kultura historia podróże

Triest. Listy z Miasta Granicznego

Triest dla triesteńczyków jest jak Itaka dla Odyseusza – zawsze chcą tu wrócić.

Zadanie, które otrzymałem, jest stosunkowo proste: napisać artykuł o pewnym mieście. W dzisiejszych czasach – drobnostka, można rzec. Wystarczy wypłynąć na internetowego przestwór oceanu, wyszukać odpowiednie hasła, coś skopiować, gdzieś zmienić szyk zdań, kilka słów od siebie i proszę, artykuł gotowy.

Niby wszystko gra, ale jakoś tak… bez inwencji, niewielki wkład własny, wysiłek żaden… To chyba powinno wyglądać inaczej. Szczególnie, że wspomniany ocean można wykorzystać nie tylko do poszukiwań, lecz również  do podróżowania myślami. Brzmi tajemniczo, ale oznacza rzecz bardzo prozaiczną w dzisiejszych czasach – e-maile. Kiedyś pisano listy – delikatne kartki papieru pełne myśli i uczuć, powierzane posłańcom. Dzisiaj słowa wystukujemy na klawiaturze; nie możemy ich nawet dotknąć. Wciskamy „Enter” i powierzamy je niewidocznej sieci połączeń.

Jednak myśli i uczucia to wciąż myśli i uczucia, nawet dzisiaj, kiedy wszystko jest szybkie, łatwe i dostępne. Dlaczego więc nie spróbować napisać artykułu o mieście wraz z jego mieszkańcami? Wystarczy adres, kilka pytań, trochę cierpliwości i zyskujemy coś niepowtarzalnego: wiedzę prosto ze źródła. Maile z Miasta Granicznego, wysłane przez Maję, Martę, Luka i Piera. Z gościnnym udziałem jednego z najbardziej znanych pisarzy włoskich Claudia Magrisa.

Historia, czyli jak Tergeste stało się…

Określenie „Miasto Graniczne”, nieco tajemnicze i niejednoznaczne, ma zachęcić do dalszej lektury, a u niektórych Czytelników wywołać lekki dreszczyk. Być może nie będzie to, zgodne z zasadą przypisywaną Hitchcockowi, trzęsienie ziemi, lecz zbliżenie do siebie dwóch płyt tektonicznych bez wątpienia nastąpić powinno.

Nasza opowieść nie zmierza w kierunku horroru, tak więc wszelkie miasta-widma, ruiny, opuszczone lokacje odpadają. Miejsce będące bohaterem dzisiejszej opowieści tętni życiem i wciąż odgrywa ważną rolę w gospodarce Włoch. Również z tymi granicami nie jest aż tak strasznie, gdyż, jak pisze Luca, obecnie nie ma granic, by po chwili dodać jedno, wszystko wyjaśniające słowo: Schengen. Maja precyzuje: Teraz problemem jest globalizacja, bezrobocie.

Zanim jednak o granicach i codzienności mieszkańców, wróćmy do historii, która mocno ukształtowała naszego bohatera. Jego nazwa, jeszcze w formie „Tergeste”[1], po raz pierwszy została zapisana w dziele nie byle kogo, bo samego Juliusza Cezara. To właśnie Rzymianie opanowali te tereny, nadali miastu prawa kolonii rzymskiej i do dzisiaj można znaleźć gdzieniegdzie ślady ich bytności. Wcześniej mieszkali tu Ilirowie, sąsiadujący z Wenetami.

Miasta portowe nie są gościnne – są otwarte, a to dwie różne sprawy

Później miasto stało się jedną z ważniejszych twierdz Cesarstwa Bizantyjskiego, podbitą w końcu przez Karola Wielkiego i włączoną w skład Państwa Franków. Kolejny zespół, którego nasz bohater był członkiem, to Święte Cesarstwo Rzymskie. Jednak rozwój i bogactwo spowodowane rosnącym znaczeniem w handlu wodnym sprawiły, że miasto, wykorzystując zawirowania religijno-polityczne, stało się niezależne i wolne. Przegrana rywalizacja z Wenecją w drugiej połowie XIV wieku była przyczyną czegoś, co ustaliło losy naszego bohatera na wieki: zdecydowano się poddać go pod opiekę jednego z książąt Austrii, Leopolda III Habsburga. „Opieka” dynastii Habsburgów trwała aż do 1918 (oficjalnie 1919) roku, choć od 1719 roku ze statusem wolnego portu, a od 1860 jako kraju koronnego – wolnego cesarskiego miasta z okręgiem. Z krótką przerwą na nieco szaloną działalność Napoleona w latach 1809-1815 i przynależność do francuskich Prowincji Iliryjskich.

Do tych habsburskich czasów miasta, do tradycji monarchii wielonarodowej, lubi wracać w swoich pracach Claudio Magris. Jak poetycko stwierdza Marta Hapka[2]: słyszy ciągle głosy przeszłości, głosy osób, z różnych środowisk. (…) Wszystkie grupy narodowe zamieszkałe w nim, mocno akcentowały: bliskość i dystans względem innych kultur; z jednej strony poczucie własnej odrębności, a z drugiej silną potrzebę asymilacji. Zresztą, jak zauważa Piero, na przykład w czasach Józefa II Żydzi mogli osiedlać się za murami getta, a ich wspólnota stawała się powoli coraz liczniejsza i bogatsza. Ten specyficzny rodzaj kosmopolityzmu nie byłby możliwy, gdyby w XVIII wieku Triest nie został głównym portem największego imperium Europy tamtych czasów, stając się tym samym miejscem spotkań wielu różnych kultur – zauważa Maja.

Do wielkiej wojny, która wybuchła na początku XX wieku, Włosi dołączyli w maju 1915 roku po stronie tzw. Ententy, czyli Anglii, Francji i Rosji, żądając w zamian licznych spornych terytoriów, w tym naszego bohatera. Rzeczywiście na mocy traktatów zawartych w Wersalu i kończących I wojnę światową miasto wreszcie stało się reprezentantem Włoch. Co ciekawe – 28 czerwca 1919 roku żaden Włoch nie był obecny na sali obrad, gdyż przybyła delegacja nie tylko kłóciła się między sobą, ale również gniewała na swoich sojuszników, którzy przed przystąpieniem do wojny młodego państwa z Półwyspu Apenińskiego dużo więcej terenów spornych obiecali niż ostatecznie przydzielili. W końcu premier [Vittorio Emanuele] Orlando i minister spraw zagranicznych [Sidney] Sonnino opuścili konferencję pokojową w Paryżu na znak protestu przeciwko małemu zrozumieniu dla interesów Włoch[3].

Jednak nasz bohater stał się wreszcie częścią większej włoskiej całości. Tak, w dużym skrócie, wyglądała historyczna wędrówka Tergeste, które w końcu stało się włoskim Triestem.

Zamek Miramare


… Triestem XX wieku.

Warto oddać głos Claudiowi Magrisowi, by scharakteryzował nieco triesteńskie społeczeństwo: Urodziłem się w Trieście i miasto to pomogło mi zrozumieć, już w dzieciństwie, jedność europejskiej tradycji kulturalnej. Jestem Włochem, Triest zaś jest miastem małym, lecz bardzo szczególnym, miastem włoskim z niewielką mniejszością słoweńską oraz innymi wspólnotami etnicznymi, istniejącymi zwłaszcza w przeszłości: z kulturową obecnością niemiecką, a przede wszystkim długą tradycją austriacką[4].

Dzisiaj region, w którego skład wchodzi Triest (Friuli-Wenecja Julijska), to ok. 75% społeczności włoskiej. Pozostałe 25% to mniejszości etniczne, czyli Friulowie[5], Słoweńcy, Żydzi, Austriacy, Niemcy, Chorwaci, Węgrzy, Ormianie, Nigeryjczycy, Irańczycy, Chińczycy i inni.

Chociaż kilka lat trwało, zanim Mussolini doszedł do władzy w październiku 1922 roku, to w 1920 roku jedynym miastem włoskim popierającym otwarcie faszyzm był właśnie Triest. Według G. Procacciego stało się tak z kilku powodów: bliskość Fiume[6], reżim administracji wojskowej oraz stan chronicznego napięcia między ludnością słowiańską a włoską, bliskiego wybuchu bez pośrednictwa austriackiego[7]. Nic dziwnego, że silny ruch nacjonalistyczny był „mile widziany”; dlatego za zgodą miejscowych władz bojówki rozpoczęły agresywną italianizację, co często oznaczało zwyczajny terror wobec Słoweńców, niszczenie miejsc ich zebrań itd. Także w Trieście Duce ogłosił ustawę rasową przeciwko Żydom. Eskalacja prześladowań nastąpiła podczas II wojny światowej, kiedy triesteńskich Słoweńców i Żydów zaczęto wysyłać do obozów koncentracyjnych. Jakby tego było mało, Piero przypomina: Właśnie w Trieście, w Risiera di San Sabba, znajduje się jedyny włoski obóz koncentracyjny.

Każdy tu stracił kogoś w trakcie wojen

Warto w tym miejscu oddać Pierowi głos na dłużej, ponieważ w wysłanym mi e-mailu pokusił się o osobistą opowieść: Triesteńczycy, jak wszyscy Włosi, przymknęli na to oko, co jest poważnym brzemieniem. Moja babcia na przykład, urodzona w 1921 roku, miała koleżankę, Żydówkę, która, jak to sama określiła, „w pewnym momencie zniknęła”. Kiedy ją spytałem, co zrobiła, żeby przerwać te okropieństwa i co oznacza „zniknęła”, moja babcia bardzo się speszyła i zaczęła bronić się, twierdząc, że o tych rzeczach się wiedziało, ale nie można było nic zrobić. Zaraz po tej poruszającej historii Piero przypomina o kolejnej wojennej tragedii, trochę rzadziej wspominanej: każdy tu stracił kogoś w trakcie wojen, a wielu także i później, w czasie „masakr foibe”.

Jak wiemy, wraz z zakończeniem II wojny światowej rozpoczęła się kolejna: zimna wojna między kapitalistycznym Zachodem a komunistycznym Wschodem. Również w niej Triest zaznacza swoją obecność. Jak pisze Luca, historia naprawdę przeszła przez Triest…  Wydarzyło się tu wiele ważnych rzeczy i lubię czasem pomyśleć, że mam szczęście mieszkać właśnie w takim miejscu. Na przykład żelazna kurtyna, która dzieliła Europę, sięgała od Triestu po Szczecin.

Włosi jednak zostali po kapitalistycznej stronie, dzięki czemu mogli rozpocząć powojenną odbudowę. Również Triest, po ośmioletnim samoistnym bycie państwowym jako Wolne Terytorium Triestu (pod wojskową „opieką” angloamerykańską), powrócił jako jedna ze składowych „włoskiego buta”. Mógł zacząć naprawę zniszczeń oraz sumień, by wreszcie stać się…

…Triestem współczesnym

Luca od samego początku podkreśla: Triest to miasto pełne uroku i tajemnicy, ale jednocześnie trudne do zrozumienia… potrzeba na to czasu. Ale jak raz się w nim zakochasz, to już zostaniesz na całe życie! Zgadzają się z nim wszyscy moi znajomi triesteńczycy.

Niech zacznie Marta, moja kuzynka, która jeszcze kilka lat temu praktycznie nic nie wiedziała o mieście, gdzie później znalazła… miłość. Miasta portowe nie są gościnne – są otwarte, a to dwie różne sprawy. Nikogo tu nie dziwi wielorasowość, szczególnie, że naprawdę wielu mieszkańców, w tym naszych znajomych, nie może „pochwalić się” czystym pochodzeniem triesteńskim dalszym niż trzy pokolenia wstecz, bo zawsze jest tak: albo babcia Austriaczka, albo pradziadek Serb, albo wujek z południa Włoch. Historia Triestu doskonale pokazuje, że integracja nie była łatwym procesem. Marta nie wraca jednak w swoim liście do, momentami tragicznej, przeszłości, lecz przechodzi do ciekawego opisu miejscowych: Mój mąż lubi cytować wielkiego tutejszego poetę, Umberta Sabę, według którego triesteńczyk to rubaszne, żarłoczne chłopaczyszko z łapami zbyt wielkimi, żeby podarować kwiat. Nawet dzisiaj triesteńczycy są podejrzliwi i trzeba ich „poderwać”. Są niezbyt ufni, bo widzieli za dużo. Ale kiedy już zdobędziesz ich serce, otwierają się i pokazują swoje ciepłe włoskie oblicze! Co ciekawe jednak, zarówno Marta, jak i druga rozmówczyni, Maja, przyznają, że, zgodnie z obiegową opinią, triesteńczycy nie są zbyt gościnni: Mawiają, że gość jest jak ryba: po 3 dniach śmierdzi

Załóżmy jednak, że tak jak pisała Marta – zdobyliśmy ich serce i przyjęli nas do swojego grona, dzięki czemu możemy dowiedzieć się, co jest dla nich najważniejsze. Na ten temat wypowiada się Luca: Triesteńczycy „old style” są bardzo przywiązani do swojego miasta. Kochają dobre jedzenie i dobre wino. Lubią cieszyć się życiem. W wielu aspektach podobni są do Włochów z Południa. Pracują tyle, ile trzeba, i wydają wszystko na rozrywkę. Oczywiście to trochę stereotypowe spojrzenie, ale jak wiadomo: w stereotypach jest zawsze ziarenko prawdy. Piero podkreśla dodatkowo szczególną więź miasta i jego mieszkańców: Triesteńczycy uwielbiają być ze sobą – wyjeżdżają jedynie na wakacje. Uważają się za innych od Włochów, a nawet ogólnie: wszystkich ludzi, co sprawia, że są szczególni, trochę jak Żydzi. A jeśli już podróżują, to Triest jest dla nich jak Itaka dla Odyseusza – zawsze chcą tu wrócić.

Radość płynącą z bycia razem w pewien sposób wyjaśnia Maja: Motto triesteńskie: „viva l’a e po bon” oznacza, że dzielenie się radością, szczęściem z bliskim to esencja życia, dzięki której problemy znikają! W jej opinii triesteńczycy nie obejdą się bez dwóch przyjemności. Pierwsza to kawa. Nasze miasto słynie z kawy. Kawa triesteńska jest jednym z najlepszych produktów włoskich o dużym popycie, dzięki czemu nasz port to jeden z najważniejszych przystanków w międzynarodowym transporcie kawy. Druga to, oczywiście, jedzenie. Nasza kuchnia odzwierciedla historię i położenie geograficzne. Jest bogata w przepisy bazujące na rybie (miasto nadmorskie ze specjalnościami istriańskimi, np.: marynowane lub panierowane – moje ulubione – „sordoni [sardynki] in savor” lub „baccala” [dorsz]) i mięsie (uwielbiane „Ljubljanske” z ziemniakami „in tecia” [w stylu purée] lub „porzina” [schab] z musztardą lub tartym chrzanem – które nawiązują do tradycji Carso i austrowęgierskiej lub serbskich „čevapčiči”). Inne włoskie miasta nie znają naszych typowych dań, np.: „la jota” [zupa na bazie kapusty kiszonej, boczku, ziemniaków i fasoli], „gnocchi de’ susini” [z ziemniaków, ze śliwkami], strudel, „la pinza” [ciasto drożdżowe, przygotowywane na Wielkanoc, z jaj maki, masła i dużej ilości cukru z dodatkiem rumu, startej skórki z pomarańczy i cytryny, wanilii] i „gubana”  [przygotowywane na duże święta jak Boże Narodzenie czy ślub, na bazie ciasta drożdżowego, w kształcie ślimaka, z nadzieniem z orzechów, rodzynek, pinoli, cukru, grappy, skórki z cytryny].

Kiedy jednak mówimy o Trieście, trzeba porzucić choć na chwilę przyjemności i wrócić do trudnego tematu, jakim są relacje z mniejszościami etnicznymi. W końcu, mimo ułatwionych przez Schengen przejść, państwa nadal rozdzielone są granicami… a może wcale tak nie jest?

Piero: Myślę, że granic już nie ma. Jedynie w politycznej demagogii wykorzystywane są czasami jakieś zaszłości. Słowenia to nie Jugosławia – nasi sąsiedzi mają ducha, architekturę, krajobrazy, które przypominają Austrię, i są katolikami, jak Włosi. Język jest inny, pewnie, i może mentalność, przywiązanie do ziemi, do przekonań, świąt, do rytmu  natury. Ale w świecie, który się globalizuje, spory znikają, a odmienności stają się ciekawym sekretem do odkrycia, niszą, którą trzeba cenić. Pewnego dnia pójdziemy podziwiać to, czego nasi przodkowie nienawidzili.

Maja potwierdza zarówno pozytywne zmiany, jak i obawy: Granic juz nie ma, wszystko się zmieniło. Kiedyś ludzie mieszkający za granicami przyjeżdżali do Włoch, żeby się „obkupić”; teraz jest na odwrót. Dodatkowo problemem jest bezrobocie – kiedyś to było nie do pomyślenia szukać pracy „po drugiej stronie”, a dzisiaj coraz więcej Włochów studiuje i pracuje w Słowenii. Możliwe, że ja również będę do tego zmuszona. Luca puentuje to żartobliwie: Ostatnio obok Triestu otworzyła się IKEA, gdzie na „shopping” jeżdżą Włosi, Austriacy, Słoweńcy, Chorwaci, Węgrzy… Wszyscy mamy te same biblioteczki i szafy!

Jeśli zaś chodzi o stosunki z Żydami, to przeszłość została pogrzebana wraz z ofiarami wojny, co pokazuje opinia Piera: Nie wiem, jak dzisiaj mają się stosunki z Żydami. Gdybym znał odpowiedź, oznaczałoby to, że wciąż jest podział: MY i ONI. Maja ma opinię zbliżoną, choć nie identyczną: Na szczęście, według mnie, stosunki znacząco się poprawiły, a w większości przypadków – są świetne. Nie mogę jednak generalizować: zawsze będą istnieć zamknięte grupy (po obu stronach), które stoją na przeszkodzie poprawie stosunków i doszukują się starych urazów.

Kultura triesteńska ma solidne podłoże: owoc porządku i mentalności habsburskiej

Triest, poza zróżnicowanym społeczeństwem, które uwielbia cieszyć się życiem i wyznaje zasadę „carpe diem” (Marta), poza przyzwyczajeniami i przyjemnościami, ma także ogromny wkład w kulturę i naukę. To miasto wydało wielu wspaniałych twórców i naukowców, a szczególnie znane jest z pisarzy. Wyjaśnia to Piero: Kultura triesteńska ma pewne solidne podłoże, owoc porządku i mentalności habsburskiej. Osobliwość tej sytuacji polega na tym, że było to miasto włoskojęzyczne (a właściwie: dialektu weneckiego) w niemieckim środowisku kulturowym. To dało wielorakie podwaliny: wielcy pisarze, jak Italo Svevo, Umberto Saba czy Virgilio Giotti studiowali w Wiedniu, mówili i pisali po niemiecku; Scipio Slataper rozumiał języki słowiańskie, ale przeprowadził się do Florencji; Carlo Michelstaedter to gorycjanin, a Ferruccio Busoni urodził się w Toskanii, ale z matki triestenki. Te wszystkie przykłady zróżnicowania językowego i myślowego pokazują, że kultura to otwarcie umysłu, a twórczość rodzi się na skrzyżowaniu idei. Triest w okresie swojego największego splendoru, był 20 lat do przodu w stosunku do kultury reszty Włoch. Teksty o psychoanalizie, dzieła Nietzschego, Schopenhauera, Hebbla napływały bezpośrednio z Wiednia i Niemiec i były czytane w oryginale, gdy we Włoszech trzeba było czekać na tłumaczenia.

Luca w swojej wiadomości stwierdził, że Triest to miejsce pełne uroku i tajemnicy, więc trudno się dziwić, że natchnęło tylu artystów. Co ciekawe – nie tylko włoskich. To tutaj James Joyce stworzył swoich Dublińczyków oraz rozpoczął pracę nad Ulissesem, a słynny lekarz Edoardo Weiss, uczeń samego Freuda, prowadził swoją specjalizację, lecząc między innymi Sabę. Tutaj przy niesprzyjających wiatrach marzł i narzekał Rainer Maria Rilke, a jeden z najbardziej zasłużonych historyków sztuki, Niemiec Johann Joachim Winckelmann, został… no cóż, zamordowany.

Jakby tego było mało, w Trieście swoje siedziby ma wiele ciekawych ośrodków naukowych, jak chociażby ICTP – Ośrodek Fizyki Teoretycznej założony przez pakistańskiego zdobywcę Nobla Abdusa Salama. Jak dodaje Maja, Triest jest ważnym miastem uniwersyteckim, nastawionym również na edukację wielokulturową. Organizuje wiele kursów języków i kultur europejskich. Jest miastem wrażliwym, bardziej od innych, na kwestie współżycia i granic; przyzwyczajonym, ze względu na historię i ludność, do kwestii integracji.

Ciekawe, co sprawia, że to właśnie w Trieście twórcze dusze znajdują azyl? Może to coś w powietrzu? A może w którejś z licznych artystycznych kawiarni lubią swój wolny czas spędzać Muzy, zawsze skore do dyskusji z artystami? Może właśnie dlatego Claudio Magris tak często odwiedza swoją ukochaną San Marco na Via Cesare Battisti 18? Piero: Z pewnością w Trieście oddycha się atmosferą inną od reszty włoskich miast. Sens miasta literackiego widzi się w obecności wielu kawiarni (np.: Tommaseo, San Marco, Stella Polare) i innych, nowo otwartych, które próbują stworzyć podobny artystyczny klimat. Są dwa stałe teatry: Rosetti i Verdi; duża różnorodność mniejszych scen, koncerty, inicjatywy, muzea (ponad 20), które, jak na miasto posiadające około 200 tys. mieszkańców, dosyć się wyróżniają. Neoklasyczny styl budownictwa, wpływy wiedeńskie na architekturę, znacząca obecność Joyce’a, który w przeszłości zajmował w mieście 14 różnych mieszkań, Svevo i jego psychoanaliza, miejsca Saby… Powiedzmy, że dla pewnego rodzaju publiki, znającej się na rzeczy, Triest to miejsce wyjątkowe! Ciężko jednak poczuć tę atmosferę w życiu codziennym

Maja potwierdza trochę smutną konkluzję Piera: Jeśli ciągle gdzieś gonisz, dużo pracujesz, to prawdopodobnie w codziennym, szalonym życiu nie poczujesz tej atmosfery. Natomiast dla tych, którzy mają trochę wolnego czasu, Triest ma do zaoferowania wiele wydarzeń kulturalnych: teatralnych, muzycznych, literackich, filmowych. Jesteśmy dumni z wielu inicjatyw, chociażby takich, jak La Barcolana (najbardziej znane i najbardziej liczne regaty w Europie), La Bavisela (maraton), projekty kinematograficzne, muzyczne, naukowe – wszystko na poziomie europejskim.

Marta zaś przypomina, że do Triestu przyciągają nie tylko atrakcje duchowe: Triest może zaoferować tło do spokojnej pracy: zarówno dla naukowców, jak pisarzy i artystów. Średnia wielkość miasta, zróżnicowane środowisko (morze, góry, Carso[8]), wyjątkowe światło i bogata historia sprawiają, że to miasto ma wszystko, co potrzebne jest do skupienia nad nauką i twórczością.

Trudno zatem się dziwić, że w takich warunkach kwitnie twórczość artystyczna i naukowa, że Triest przyciąga do siebie ludzi z całego świata, którzy często z turystów przeistaczają się w mieszkańców. Mam nadzieję, że Was również, Drodzy Czytelnicy, Maja, Marta, Luca i Piero, z moją niewielką pomocą, zachęcili przynajmniej do odwiedzenia tego niezwykłego miasta. Spróbujcie wsiąknąć w jego artystyczną atmosferę, dajcie się porwać magii tego naznaczonego historią miejsca, usiądźcie w jednej z kawiarni (być może stolik obok Claudia Magrisa), napijcie się miejscowej kawy i zastanówcie… Czy Wasze dalsze losy nie mogą potoczyć się nieco inaczej? Być może Triest, Miasto Graniczne, będzie miało w tym swój udział.

 
[1] Co w języku pierwszych mieszkańców, czyli Ilirów, oznaczało „targowisko”.
[2] Marta Hapka, Widokówka z Triestu, http://www.dynamis.pl/dl/?id=288.
[3] Giuliano Procacci, Historia Włochów, str. 445, Warszawa 1983.
[4] Claudio Magris, Europa widziana z Triestu, [w:] „Zeszyty Literackie” nr 127, zob. http://www.zeszytyliterackie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=21&Itemid=54 .
[5] Romańska grupa etniczna.
[6] Twór państwowy powstały 1920 roku na pograniczu Włoch i Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, istniejący do 1924 roku.
[7] Zob. G. Procacci, dz. cyt., str. 454.
[8] Piękne, krasowe wzgórza położone na granicy słoweńsko-włoskiej.