aktualności artykuły kultura historia

Sprawa Jezusa z Nazaretu

Jerozolima, 25 kwietnia 1933 roku. O godzinie 14.00 zebrał się specjalny trybunał, w którego skład wchodziło pięciu Żydów – przedstawicieli współczesnego Sanhedrynu. Ich celem było ponowne rozpatrzenie sprawy Jezusa z Nazaretu. Zgromadzenie przy czterech głosach „za” do jednego „przeciw” zdecydowało, że skazanie Jezusa było jednym z największych błędów w historii ludzkości, wobec czego Żydzi powinni odwołać deklarację Sanhedrynu z roku 33 (lub 31) p.n.e. i uniewinnić podsądnego.

Od wieków jednym z głównych oskarżeń wysnuwanych wobec Żydów niemal przy każdym wszczętym przeciwko nim działaniu jakichkolwiek władz państwowych był ten o skazanie na śmierć Jezusa Chrystusa. Takim zarzutem, jednym z wielu zresztą, posłużyli się między innymi Królowie Katoliccy wydając Edykt z Alhambry, zwany również edyktem o wygnaniu Żydów, z dnia 31 marca 1492 roku, a zatem niedługo po zakończeniu rekonkwisty. Nie trzeba tłumaczyć, jaki był prawdziwy powód exodusu wyznawców judaizmu; faktem pozostaje, że w w ciągu siedmiu wieków prosperity Al-Andalus zdołali oni zgromadzić w swoich rękach niemałe majątki, które Ferdynand i Izabela chętnie widzieliby w swoim skarbcu, pustym po skończonej niedawno wojnie. Podanie tak oczywistego powodu godziłoby jednak w królewską godność, toteż należało wymyślić inne przewinienia, a zamordowanie Syna Bożego stanowiło bez wątpienia znakomity zarzut, który nota bene nie ulegał przedawnieniu. Przekonanie o tym, że Jezus poniósł śmierć z rąk Żydów, było i do dnia dzisiejszego pozostaje powszechne w świadomości chrześcijan, gdy tymczasem mało kto pamięta, iż postępowanie karne prowadzone było bynajmniej nie przez Sanhedryn, który nie posiadał tego rodzaju uprawnień, ale przez namiestnika rzymskiego.

Dla wielu wyznawców Chrystusa sama kwestia procesu sądowego pozostaje mało istotna – liczy się wszak kwestia wiary. Wypowiadając podczas mszy tekst Credo, niewielu zdaje sobie sprawę ze znaczenia słów ukrzyżowany pod Poncjuszem Piłatem. Tymczasem słowa te jednoznacznie wskazują, kto orzekł wyrok, ze wszystkimi jego konsekwencjami. Również w Ewangeliach jako osoba orzekająca karę śmierci wymieniony jest Piłat – bynajmniej nie żydowski Sanhedryn (Mt. 27, 26; Mk 15, 15; Łk. 23, 25; J. 19, 16). Zwykle zapominamy również, że proces ten miał faktycznie miejsce w konkretnym czasie i przestrzeni, a co więcej, przeprowadzony został w oparciu o konkretne normy prawne – w tym przypadku prawo rzymskie.

Nie bez znaczenia jednak pozostaje fakt, że to właśnie Sanhedryn doprowadził do rozpoczęcia procesu, przyprowadzając Jezusa do namiestnika i oskarżając Go o czyny karygodne, za które prawo mojżeszowe przewidywało karę śmierci, wreszcie krzykiem domagając się Jego ukrzyżowania. Pojawia się zatem pytanie, na czyją głowę spada odpowiedzialność za skazanie Jezusa na śmierć. Piłat wszak umył ręce stwierdzając, że nie jest winny krwi „niewinnego”. Interesująca jest również kwestia samego wszczęcia procesu,  problem zatargu między Jezusem a sanhedrytami, a wreszcie najważniejsza sprawa – dlaczego Piłat, który sam stwierdził, że nie odnajduje w Jezusie żadnej winy, skazał Go jednak na śmierć.

Tło historyczne. Rzymianie na ziemiach Izraela

Aby mieć nieco głębszy wgląd w sprawy Jezusa, należy cofnąć się w czasie o jakieś osiemdziesiąt lat. Jakkolwiek bowiem od co najmniej VI wieku p.n.e. (597 r.) tereny te znajdowały się co i rusz pod okupacją kolejnych bliskowschodnich mocarstw – Babilończyków, Persów, na krótko pod panowaniem Aleksandra Macedońskiego, Ptolemeuszy i wreszcie Seleudyców – to jednak dopiero pod panowaniem rzymskim odczuły tak naprawdę ciężar władzy obcego imperium. Ziemie te podbił w roku 63 p.n.e. Gnejusz Pompejusz Magnus, który dysponował największymi siłami, jakie kiedykolwiek zostały przyznane rzymskiemu wodzowi. Podbite w rekordowym tempie ziemie Izraelitów stały się częścią Republiki Rzymskiej, natomiast Judea została włączona do prowincji Syrii. Po przejęciu władzy w Rzymie przez Oktawiana Augusta i ustanowieniu pryncypatu, tereny te zostały przemianowane w prowincję Judeę, podlegającą bezpośrednio cesarzowi. Ze względu na swoje strategiczne położenie na jej czele stanął namiestnik rangi ekwickiej. Oznaczało to, że posiadał zarówno potestas jak i imperium, a zatem władzę cywilną i wojskową. W Nowym Testamencie namiestników Judei określano mianem hegemona (łac. procurator), czyli „namiestnika”. (Mt 27. 2.11.15.21.27; Łk 3,l; 20. 20; Dz 23, 24-25, 33; 24, 1.10; 26, 30). Na stolicę nowej prowincji wybrano Cezareę Nadmorską, natomiast namiestnik rezydował prawdopodobnie w pałacu zbudowanym przez Heroda Wielkiego. Garnizon wojskowy prowincji składał się z pięciu kohort piechoty i jednego skrzydła konnicy,  liczące każda po 500 lub 1 000 żołnierzy. Ponieważ były to auxilia, ich rekrutacja odbywała się spośród pogańskich mieszkańców Judei, przeważnie z regionu Samarii. Natomiast namiestnik dysponował kohortą złożoną z żołnierzy rzymskich.

Żydzi jako mieszkańcy prowincji rzymskiej cieszyli się niemałymi przywilejami, polegającymi między innymi na zwolnieniu z kultu cesarza, co wynikało z poszanowania ich monoteistycznej religii. Pełna gwarancja kultu obejmowała także świątynię, czego maksymalnym wyrazem był fakt, że nawet obywatel rzymski mógł zostać skazany na śmierć za wejście na podwórza świątyni przeznaczone wyłącznie dla Żydów. Poza tym zachowana została – marionetkowa wprawdzie – instytucja władzy królewskiej, jakkolwiek Herod Wielki został Żydom nadany przez Rzym. Dominacja nad narodem żydowskim miała charakter arystokratyczny. Przywódca był arcykapłanem, który przewodniczył Sanhedrynowi. Oba centra władzy znajdowały się pod pełną kontrolą rzymskiego namiestnika.

Zgodnie z rzymskim zwyczajem miejscowa administracja pozostała w rękach mieszkańców prowincji, podczas gdy Sanhedryn stał się organem administracyjnym i sądowym dla całego kraju. Jego uprawnienia do wydawania wyroków śmierci były jednak ograniczone. Z drugiej strony namiestnik, oprócz dowództwa wojskowego i władzy administracyjnej, dzierżył najwyższą władzę sądowniczą, co oznaczało, że do jego uprawnień należały ius gladii lub potestas gladii – prawo do decydowania o życiu i o śmierci.


Procurator Pontius Pilatus

Poncjusz Piłat jest bodajże najbardziej znanym w historii namiestnikiem prowincji rzymskich, choć sam byłby zapewne zdumiony faktem, że jego imię jest znane z powodu procesu nic nie znaczącego żydowskiego „buntownika”. Mianowany na to stanowisko został w roku 26 n.e. przez cesarza Tyberiusza, z polecenia Sejana, którego zresztą był protegowanym. Ma to ogromne znaczenie dla samego procesu Jezusa, a także z punktu widzenia wydanego wyroku, ale o tym za chwilę. Interesujące jest samo pochodzenie namiestnika, na temat którego istnieją dwie teorie: pierwsza, jakoby faktycznie pochodził z Pontu (krainy w północno-wschodniej Azji Mniejszej), druga zaś wskazuje na jego samnickie pochodzenie, ponieważ imię (nomen) Poncjusz (Pontius) wywodzić się mogło z rodu Pontiów, należącego do italskiego ludu Samnitów. De facto nie znamy jego pełnego imienia, a źródła zarówno chrześcijańskie, jak i pogańskie wspominają o nim jako o Poncjuszu Piłacie, przy czym Pilatus jest w tym przypadku przydomkiem (cognomen). Ze źródeł, szczególnie w z relacji Józefa Flawiusza, wynika, że Piłat nie pałał do narodu żydowskiego zbytnim uczuciem. Wielokrotnie popadał on w konflikty ze swoimi poddanymi. Warte przytoczenia są dwa incydenty:

Gdy jego żołnierze przybyli do Jerozolimy, nakazał im przynieść proporce będące symbolem Cezara. Proporce zostały przyniesione pod osłoną nocy, lecz ich obecność została niebawem odkryta. Wielu Żydów przybyło do Cezarei namówić Prokuratora do zniesienia tych symboli. Przez pięć dni Piłat nie chciał ich wysłuchać, lecz już szóstego zasiadł w fotelu sędziego. Gdy Żydzi zebrali się, kazał otoczyć ich kordonem żołnierzy i zagroził śmiercią jeśli nie przestaną go dręczyć swoimi postulatami. Ci rzucili się na ziemię i odsłonili swoje karki mówiąc, że wolą zginąć niż dopuścić do pogwałcenia swoich praw. Piłat, nie chcąc zabijać tak wielu, ustąpił i zdjął proporce (Ioseph, Bell. Iud. II 9, 2-3).

Poncjusz Piłat naruszył również skarb Świątyni do budowy akweduktu:

Innym razem użył świętego skarbu świątynnego, zwanego Korbanem, aby doprowadzić wodę do Jerozolimy przez akwedukt. Oburzony tłum złorzeczył Piłatowi; lecz ten posłał żołnierzy przebranych za cywilów w motłoch. Na dany sygnał, bunt żydowski został stłumiony kijami (ibid. II 9,4).

Piłat wsławił się innymi nie mniej brutalnymi czynami wobec ludności żydowskiej; nie wydaje się również, aby był darzony uznaniem czy zbytnim szacunkiem przez drugą stronę. Według źródeł stanowił on ucieleśnienie typowego rzymskiego urzędnika – formalisty, skrupulatnego do bólu, człowieka o niezbyt dużym zmyśle politycznym, który swą karierę zawdzięczał protekcji wpływowego patrona. Niemniej pozostawał, zarówno de facto i, jak i de iure, namiestnikiem i jako taki dzierżył władzę nad prowincją w imieniu Cesarza, któremu bezpośrednio podlegał. On też reprezentował jedyny organ prawodawczy właściwy do przeprowadzania procesów sądowych. Należy jednak zaznaczyć – w sprawach gardłowych, dotyczących wykroczeń przeciwko prawu rzymskiemu. Jak to się wobec tego stało, że przewodził procesowi Jezusa – człowieka, który na pierwszy rzut oka nie miał nic wspólnego z lex romana?


Zarzewie konfliktu i zarzuty

Można stwierdzić, że przyczyną całego postępowania karnego, którego skutek stanowiło skazanie na śmierć, był konflikt pomiędzy Jezusem i przedstawicielami elit żydowskich – faryzeuszami i saduceuszami. Jezus w swoich naukach wielokrotnie występował przeciwko praktykom arcykapłanów, którzy kontrolowali kult i świątynię, czerpiąc zyski z ich działalności. Co więcej, ten skromny Galilejczyk ośmielał się krytykować osoby duchowne, nazywając je obłudnikami (Mt 23,15), zarzucał im bezpodstawność wielu nakazów i zakazów oraz daleko idącą niekonsekwencję ich własnego postępowania (Mt 5.20). Solą w oku uczonych w Piśmie było również nagminne łamanie przez Jezusa obowiązku Szabatu; należy przy tym zauważyć, że o ile same „skandaliczne” wypowiedzi mogły jeszcze ujść uwagi starszyzny, o tyle nieprzestrzeganie Szabatu nie mogło pozostać bez echa. Niepokój wśród przedstawicieli Świątyni budziła również rosnąca popularność Jezusa, rozgłos Mu towarzyszący, a co najważniejsze, pojawiające się hasła, że jest On Mesjaszem. Ze względu na niestabilną (łagodnie mówiąc) sytuację polityczną w prowincji, w której pod pozorami ładu wrzało niczym w wulkanie tuż przed erupcją, pojawienie się Mesjasza, który według żydowskiej tradycji miał być wyzwolicielem (dosłownie) z niewoli, mogło mieć opłakane konsekwencje w postaci reakcji Rzymu. Wszelkie przejawy buntu były zatem natychmiast uciszane przez obie strony – Żydzi nie życzyli sobie interwencji Rzymu, natomiast Rzymianie chcieli mieć przysłowiowy święty spokój.  Można zatem stwierdzić, że w interesie samych Żydów leżało utrzymywanie porządku, aby nie narazić się władzom. Niemniej konflikt na osi Jezus – kapłani, ograniczony był, przynajmniej w swej ostatniej fazie, do samej Jerozolimy.

O zagrożeniu dla istniejącego status quo ze strony Jezusa – w opinii kapłanów – można mówić w zasadzie od chwili Jego przybycia do Jerozolimy na święto Paschy, jakkolwiek niepokój wzbudzała już wcześniej Jego działalność zakrojona na coraz bardziej szeroką skalę. Kiedy Jego wpływy zaczęły ogarniać niemal cały naród, a fala sięgnęła stolicy, saduceusze doszli do wniosku, że nie należy ryzykować, ale natychmiast zażegnać problem. Istnieje przypuszczenie (Jońca 2009, 193), że Sanhedryn zamierzał „rozprawić się” z Jezusem po zakończeniu święta Paschy, jednak pewne okoliczności sprawiły, że sprawa stanęła na ostrzu noża. Jednym z powodów podjęcia decyzji o konieczności natychmiastowego zlikwidowania buntownika i podżegacza tłumów był incydent w Świątyni, kiedy to Jezus, ogarnięty gniewem, za pomocą bicza rozgromił kupców i powywracał ich stragany. Równało się to z ogromnymi stratami ze strony Świątyni, jakkolwiek spotkało z aprobatą tłumu. Takiego zachowania saduceusze tolerować nie mogli. Drugim incydentem była kwestia deklaracji odbudowy Świątyni w ciągu trzech dni. Kapłani nie zrozumieli metafizycznego znaczenia tej wypowiedzi, przyjęli słowa Jezusa wprost, uznając je za bluźnierstwo najwyższe z możliwych – zgodnie z interpretacją prawa mojżeszowego rzeczywiście takowe stanowiło. A zatem w oczach faryzeuszy i saduceuszy Jezus zasługiwał w pełni na karę śmierci. Pozostawał jeden problem – Sanhedryn nie posiadał ius gladii, czyli prawa wydawania wyroków w sprawach gardłowych. Takowe należało do rzymskiego namiestnika i to właśnie do niego udać się z oskarżeniami. Zarzuty z punktu widzenia Sanhedrynu prezentowały się następująco:

  • Sanhedryci bali się, że działania Jezusa mogłyby rozbudzić żydowskie nadzieje mesjanistyczne, które z kolei doprowadziłyby do buntu przeciwko Rzymowi i krwawej zemsty ze strony rzymskich legionów (J, 11,48);
  • Jezus, ich zdaniem, domagał się tytułu Mesjasza i Syna Bożego, co było bluźnierstwem w oczach żydowskich starszych (J 4,25–26; J 10,30–3);
  • Ośmielał się skrytykować faryzeuszy (Łk 11, 37–48);
  • Wobec ludu wyraźnie oskarżył przywódców Izraela o brak pobożności i religijności (Mt 23,1–3).

Wedle prawa mojżeszowego wszystkie te zarzuty groziły karą śmierci, której nota bene domagali się od Piłata Żydzi. Mało prawdopodobne wydaje się jednak, aby Piłat jako namiestnik rzymski zechciał prowadzić sprawę o bluźnierstwo przeciwko religii żydowskiej, której ani nie rozumiał, ani nie darzył szacunkiem. Pozostawała zatem inna kwestia – sformułowanie zarzutów w taki sposób, aby zostały rozpatrzone przez prokuratora w aspekcie prawa rzymskiego. Skoro więc zadał sanhedrytom pytanie, na jakiej podstawie przyprowadzili Jezusa do niego, ci skwapliwie odparli:

Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród, że odwodzi od płacenia podatków Cezarowi i że siebie podaje za Mesjasza – Króla (Łk 23.2). Sformułowane zostały zatem następujące zarzuty:

  • wzniecanie niepokojów publicznych,
  • akcję zmierzającą do niepłacenia podatków należnych władzy rzymskiej,
  • przywłaszczenie sobie godności królewskiej.

W oczach Piłata szczególnie ten ostatni zarzut nabierał niebagatelnego znaczenia, gdyż instytucja królewska była Rzymianom wyjątkowo nienawistna, a po drugie rzekome zakusy na władzę królewską stanowiły przestępstwo ścigane z urzędu, którego łacińska nazwa brzmiała crimen laese maiestatis, a zatem zbrodnia obrazy majestatu. Ten rodzaj przestępstwa karany był śmiercią.


Czy jesteś królem Żydów?

Po wysłuchaniu zarzutów Piłat przystąpił do przesłuchania oskarżonego. Wprowadził Jezusa do pretorium, gdzie Żydzi z powodów religijnych nie mogli wejść, po czym zaczął zadawać pytania. Ponieważ nieistotne wydało mu się pomniejsze kwestie, takie jak podżeganie do buntu czy niepłacenia podatków, zapytał Jezusa wprost: Czy jesteś królem Żydów?

Było to pytanie o meritum, od odpowiedzi na które zależał de facto los oskarżonego. Należy przypomnieć, że w rzymskich procesach karnych, zwłaszcza e procesie typu cognitio extra ordinem, do którego zaliczyć można sprawę Jezusa, dążono przede wszystkim do uzyskania wyznania winy przez oskarżonego. Co do zasady takie wyznanie (przyznanie się do winy) zamykało przewód i następowało ogłoszenie wyroku. W tym przypadku jednak Piłat musiał się mocno zdziwić, gdyż jego podsądny milczał, wobec czego prokurator powtórzył pytanie trzykrotnie. Z punktu widzenia rzymskiego sposobu przeprowadzania procesów sądowych była to zwykłe postępowanie, jako że należało oskarżonemu zadać pytanie trzykrotnie, aby w ten sposób dać mu szansę odwołania lub zmiany zeznania. Zdumiewające musiało się wydawać rzymskiemu namiestnikowi, iż oskarżony nie chciał podjąć obrony, nawet gdy Piłat wprost zapytał Go: Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciwko Tobie? (Mt 27.13). Dopiero po trzecim pytaniu Jezus odparł cokolwiek enigmatycznie: Sam rzeczesz. W ten sposób dał niejako do zrozumienia Piłatowi, że to nie On wystąpił z takim stwierdzeniem. Zdaniem uczonych jednak nie należy się w tym względzie kierować grecką wersją tekstu Ewangelii, ale szukać rozwiązania w języku aramejskim, w którym Jezus miał odpowiedzieć ken dibbarta, co dosłownie oznaczało Masz rację (Ricciotti 1941, 585). W ten sposób dokonało się confessio, które jednak bynajmniej nie zadowoliło rzymskiego prokuratora.

Pozostaje kwestią domysłów, co sądził Piłat o całym tym procesie, niemniej można się pokusić o stwierdzenie, że sprawa była dla niego nie do końca zrozumiała, dlatego, że słowo król w opinii namiestnika odnosiło się do realnej godności, podczas gdy Jezus wypowiadał je w znaczeniu duchowym, którego Rzymianin nie pojmował. Jak wynika z Ewangelii, w oczach Piłata Jezus uchodził za nieszkodliwego marzyciela, być może po trosze awanturnika, po trosze – używając kolokwializmu – wariata, który jednak w żadnym razie nie zasługiwał na najwyższy wymiar kary, co najwyżej na upomnienie. Dlatego też zwrócił się do Sanhedrytów ze słowami: Ja nie znajduję w Nim żadnej winy (J 18.38).

Podobnie rzecz się miała po odesłaniu Jezusa do Heroda i ponownym jego przyprowadzeniu do Piłata, gdzie odbyło się drugie przesłuchanie, w tonie podobnym do pierwszego. Ostatecznie prokurator zwrócił się do Żydów w następujący sposób:

Przywiedliście mi tego człowieka pod zarzutem, że podburzał On lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżacie. Ani też Herod, bo odesłał Go do nas; oto nie popełnił On nic godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię (Łk 23. 14-16). De facto było to uwolnienie (absolutio), ponieważ prokurator nie zdołał stwierdzić, że czyny przypisane oskarżonemu mają podstawy prawne, pomimo iż Jezus okrężną nieco drogą przyznał się do „uzurpowania sobie” tytułu Mesjasza i Króla.

Jak to się więc stało, że Piłat jednak skazał na śmierć osobę, co do niewinności której był całkowicie przekonany?


Si hunc dimittis, non es amicus Caesaris!

Otóż stało się tak z bardzo prostego powodu: Żydzi uderzyli w słaby – możliwe, że najsłabszy – punkt Poncjusza Piłata, jakim była jego troska o cesarską przyjaźń. Dla nas, współczesnych, może się to wydawać dziwne, wręcz trywialne, nie należy jednak zapominać, czym dla rzymskiego urzędnika (szczególnie niezbyt lotnego) był prestiż należenia do wąskiego grona obywateli cieszących się amicitia Caesaris. Drugą kwestią, którą należy mieć na względzie, pozostaje fakt, że w tym czasie w Rzymie władzę sprawował Tyberiusz, czyli postać niezbyt chwalebnie zapisana na kartach historii. Wiadomo, że był to człowiek kapryśny, niestały w poglądach, zmienny w opiniach i przyjaźniach, nieufny, a na starość wręcz maniakalnie podejrzliwy i okrutny. Ludzie, wobec których cofał swą przyjaźń, zazwyczaj kończyli w nieciekawy sposób: bądź udając się dobrowolnie na wygnanie, bądź równie dobrowolnie podcinając sobie żyły, aby uniknąć hańby odebrania życia przez cesarskich siepaczy. Słowa „Jeśli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara” mogły mieć daleko idące konsekwencje, gdyż istniało faktyczne ryzyko, że Żydzi wystosują do Tyberiusza skargę na Piłata, w efekcie czego wypadnie on z łask cesarza. To zaś nie wróżyło niczego dobrego.

Ostatnią kwestią, o której trzeba pamiętać, jest czas, w którym doszło do procesu Jezusa, a był to rok 33 lub 31 n.e. (lub później, o ile przyjmiemy odpowiednie datowanie). Otóż w roku 31 nastąpił głośny na całe Imperium upadek Sejana, niegdysiejszej prawej ręki cesarza Tyberiusza, który po kryjomu dążył do przejęcia władzy w Rzymie, a który był protektorem Piłata. W tej sytuacji z punktu widzenia prokuratora byłoby zbytnim ryzykanctwem, o ile nie czystą głupotą, narażać się Tyberiuszowi, w dodatku w tak błahej sprawie jakiegoś Galilejczyka. De facto jednak Piłat znalazł się w sytuacji bardzo dla siebie niewygodnej, został bowiem zmuszony do podjęcia decyzji, która w każdym możliwym ujęciu była zła; niczym w greckiej tragedii musiał położyć na szali Temidy los swój lub Nazarejczyka. Logika i instynkt samozachowawczy kazały mu wybrać – w jego mniemaniu – mniejsze zło, ale nawet wtedy Piłat próbował uciec się jeszcze do podstępu i zaproponował Żydom uwolnienie jednego z dwóch więźniów, na którą to tradycję się powołał. Kiedy jednak ten plan spalił na panewce – tłum głośno i wyraźnie domagał się uwolnienia Barabasza, a skazania Jezusa – Piłat skapitulował. Wyrazem jego odżegnania się od decyzji, którą zmuszony był podjąć, było demonstracyjne obmycie rąk – lustratio expiatoria (Mt 27.24), które oznaczało oczyszczenie.

Zastanawiająca pozostaje kwestia dogłębnej znajomości aktualnej sytuacji politycznej i samego stanowiska Piłata przez żydowską Radę. Oskarżyciele Jezusa musieli być doskonale przygotowani na możliwość zaistnienia tego rodzaju sytuacji, a dodatkowo obdarzeni byli zmysłem politycznym dużo większym niż namiestnik. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że gdyby Piłat zgodnie ze swoim sumieniem postanowił jednak uwolnić Jezusa, Żydzi, którym zależało na Jego usunięciu, mogliby donieść Tyberiuszowi, że jego namiestnik popiera bunty polityczne i nie reaguje na obrazę cesarskiego majestatu w odpowiedni sposób. Musiał być tego również świadomy Piłat, w stosunku do którego wnoszone były już poprzednio skargi. Niewątpliwie dlatego właśnie z jego ust padła brzemienna w skutki formuła wyroku Condemno. Ibis ad crucem – Skazuję, idziesz na krzyż.


Dlaczego ukrzyżowanie?

Kara śmierci przez ukrzyżowanie (crucifixio) znajdowała się na czele rzymskiej listy najsurowszych kar przewidzianych dla przestępców niebędących obywatelami rzymskimi. Należy nadmienić, że stosowano ją powszechnie w całym rejonie basenu Morza Śródziemnego; po raz pierwszy według przekazu Herodota zdecydowali się na nią Medowie i Persowie, a upowszechniła się na Bliskim Wschodzie (i nie tylko) dzięki kampaniom Aleksandra Macedońskiego. Bez wątpienia była to kara uważana za najbardziej haniebną, bardziej nawet niż kara worka (poena cuelli), spalenie żywcem (crematio) lub zesłanie na arenę (damnatio ad bestias). Zgodnie z normami rzymskimi skazany pozostawał przypięty do krzyża również po śmierci, stając się tym samym żerem dzikich zwierząt – stąd tak ogromna hańba. Od tej zasady uczyniono wyjątek w Judei, gdzie zgodnie z zasadami prawa żydowskiego ciało należało bezwzględnie pochować, dlatego też zezwalano na zdjęcie skazańca z krzyża post mortem. Nie wydaje się jednak, aby przy wyborze kary Piłat kierował się jakimś specjalnym okrucieństwem, choć miał w zanadrzu cały wachlarz innych możliwości, choćby wspomnianych wyżej. Po prostu odwołał się do najpowszechniejszego i najczęściej stosowanego rodzaju wyroku, w wykonywaniu którego żołnierze mieli niemałe doświadczenie i w którym cechowali się morderczą precyzją. Ciężko byłoby poza tym skazać Jezusa na walkę na arenie, natomiast ścięcie zarezerwowane było dla obywateli rzymskich. Ponieważ zaś co do zasady wyrok należało wykonać niezwłocznie po jego zatwierdzeniu, najszybszą formą egzekucji pozostawało w tym wypadku ukrzyżowanie.

Ukrzyżowanie budziło tym większą trwogę, że była to forma śmierci wyjątkowo bolesna. Poprzedzała ją chłosta (flagellatio), która stanowiła karę wstępną. Odznaczała się ona nie mniejszym okrucieństwem, tym bardziej, że prawo nie przewidywało maksymalnej ilości uderzeń;, stosowało też dowolność w rodzaju używanego bicza. Istniały zasadniczo dwie formy ukrzyżowania: kiedy skazańca przywiązywano do krzyża i kiedy go przybijano gwoździami. W przypadku Jezusa zastosowano ten drugi rodzaj – przebito Mu ręce w nadgarstkach oraz obie stopy. Ta forma egzekucji mogła przyczynić się do dodatkowego osłabienia organizmu na skutek znacznego upływu krwi oraz do szybszego zgonu, który w przypadku samego przywiązania mógł nastąpić od kilku dni do tygodnia od wykonania wyroku, a to dlatego, że Rzymianie mocowali pod stopami skazańca podpórkę, dzięki której mógł on względnie swobodnie oddychać. W większości przypadków bezpośrednią przyczyną śmierci skazanego było uduszenie, wyczerpanie, odwodnienie lub krwawienie z powodu obrażeń. Zdarzało się również, że egzekucję przyspieszano, łamiąc skazanemu nogi (co uniemożliwiało zaczerpnięcie oddechu). Jezus skonał w czasie niezwykle krótkim, ponieważ Jego agonia trwała zaledwie trzy godziny. Zdaniem uczonych, powodem tak szybkiego zgonu było całkowite fizyczne i psychiczne wycieńczenie spowodowane Męką, przeżyciami minionej nocy, biczowaniem oraz ranami zadanymi przy krzyżowaniu.


W majestacie prawa rzymskiego?

O tym, że Jezus został skazany na podstawie crimen laesae maiestatis świadczy wymownie fakt, że Piłat jako powód wyroku kazał umieścić napis Jezus Nazarejszyk, król żydowski (Iesus Nasarenus Rex Iudaeorum) w języku hebrajskim, greckim i łacińskim. Takie tabliczki z wyrokiem i jego uzasadnieniem przybijane były do krzyży zwyczajowo, toteż Piłat nie wykazał w tym zakresie odstępstwa od normy. Tym samym jasne się staje, że jakkolwiek osobiście nastawiony był do skazanego pozytywnie i nie dopatrzył się w Nim żadnej winy, o tyle jako sędzia odwołał się do konkretnego zarzutu – uzurpowania władzy królewskiej, który, podlegając pod zbrodnię obrazy majestatu, zasługiwał na najwyższy wymiar kary. Gdybyśmy chcieli zatem jednoznacznie określić, kto jest odpowiedzialny za śmierć Jezusa – Piłat czy Żydzi, musielibyśmy stwierdzić, że obie strony przyczyniły się do tego w równym stopniu. Żydzi – ponieważ doprowadzili do wszczęcia procesu i szantażem wymusili na Piłacie wydanie wyroku; Piłat – ponieważ w jego rękach spoczywało ius gladii i to właśnie on stanowił organ prawodawczy i wykonawczy. W jego gestii pozostała decyzyjność co do wyroku. I tylko on mógł Jezusa ułaskawić bez względu na to, jakie byłyby konsekwencje tej decyzji.

Bardzo prawdopodobne jest, że gdyby w stosunku do Piłata nie wysunięto argumentu ryzyka utraty cesarskiej przyjaźni, sprawa zakończyłaby się w zupełnie inny sposób – uniewinnieniem Jezusa i oskarżeniem Żydów o zniesławienie (calumnia). Tym samym to Sanhedryci stanęliby w obliczu kary przez ukrzyżowanie. Sam Piłat przekonany był o niewinności Nazarejczyka do tego stopnia, że trzykrotnie ją zadeklarował wobec oskarżycieli, a ostatecznie obmył ręce, by nie brać na siebie krwi tego Niewinnego. Zgodnie z normami rzymskiego prawa karnego zasada swobodnej oceny dowodów powinna była zadziałać na korzyść oskarżonego. Obawa o własną przyszłość i własne życie okazały się jednak silniejsze niż poczucie sprawiedliwości i interpretacji prawa. Być może zatem Piłat zadający Jezusowi znamienne pytanie Quid est veritas – czym jest prawda, winien był zadać sobie pytanie: Quid est iustitia?

 

W 1948 roku, kiedy po deklaracji niepodległego państwa Izrael do kancelarii prezesa Sądu Najwyższego Moshe Smoira zaczęły zewsząd napływać wnioski o uniewinnienie Jezusa, ponieważ został On niesprawiedliwie skazany, sąd po zapoznaniu się z dokumentacją orzekł, że proces nie odbył się przed sądem żydowskim, a rzymskim, w związku z czym nie jest on właściwym organem do przeprowadzenia rewizji. Interesanci, zdaniem Mosze Smoira, powinni zgłosić roszczenia do sądu w Rzymie, jako że jest on następcą prawnym władz rzymskich. Proces Jezusa nie został wznowiony jednak do dnia dzisiejszego, skutkiem czego w mocy pozostaje wyrok wydany przez Poncjusza Piłata.

 

Zdjęcia przedstawiają Jerozolimę (źródło: Unsplash)