, czas ten zwany był właśnie Kanikułą.

Z kalendarzem egipskim wiązał się istotny problem, jakim był wspomniany już brak roku przestępnego. Doprowadziło to do kuriozalnych sytuacji, kiedy święta przestały przypadać w obowiązujących je datach. Po stu dwudziestu latach upartego stosowania przez kapłanów systemu przesuwania świąt (zamiast dodania roku przestępnego) okazało się, że święto wylewu Nilu w Nowy Rok przypadło w czasie największej z możliwych susz i bynajmniej nie wiązało się ze wschodem Syriusza. Trzeba było 1460 lat, aby zjawiska przyrody znowu mogły iść w parze z kalendarzem. Porządek w tej dziedzinie uczynił dopiero król Ptolemeusz III Euergetes, który w roku 238 wydał Dekret z Kanopos, polecając, by co 4 lata dodawano do 360 kolejne 6 dni. Pozwoliło to zażegnać największy chaos w kwestii niezgodności kalendarza z porami roku.

Kalendarz egipski wyszedł z użytku wraz z podbojem państwa faraonów przez Rzymian. Ponieważ wszędzie musieli oni zaprowadzić swój porządek, kwestia ta nie mogła ominąć kalendarza. Na rozkaz Oktawiana Augusta wprowadzono więc nad Nilem kalendarz juliański, który Egipcjanie zwali „aleksandryjskim” lub „macedońskim”. Zgodnie z własną reformą Oktawian wprowadził dwukrotny początek roku – z tradycyjną datą 1 stycznia i pierwszego dnia miesiąca tot, który wypadał wówczas 29 sierpnia. Kalendarz ten pozostawał w użyciu w Egipcie i w Bizancjum, przy czym alternatywną datę początku roku przesunięto ostatecznie na 1 września. Co ciekawe, tenże kalendarz używany jest do dzisiaj w etiopskim Kościele koptyjskim.

Ciekawą kwestią, jeśli chodzi o egipskie liczby związane z datowaniem czasu, jest też numeracja lat. Egipcjanie liczyli je od momentu wstąpienia na tron kolejnego władcy; system ten obowiązywał przez niemal cały czas istnienia państwa egipskiego. Najdawniejszy ślad oznaczania czasu według er odkryto w papirusie z Tanis z czasów faraona Ramzesa II (XIV-XIII w.), gdzie podano datę liczoną od początku panowania króla Set Nubti z dynastii Hyksosów (XVIII-XVII w.p.n.e.). Uczeni ustalili jej punkt wyjściowy na 1722 rok. Po zdobyciu Egiptu przez Oktawiana Augusta przyjęto nad Nilem tak zwaną erę rzymską, która liczona była od upadku ostatniej królowej – Kleopatry. Początkiem tej ery był 1 tot 30 roku p.n.e.

Od Księżyca do Słońca – kalendarz rzymski

Rzymianie byli bez wątpienia narodem bardzo praktycznym i opierającym się na stałych zasadach, toteż każdy szanujący się mieszkaniec Wiecznego Miasta zapewne nie wyobrażał sobie życia bez kalendarza w ręku… czy może raczej na kamiennej tabliczce. Myli się jednak ten, kto sądzi, że rzymski kalendarz, który nota bene stanowi podstawę naszego dzisiejszego (po drobnej interwencji papieża Grzegorza Wielkiego), stanowił od razu jednolite dzieło. Niestety do perfekcji trzeba było dojść żmudną metodą prób i błędów, przy czym czas nad Tybrem mijał niekiedy równie chaotycznie jak nad Nilem, a wszystko przez nieprecyzyjne liczenie dni w pierwotnej wersji kalendarza.

Pierwszą wersję kalendarza Rzymianie ustanowili na cześć Romulusa. Zgodnie z nim panował tak zwany rok romulusowy, który liczył sobie raptem 304 dni, a co więcej, dzielił się na dziesięć miesięcy, przy czym cztery miesiące liczyły sobie 31 dni, pozostałe zaś 30. Co ciekawe, rok zaczynał się nie w styczniu – tej nazwy miesiąca jeszcze zresztą nie znano – ale w marcu, miesiącu nazwanym tak na cześć Marsa, mitologicznego ojca boskich bliźniaków. Istotną sprawą byłorównież to, że pierwotny kalendarz rzymski opierał się na rytmie Księżyca, wobec czego rok rozpoczynał się z nadejściem równonocy wiosennej, kiedy Księżyc wschodził w znaku Barana. Pozostałością po tym sposobie liczenia czasu jest dzisiejsze umiejscowienie tego znaku na pierwszym miejscu w zodiaku. Kalendarz ten nie był jednolity w całej Italii. I tak w niektórych regionach poszczególne miesiące różniły się liczbą dni: w Alba Longa marzec liczył 36 dni, natomiast wrzesień jedynie 16. W Arycji najdłuższym miesiącem był 39-dniowy październik. Aby rozwiązać problem zbyt małej liczby dni w roku romulusowym, przyjmowano nienumerowany 61-dniowy okres zimowy, który następował po przeliczonych 304 dniach. Oczywiście taki stan nie przyjął regularności występowania świąt, wobec czego należało dokonać stosownej reformy. Minęło jednak ponad stulecie, zanim Rzymianie dojrzeli do takiej decyzji.

Pierwsza poważna reforma kalendarza rzymskiego miała miejsce za panowania króla Numy Pompiliusza (niektóre źródła przypisują ją Tarkwiniuszowi) w VII wieku p.n.e. Władca ów, znany ze swej mądrości i pobożności, doszedł do słusznego wniosku, że u podstaw kalendarza musi leżeć stałość i regularność. Aby uporządkować kwestię „luźnych” 61 dni, wprowadził dwa dodatkowe miesiące – styczeń i luty, jednak rok nadal podzielony był według biegu Księżyca, przy czym uwzględnione były lata przestępne. Rok w nowym kalendarzu liczył sobie 355 dni. Marzec, maj, lipiec, październik miały 31 dni, luty – 28 dni, podobnie jak dzisiaj, natomiast pozostałe miesiące liczyły ich 29. Co istotne, Numa, będąc z natury człowiekiem wielce przesądnym, wprowadził tak zwane dies fasti i dies nefasti – czyli dni pomyślne i pechowe. Podczas tych ostatnich należało mieć się na baczności, zabroniona była wszelka działalność ustawodawcza, nie prowadzono bitew, nie odprawiano ceremonii, najlepszą zaś formą ich spędzania było pozostawanie w domu, gdyż wyjście poza próg mogło się źle skończyć. Dies nefasti były wszakże bardzo przemyślanym rozwiązaniem w systemie, który nie znał weekendów.

 

Rzymskie fasti to kalendarz zawierający wykaz dni, w których można było m.in. zwoływać zgromadzenia, a także wykaz najwyższych urzędników rzymskich. Na zdjęciu: Fasti Capitolini (fragment) od 264 do 172 r.p.n.e., fot. José Luiz Bernardes Ribeiro / Wikimedia
Rzymskie fasti to kalendarz zawierający wykaz dni, w których można było m.in. zwoływać zgromadzenia, a także wykaz najwyższych urzędników rzymskich. W tak zwanym królewskim kalendarzu rzymskim pierwszym miesiącem roku był marzec, a w Idy marcowe rozpoczynali urzędowanie konsulowie. W 153 r. p.n.e. termin ten przesunięto o dwa i pół miesiąca wstecz, na 1 stycznia, gdyż w przeciwnym razie konsulowie desygnowani na ten rok nie zdążyliby na początek sezonu działań wojennych do Iberii. Ponieważ rzymscy urzędnicy byli wybierani na roczną kadencję, ustaliło to początek cyklu pracy administracji państwowej na pierwszego stycznia. I tak już zostało do tej pory. Na zdjęciu: Fasti Capitolini (fragment) od 264 do 172 r.p.n.e., fot. José Luiz Bernardes Ribeiro / Wikimedia, CC BY-SA 4.0

Kalendarz Numy nie rozwiązał jednak problemu rozregulowanych świąt. Aby uporać się z coraz większym bałaganem w numeracji dni, komisja decemwirów postanowiła wprowadzić dodatkowe miesiące, rozpoczynające się po 24 lutego, jednak idea ta spaliła na panewce. Kolejni kapłani potęgowali chaos, gdyż od 191 roku p.n.e. na mocy ustawy Maniusza Acyliusza Glabriona otrzymali oni prawo dodawania miesięcy przestępnych według własnego uznania. Zapanowała całkowita samowola w ustalaniu, kiedy należy, a kiedy nie należy wprowadzać tego rodzaju miesiąc, co przyniosło opłakane w skutkach efekty, kiedy to w latach 59-46 p.n.e. nastąpił totalny nieład w kalendarzu. W roku 46 p.n.e. różnica między datami a właściwym terminem sięgnęła 90 dni! Ponieważ wiosna przypadła w tym roku jesienią, stwierdzono, że należy wprowadzić dodatkowe dwa miesiące między listopad i grudzień.Tym samym nadejście zimy opóźniło się o 60 dni, a rok wydłużył się do 455 dni. W tym właśnie momencie na arenę zmian kalendarzowych wkroczył sam Juliusz Cezar, aby dokonać jednej z największych reform w dziejach Rzymu.

Dyktator przystąpił do reformy uzbrojony w armię egipskich astronomów pod wodzą Sozygenesa z Aleksandrii. Ów genialny uczony wyliczył, że rok wynosi 365 i ¼ dnia, określił liczbę dni dla poszczególnych miesięcy, a luty uczynił rokiem przestępnym raz na cztery lata. Aby było ciekawie, nie dodawano jednego dnia, jak to ma miejsce obecnie, ale powtarzano poprzedni, zatem Rzymianie obchodzili 28 dzień lutego dwa razy. Styczeń w kalendarzu juliańskim liczył 29 dni, luty 28 dni, marzec, maj, lipiec, wrzesień i listopad miały po 31 dni, natomiast pozostałe miesiące liczyły po 30 dni. Kalendarz pozostawał w powszechnym użyciu aż do czasów Grzegorza Wielkiego, który dokonał reformy obowiązującej do dziś.

Rzymianie posiadali bardzo ciekawy system podziału miesiąca, w którym znaczące były trzy terminy. Kalendae – Kalendy, pierwszy dzień każdego miesiąca, następowały w czasie pierwszej fazy księżyca (nów), Nonae – Nony, wypadały 5-tego albo 7-mego dnia miesiąca (dzień zależny był od terminu występowania pełni), Idus – Idy, przypadały na trzynastego lub piętnastego dnia miesiąca. Do historii przeszły jedynie Idy Marcowe – feralny dzień zabójstwa Juliusza Cezara.

Rzymianie dość skrupulatnie przestrzegali swego, jakże precyzyjnego i niedokładnego zarazem kalendarza, datując wszelkie wydarzenia w zależności od dat stałych przypadających w miesiącu. W listach Cycerona do dziś możemy przeczytać, że przybył on do Arpinum kilka dni przed Nonami, a opuścił je po Idach. W dość oryginalny sposób stosował to nazewnictwo Oktawian August, używając określenia Ad Kalendas Graecas (‚Na greckie Kalendy’), jeśli chciał zaznaczyć, że bynajmniej nie spodziewa się dotrzymania danego terminu. Jakkolwiek bowiem Rzymianie narzucili swe panowanie we wszystkich regionach basenu Morza Śródziemnego, to jednak znacznie ciężej przyszło im narzucenie rodzimego italskiego kalendarza.

 

Fot. Steve Alexander / Flickr, CC BY-ND 2.0
W Grecji nominalnie miesiąc powinien był zaczynać się od nowiu Księżyca (νουμηνία bądź νεομηνία od νέα μήνη), ale ponieważ nie dokonywano interkalacji pojedynczych dni, kalendarz przesuwał się w stosunku do faz Księżyca o około 1 dobę na 3 lata. Fot. Steve Alexander / Flickr, CC BY-ND 2.0


Jak to z kalendami greckimi było

Hellada w swej oryginalności trwała długo i choć dostała się pod rzymskie panowanie, nie poddała się powszechnemu procesowi romanizacji. Grecy posługiwali się kalendarzem lunarnym praktycznie do chwili, kiedy nastąpiło urzędowe ujednolicenie kalendarza w całym Imperium Rzymskim, a i wówczas stosowali swoje własne systemy. Rzymianom grecki kalendarz mógł wydawać się dziwaczny, ponieważ zasadniczo nie pokrywał się z ich systemem liczenia miesięcy i dni. Po pierwsze w Helladzie nie istniał jeden powszechny kalendarz, ale każde miasto-państwo posiadało swój terminarz. Po drugie, rok nie rozpoczynał się wedle rzymskich prawideł 1 stycznia, ale w lipcu. Jakkolwiek samych miesięcy było dwanaście, tak jak w kalendarzu rzymskim, rozpoczynały się one i kończyły w sposób dość niekonwencjonalny, bowiem jeden miesiąc grecki odpowiadał dwóm połowom miesięcy rzymskich. I tak pierwszy w greckim kalendarzu Hekatombaion (Ἑκατομβαιών) przypadał odpowiednio od połowy lipca do połowy sierpnia. Podobnie sprawa się miała z pozostałymi miesiącami. Co ciekawe, między szóstym a siódmym miesiącem roku, czyli mniej więcej między styczniem a styczniem (sic!) następowała tak zwana interkalacja, czyli dodanie dodatkowego 13 miesiąca, który w lunarno-solarnym kalendarzu greckim znany był jako Poseidonion II.

Greckie miesiące dzieliły się na pełne – 30-dniowe i niepełne – 29-dniowe i podzielone były na trzy dekady, przy czym w miesiącach niepełnych ostatnia dekada wynosiła 9 dni. Co ciekawe, zgodnie z fazami Księżyca dni dekady pierwszej liczone były rosnąco, jako że sama dekada nosiła taką nazwę: ιστάμενος – wówczas Księżyc przybierał. W drugiej dekadzie dni liczone były normalnie od 11 do 20, natomiast w trzeciej liczono dni wstecz od 30 lub 29 do 20, ponieważ wówczas Księżyc malał i umierał, a sama dekada nosiła nazwę umierającej – φθινοντος. Zapewne taki system liczenia byłby nie do przyjęcia dla racjonalnie myślącego Rzymianina, ale bujający w obłokach Grek nie miał z tym większego problemu.

Co ciekawe, Grecy liczyli lata w dwojaki sposób. Od IV w. p.n.e. liczono je na podstawie częstotliwości igrzysk olimpijskich, przy czym czteroletni okres między jedną imprezą sportową a drugą uznawano za czas jednej olimpiady (i tak czwartyrok szóstej olimpiady odpowiadał dacie założenia Rzymu). W Atenach natomiast podstawą do wyliczania lat był okres urzędowania archonta, który wynosił jeden rok.

Interesujący może również wydawać się fakt, że Grekom nigdy nie przyszedł do głowy pomysł dokonania reformy kalendarza. Wychodzili z założenia, że w panującym systemie czasowym żyje im się znakomicie, a za podstawę do wszelkiej działalności rolniczej przyjmowali zmianę pór roku i towarzyszące im zjawiska astronomiczne i pogodowe. Zapewne w dużej mierze opierali się na traktacie Hezjoda Prace i dnie, który stanowił swoisty podręcznik starożytnego rolnika, gdyż zawierał wszelkie wytyczne odnośnie do kolejności wykonywania prac polowych w zależności od danej pory roku. Traktat Hezjoda, który można uważać za oryginalną formę kalendarza, na szczęście przetrwał do naszych czasów. Hezjod dokonał podziału roku na osiem pór odpowiadających zjawiskom astronomicznym, przyrodniczym i pogodowym oraz towarzyszącym im pracom polowym. Dodatkowo Hezjod, podobnie jak rzymski Numa Pompiliusz, przyjął podział dni na pomyślne i niepomyślne, przy czym beocki poeta należał chyba do optymistów, bowiem dni pechowych wyznaczył tylko sześć w każdym miesiącu.

Sousse, fot. © Ad Meskens / Wikimedia Commons
Chociaż w Rzymie początek roku urzędowego przesunięto na 1 stycznia, pierwszym miesiącem roku sakralnego pozostał marzec. Z tego właśnie powodu luty do dnia dzisiejszego pozostaje najkrótszym miesiącem i to do niego dodaje się dzień w roku przestępnym. To pozostałość po czasach, w których luty był ostatnim miesiącem w roku.Na zdjęciu: mozaika przedstawiająca miesiące (tu: marzec) z III w. n.e., Muzeum Archeologicznew Sousse, fot. © Ad Meskens / Wikimedia Commons

Kalendarze starożytne miały dwoisty charakter, stanowiły połączenie lunarno-solarne, przy czym ostatecznie zwyciężyła wersja słoneczna. Stało się tak, ponieważ chronologie księżycowe były z natury mało precyzyjne, obserwacja Słońca dawała zaś możliwość dokładniejszego wyznaczenia liczby dni w roku. Skomplikowany system kalendarzy świadczy o wysokim stopniu zaawansowania starożytnych kultur, jakkolwiek wiedza astronomiczna zarezerwowana była najczęściej dla stanu kapłańskiego. Bez wątpienia niełatwą sprawą była obserwacja nieba w czasach, kiedy nie istniały teleskopy, a astronomowie używali do tego celu wyłącznie własnych oczu. Jakkolwiek chaotyczne i nie do końca precyzyjne, kalendarze w świecie starożytnych mieszkańców Śródziemnomorza pełniły z powodzeniem swoją funkcję. My, współcześni, korzystamy z ich bogatego dorobku, a nasz obecny kalendarz stanowi modyfikację dzieła Cezara dokonaną przez papieża Grzegorza Wielkiego w 1582 roku. Zasadnicza różnica między tymi dwoma wersjami jest taka, że  kalendarz juliański spóźnia się o 1 dzień na 128 lat, natomiast opóźnienie kalendarza gregoriańskiego wynosi 1 dzień na 3322 lata. Nie licząc godzin i lat – lub przeciwnie, licząc je intensywnie – czerpiemy zatem ze starożytnego dziedzictwa, z tej epoki dziejowej, w której na upływ czasu patrzono mimo wszystko z większym przymrużeniem oka pozwalając, by niekiedy na moment się on zatrzymywał… a nawet cofał.

 

 

Nazwy rzymskich miesięcy:

Ianuarius – nazwany na cześć boga Janusa, patrona początków i przejść, bram i granic, czasu i końca.

Februarius – od archaicznego boga Februusa, który utożsamiany był z późniejszym Dis Pater, bogiem umarłych.

Martius – nazwany na cześć Marsa, boga wojny, ojca Remusa i Romulusa oraz przodka Rzymian.

Aprilis – pochodzenie nazwy tego miesiąca jest nieznane, kojarzone jednak z boginią Afrodytą lub z łacińskim czasownikiem aperio, aperire– otwierać. Co ciekawe, za rządów Nerona Senat wystąpił o zmianę nazwy tego miesiąca na Neronis.Projekt ustawy został odrzucony.

Maius – nazwany od imienia bogini Mai, patronki natury, w mitologii greckiej matki Hermesa.

Iunius – nazwany od imienia Junony, królowej bogów.

Iulius (wcześniej Quinctilis) – oryginalna nazwa pochodziła od cyfry 5, gdyż początkowo był to piąty miesiąc roku księżycowego. Po śmierci Cezara miesiąc urodzin dyktatora  nazwany został jego imieniem.

Augustus (Sextilis) – początkowo nazwa odnosiła się do cyfrysześć, jednak później miesiąc ten otrzymał nazwę na cześć Oktawiana Augusta, który wówczas oficjalnie objął ster rządów w Rzymie.

September – nazwa pochodzi od cyfry siedem.

October – nazwa pochodzi od cyfry osiem.

November – nazwa pochodzi od cyfry dziewięć.

December – nazwa pochodzi od cyfry dziesięć.

 


Bieżący temat

Liczby

Bo jak mawiał Pitagoras: "Wszystko uregulowane jest podług liczby".


kalendarz wpisów