kultura

Berberyjski Nowy Rok. O Yennayer i rdzennej ludności Maroka

Dla ludów Amazigh – rdzennych mieszkańców północnej części Afryki oraz Sahary – nastaje dziś rok 2971. Jak go witają?

Słów słodkich, wreszcie groźnych Persej nie oszczędza,
Lecz słabszy – bo któż mógłby Atlasowi sprostać? –
“Gdy nie mogę od Ciebie gościnności dostać,
Przyjm ten dar!”– rzekł i w lewą stronę obrócony,
Wskazuje mu twarz zgubną ohydnej Gorgony.
Atlas zostaje górą; z włosów las wysoki,
Z kości skały, z rąk, z barków powstały gór
Boki;
Co dawniej głową było, jest dziś góry szczytem.
I jak w księdze przeznaczeń miało być
Wyrytem,
Nabrzmiał, rozrósł się Atlas w dalekie przestrzenie
I dziś spoczywa na nim całe gwiazd sklepienie.

Owidiusz, Przemiany, tł. Bruno Kiciński

 

Już od dawna mityczny tytan nie dźwiga na swych barkach sklepienia niebieskiego samotnie. Opierając swe stopy na ciele Atlasa i wpatrując się w gwiazdy, te same, które zwykł podziwiać Hesperos, towarzyszy mu pewien pradawny lud, którego historia i mitologia ściśle łączą się ze starożytnym Śródziemnomorzem. Lud ten zwykł sam siebie określać mianem „Amazigh” (w liczbie mnogiej „Imazighen”) – „wolnymi ludźmi”. W Europie nadaliśmy mu miano „Berberów” – od starogreckiego słowa barbaros (βάρβαρος), rozpowszechnionego przez Rzymian i oznaczającego kogoś obcego, niecywilizowanego, kto posługuje się niezrozumiałą mową.

Nie wiadomo, kiedy dokładnie Imazighen pojawiają się na ziemiach północnej Afryki, ale najstarsze wzmianki o tych koczowniczych, walecznych plemionach zapisano egipskimi hieroglifami w roku 1295 p.n.e – mówią głównie o relacjach handlowych łączących Meshwesh, libijskich Amazigh, z władcą Amethotepem III. Pewne jest też, że zna ich cały antyczny świat, z którym dzielą nie tylko terytoria, ale również bóstwa. Swój los zawierzają więc zarówno Księżycowi, Słońcu, twardym, nieustępliwym Skałom, jak i Tanit, fenickiej bogini miłości. Drżą przed Antajosem, wojowniczym potomkiem Posejdona i Gai, który, jak oni, leczy swe rany, oddając ból Ziemi. Kłaniają się Amonowi, najpotężniejszemu z bogów, a porady szukają u Neit, której bezgraniczna mądrość służy również Egipcjanom. Są wśród nich wyznawcy judaizmu, a w III wieku n.e. pojawiają się chrześcijanie.

Mijają dni, lata, dekady, stulecia. Ludy Amazigh, zmęczone odwieczną tułaczką, odnajdują szczęście w osiadłym życiu. Zajmują się głównie handlem i rolnictwem, a w czasie wojen punickich tworzą pierwsze państwa: królestwo Numidii oraz królestwo Mauretanii ze wspaniałą stolicą Walili (Volubilis), której zapierające dech w piersiach ruiny możemy oglądać do dziś, zaledwie 63 km od Fezu.

Ruiny Volubilis, fot. Prioryman / Wikimedia, CC BY-SA 3.0

Ziemie zamieszkałe przez Imazighen przemierzają kolejni zdobywcy: rozmiłowani w handlu Fenicjanie, niepokonani Rzymianie, wschodniogermańskie plemiona Wandalów czy nieznający umiaru Bizantyjczycy. Wszyscy oni pozostawiają swój ślad, ale nie potrafią w pełni podporządkować sobie rdzennych mieszkańców północnej Afryki. W VII wieku tętent tysięcy końskich kopyt ogłasza nowych przybyszów. Pochodzą z dalekich krain i przynoszą ze sobą całkiem nową religię, która wkrótce zawładnie sercami i umysłami ludności całego Maghrebu. Tą religią jest islam. Zepchnięci przez Arabów Imazighen wycofują się w górskie rejony Rif oraz pasmo Atlasu. Z czasem porzucają stare wierzenia, jednak ich tradycja i silna potrzeba niezależności pozostają niezmienne – aż do dzisiaj.

12 stycznia 2021 r., podobnie jak w latach poprzednich, Imazighen, którzy stanowią około 40% populacji Maroka, obchodzą Nowy Rok, zwany Yennayer. Święto związane jest przede wszystkim z kalendarzem agrarnym, z ogromnym, pełnym miłości przywiązaniem do ziemi. W 1980 roku Ammar Negadi, berberyjski pisarz i aktywista algierskiego pochodzenia, założył w Paryżu stowarzyszenie Tediut n’Aghrif Amazigh, które wkrótce potem opublikowało pierwszy kalendarz ludów Imazighen.  Za punkt zerowy historii obrano rok 950 p.n.e., kiedy to władca Amazigh Szeszonk I wstępuje na egipski tron, zostając pierwszym faraonem XXII dynastii. To właśnie dlatego dla ludów Amazigh nastaje dziś rok 2971.

Ahwasz to rodzaj zespołowego tańca i muzykowania
Ahwasz to rodzaj zespołowego tańca i muzykowania z okazji świąt, fot. Anka Florczak

W przygotowania do Yennayer, trwające czasami nawet kilka dni, angażują się wszyscy – rodziny, przyjaciele, całe lokalne społeczności. W Algierii, Tunezji, Libii oraz ośrodkach kultury berberyjskiej rozsianych po całym świecie przyrządza się z tej okazji aromatyczne dania. W Maroku jest ich naprawdę dużo i różnią się nieco w zależności od regionu. W południowo-wschodniej części kraju gotuje się wyjątkową odmianę kuskusu, dużo bogatszą niż ta jedzona zazwyczaj. Kuskus z siedmioma warzywami jest prawdziwą ucztą, także dla oka. Składa się między innymi z drobno posiekanej cebuli, duszonej wołowiny, eksplodujących sokiem pomidorów, młodych cukinii oraz ziarenek kuskusu, przesypujących się przez palce niczym rozgrzane piaski Sahary, znad których unosi się odurzający zapach przypraw – barwiącej palce kurkumy, jasnożółtego imbiru, czarnego pieprzu, cieniutkich czerwonych niteczek szafranu i zielonych listków kolendry. W środku tego warzywnego raju niektóre z rodzin ukrywają pestkę daktyla lub kawałek migdała. Kto go odnajdzie, może liczyć na Bożą przychylność przez cały nadchodzący rok.

Leżące w południowo-centralnym rejonie Sous miasteczko Tafraout słynie zaś z ourkimen – dania na bazie zbóż, urozmaiconego ziarnkami kukurydzy, soczewicy oraz fasoli, którego głównym składnikiem jest baranie kopyto. Inne wspaniałe potrawy to tagola serwowana z daktylami oraz olejem arganowym, placki msemen, ociekające miodem sezamowe słodkości, suszone owoce czy orzechy przeróżnych kształtów.

My polecamy marokański olej arganowy do pielęgnacji skóry i włosów!
My polecamy marokański olej arganowy do pielęgnacji skóry i włosów! Kupisz go w naszym sklepie, pod tym linkiem

By uczcić ten wyjątkowy dzień, Imazighen wkładają swoje najlepsze stroje. Kobiety przywdziewają wielobarwne kaftany, które zbierają w talii szerokim pasem i ozdabiają ogromną ilością tradycyjnie srebrnej biżuterii. Pobrzękują amulety, podzwaniają ciężkie naszyjniki o charakterystycznych geometrycznych formach, a w promieniach wszechobecnego słońca błyszczy tazra – wieńcząca głowę ozdoba przypominająca diadem lub koronę. Mężczyźni zakładają eleganckie gandory, zaś dzieci wzruszające miniaturowe wersje dorosłych strojów. Gdy wszystko jest wreszcie gotowe, można zasiąść do suto zastawionych stołów, a później poddać się skocznemu rytmowi ahwasza, wirować w tańcu do nowoczesnych nut shaabi lub wsłuchiwać się w słowa prastarych pieśni, których kojące słowa mówią o miłości, szczodrości Matki Natury i niegasnącej nadziei. W całym Maroku organizowane są wykłady, a także koncerty, parady koni czy rozświetlające noc pokazy sztucznych ogni. Duża część zebranych nie rozstaje się z niebiesko-zielono-żółtymi flagami z królującym po środku czerwonym znakiem. Ten znak to yaz – litera alfabetu oznaczająca również wolnego człowieka.

Yaz, fot. Anka Florczak
Yaz, fot. Anka Florczak

 

Niektórzy trzymają flagi w rękach, jeszcze inni zarzucają je na plecy. Dla wszystkich jednak są jednakowo ważne, bo symbolizują trwającą od wieków walkę. Walkę o uznanie Yennayer za święto narodowe, walkę o równe prawa, o postawienie kultury rdzennych mieszkańców Maghrebu na równi z wszechobecną kulturą arabską, o odzyskanie należnego miejsca na politycznej i kulturowej mapie świata, który tak wiele może się od Imazighen nauczyć. To między innymi dzięki nim ma szansę przypomnieć sobie, na czym polega skromność, oparty na szacunku kontakt z naturą, umiłowanie piękna,w każdej jego postaci. I upewnić się, że zawsze warto walczyć o to, co naprawdę istotne.

 

Zdjęcie główne: dziewczęta Amazigh, fot. Taha Krewi / Flickr, CC BY 2.0